AKTUALNOŚCI


12/01/2016

Co z tym piarem?

Korzystając z tych cichych pogodnych pięknie śnieżnych dni początku roku, wolnych od bałaganu dni powszednich przeglądałem nasze pisma ukraińsko-polonijne czy polskie, jak kto sobie życzy. Spojrzałem na ich treść z punktu widzenia tak zwanego PRu – piaru. Modne teraz słowo-pojęcie i dość treściwe. Cytując leksykony przypomnę, że pod PRem– piarem, (ang. Public Relations (PR) - relacje publiczne, kontakty z otoczeniem), rozumie się kształtowanie stosunków publicznie działającego podmiotu z jego otoczeniem. Celem działań w tym zakresie jest dbałość o dobry wizerunek, akceptację i życzliwość wobec działań danej osoby lub firmy. Więc przyznając za naszą firmę Wspólnotę Polską Ukrainy idę dalej i żeby nie zanudzać czytelnika od razu przejdę do konkretów. W numerach przeszłorocznych Dziennika Kijowskiego czytamy o propozycjach ZPU w imieniu Polaków Kijowa po ustawie dekomunizacyjnej nazwać niektóre ulice w Kijowie imieniem Jana Pawła II, Rodziny Idzikowskich, Janusza Korczaka, Wilhelma Kotarbińskiego. Cóż osoby bardzo dostojne. Ale czy jest to PR naszej dokładnie firmy? Częściowo możliwie, jako upamiętnienie wybitnych osób naszej ojczyzny historycznej, ale jednak nie tej naszej „firmy», której, powiedzmy, wypełnia się tylko około ćwierci wieku. Ćwierć wieku od początku żmudnej pracy odrodzeniowej którą zapoczątkowali pierwszy prezes ZPU, pomysłodawca „Dziennika Kijowskiego” śp. Stanisław Szałacki, jego śp. współbojowniki Anatol Romejko - pierwszy prezes Stowarzyszenia im. Adama Mickiewicza , historyk Adolf Kondracki, Walenty Grabowski sp. czołowy działacz Polaków Żytomierza i wielu, wielu innych z rożnych miejscowości Ukrainy. Chyba nie zasługują te osoby na upamiętnienie? I tu chodzi nie tylko o to, że oni zasługują na upamiętnienia ich imion w nazwie ulic, chodzi o zaświadczenie teraźniejszej obecności żywiołu polskiego w życiu Ukrainy, czyli o naszym PRu, tak ważnym między innymi w przeddzień Spisu Ludności Ukrainy, zaplanowanym zdaje się w najbliższych latach. W ogóle, myślę, kwestia upamiętnienia zasługuje na stałe jej omówienie na stronach mediów polskich kresowych i nie tylko na nich. Tzw. „głosownie elektroniczne na stronie Urzędu miasta Kijowa», o czym wspomniano na posiedzeniu zarządu ZPU oczywiście nie zaszkodzi, ale czy jest wystarczające, trafne?... Po raz piąty dowiadujemy się z publikacji w mediach w tym i naszych polskich o przyznaniu w końcu roku nagrody literackiej im. Josefa Conrada-Korzeniowskiego. Nagroda przyznawana, co 2 lata od 2007 roku, ufundowana przez Instytut Polski w Kijowie. Składa się z nagrody pieniężnej (3000 euro) oraz półrocznego stypendium w Polsce w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Nagroda przyznawana jest ukraińskiemu pisarzowi, który nie ukończył 40 lat – za konsekwencję w twórczości literackiej. Ukraińskiemu chcę domyśleć się nie etnicznie, nie wg. krwi; możliwie, co do języka – też sporno., ale o tym dalej. Kandydatury do nagrody mogą zgłaszać ukraińskie i polskie instytucje kulturalne, ośrodki naukowe, wydawnictwa, stowarzyszenia twórcze oraz osoby prywatne. Laureatów wybiera polsko-ukraińskie jury. W 2015 roku w jego skład weszli: Zurab Alasania, dyrektor generalny Krajowej Telewizji Ukrainy, Bogumiła Berdychowska, kierownik programów stypendialnych z Warszawy, Andriej Kurkow rosyjskojęzyczny pisarz ukraiński, Tatiana Malarczuk, pisarz ukraiński, laureat literackiej nagrody im. Josepha Conrada (2013), Adam Pomorski, krytyk literacki, tłumacz, prezes Polskiego PEN Clubu, Rostysław Semkiw, krytyk literacki, profesor Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, Ewa Figel, przewodnicząca jury, Dyrektor Instytutu Polskiego w Kijowie. W tym roku do finału weszli młodzi ukraińscy pisarze wysunięci przez szerokie grono czytelników i wybrani spośród 63 (!) kandydatów. Laureatką została młoda pisarka Sofija Andruchowycz, córka znanego pisarza Juria Andrucowicza ze Stanisławowa - Iwano-Frankiwska. Nie mogła odebrać kolejnej nagrody osobiście (ma ich już sporo), gdyż przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych. Przepraszam czytelników, ze możliwie powtarzam dla nich znane, ale po prostu w zakresie tegoż PRu, mam pytania. Dlaczego w składzie juri nie widzimy ani jednego przedstawiciela naszej polskiej gromady, zwłaszcza z Berdyczowa, miasta rodzinnego Josefa Conrada-Korzeniowskiego? Przecież są tam wystarczająco Polaków odpowiedniej inteligencji i wykształcenia (nie będę ich tu wymieniał) i zasługują oni na to jako wspólziomki wielkiego pisarza jak też dla pamięci o ziemi ojczystej słynnych berdyczowskich szlacheckich rodzin Korzeniowskich i Bobrowskich. Pisarz był synem Apollona Korzeniewskiego działacza niepodległościowego zesłanego za działalność przeciwko caratowi w głąb Rosji. Wuj pisarza ze strony matki Stefan Bobrowski był jednym przywódców powstania styczniowego. Nawiązuje do Berdyczowa, przyznam się, ponieważ jest w pamięci, że w lecie ubiegłego roku tam odbyło się długo oczekiwane otwarcie stałej ekspozycji w muzeum Conrada z inicjatywy i naukowych konsultacji wybitnego znawcy życia i dzieła Conrada, autora najlepszej biografii pisarza, profesora Zdzisława Najdera. Profesor Najder wielokrotnie zwiedzał Ukrainę – Berdyczów, Kijów w tej sprawie, miałem z nim spotkania, przeprowadzałem wywiady publikowane w „DK”. Nawiasem mówiąc otwarcie ekspozycji zbiegło się z Dniami Kultury Polskiej, w organizacji których uczestniczyły miejscowi Polacy. Żałuję, że mnie tam nie było, dowiedziałem się o tym z prasy. No i dla czego też poza nieudziałem w juri wśród 63 kandydatów na nagrodę nie znalazło się ani jednego kandydata polskiego pochodzenia, nie wykluczono piszącego w języku ukraińskim, gdy jest to tak ważne. Przynajmniej w naszym gronie takiej wiadomości nie zauważono i nie artykułowano. Wątpię żeby takiego nie znalazło się. I nie wina to organizatorów konkursu, dość głośno zapraszali do uczestnictwa. Tu nie chodzi o zwycięstwo, ale o uczestnictwo, to też PR…, Więc można i dalej kontynuować listę przykładów naszych PR-niedopracowań, naszych to znaczy przede wszystkim naszych organizacji. Ale na razie po prostu proponuję o nich nie milczeć, pamiętać że temu mają służyć media, nasze polskie może i ogólnokrajowe ukraińskie. Stosownie najważniejszego instrumentu PRu - naszych mediów polskich na razie tylko papierowych (elektronicznych – radio, telewizji za rzadkim wyjątkiem nie mamy nawet jako udziałowcy), jest to oddzielny duży temat… Z NOWYM ROKIEM, DRODZY RODACY! Borys Dragin