Alarmujące wyniki badań? Młodzi bardziej cenią bezpieczeństwo niż demokrację

Radosław Marzęcki: Warto na początku wytłumaczyć kontekst moich badań. W ostatnim czasie, choćby w przypadku demonstracji KOD-u, często zastanawialiśmy się, dlaczego młodzi tak słabo angażują się politycznie. Nagle, w ostatnie wakacje, młodzi ludzie licznie wzięli udział w protestach przeciw reformie sądownictwa. Tłumaczono to budzeniem się społeczeństwa obywatelskiego, inni mówili, że przekonała ich piknikowa atmosfera i moda na bycie „anty”.

Stąd wziął się pomysł tych badań?

– W zasadzie pojawił się wcześniej, niezależnie od bieżącej sytuacji politycznej. Chciałem empirycznie sprawdzić, co z tą demokracją u młodych. Odwołuję się do teorii międzypokoleniowej zmiany wartości Ronalda Ingleharta, która mówi, że w latach 70. i 80. – szczególnie na Zachodzie – dokonało się przewartościowanie w kierunku postmaterializmu. Inglehart zauważył, że w społeczeństwie tamtego okresu doszło do zmiany wartości, w miejsce bezpieczeństwa i dobrobytu zaczęto zwracać szczególną uwagę na wartości związane z autonomią jednostki, takie jak wolności obywatelskie czy prawa człowieka. Powodem tych zmian było dojście do głosu pokolenia urodzonego już po II wojnie światowej, które wychowało się w kraju bez wojen i bezpośredniego zagrożenia życia. Tym samym wykształciła się nowa kultura, mentalność, nowe społeczeństwo.

Analogiczną sytuację mamy teraz w Polsce…

– U nas do głosu też zaczyna dochodzić pokolenie, które urodziło się po roku 1989 i od początku swojego życia funkcjonuje w państwie demokratycznym, wolnorynkowym. Do tego dochodzą też procesy integracji europejskiej. To z pewnością są różne warunki od tych, w których wychowali się ich rodzicie i pokolenia wcześniejsze. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że wartości kolejnych pokoleń nigdy nie są w stu procentach nowe. Młodzi częściowo przejmują wartości po starym pokoleniu, które kształtuje także system edukacyjny, kulturę masową, media, w ten sposób internalizują wartości „starego świata”. Młodzi częściowo reprodukują stary system wartości, częściowo tworzą nowy. W badaniach nie pytam jedynie o stosunek młodych ludzi do demokracji wprost. Takie pytania zadaje się często, mnie bardziej interesowało to, jak demokracja przez młodych jest widziana w szerszym kontekście. Jak młodzi postrzegają ją w relacji z dobrobytem i bezpieczeństwem. Czy konfrontują je wzajemnie czy też uznają za komplementarne?

Jakiś czas temu o swoich cząstkowych wynikach badań napisał pan w mediach społecznościowych. Okazuje się, że tylko 5 proc. młodych Polaków przedkłada demokrację nad bezpieczeństwo i dobrobyt. Wiele osób ogłosiło wtedy śmierć demokracji.

– Wyniki jednych zaskakują, innych nie. Część komentatorów widzi w poglądach młodych schyłek demokracji. Niewątpliwie młodych należy traktować jako barometr zmian – w ich poglądach i postawach są zakodowane scenariusze, które czekają nas w przyszłości. Pamiętajmy też o tym, że te ich postawy można ciągle kształtować.

Jak przebiegało samo badanie?

– Przeprowadziłem je wśród polskich i ukraińskich studentów. To są osoby urodzone w roku w 1995, 1996 i 1997. Respondentów poprosiłem m.in. o uszeregowanie trzech wartości. Chciałem sprawdzić, którą cenią bardziej, a którą mniej. Był to dobrobyt, bezpieczeństwo i demokracja. Dodatkowo studenci mogli odpowiedzieć, że „trudno im wybrać, która jest ważniejsza, ponieważ nie potrafią ich rozdzielić”. Rozumiem, że osoba, która wskazuje taką odpowiedź uważa, że bezpieczeństwa i dobrobytu nie ma bez systemu demokratycznego albo przynajmniej, że demokracja jest istotnym gwarantem dobrobytu i bezpieczeństwa. Jedno trzeba pamiętać – dobrej jakości demokracja.

Młodzi Polacy w pierwszej kolejności wybierają bezpieczeństwo – prawie 70 proc., o wiele rzadziej dobrobyt – 10 proc., a demokrację tylko 5 proc. Czwartą odpowiedź wskazywało jedynie 15 proc.

Dlaczego tak słabo oceniają demokrację?

– Pozornie słabo. Okazuje się, że demokracja jest dla nich wartością pozytywną. W jednym z dodatkowych pytań zapytałem ich o to, jak ją rozumieją. Zaproponowałem 12 określeń, połowa kojarzyła się pozytywnie, połowa – negatywnie. Mogli wskazać trzy cechy, jakie przypisują demokracji. Co się okazuje? Pierwszych pięć to określenia pozytywne, dopiero na szóstym miejscu wskazali na kłótnie polityków, które utożsamiają z demokracją. Zatem demokracja – jako wartość – jest oceniana pozytywnie. To znaczyłoby, że doniesienia o jej śmierci są jednak przedwczesne.

Jednak inne wartości niż demokracja są dla młodych ważniejsze?

– Ludzie cenią sobie bardziej wartości, których odczuwają deficyt. Dla młodych demokracja była zawsze, jest wciąż ich naturalnym środowiskiem, funkcjonowała od momentu, kiedy przyszli na świat. Artykułują większe przywiązanie wobec wartości, którą czują, że mogą utracić lub muszą się naprawdę napracować, by ją uzyskać. Demokrację traktują jako chleb powszedni. To niebezpieczeństwo jest wpisane w samą demokrację, która nie jest dana nam raz na zawsze i nie jest ostatnim stadium naszej politycznej ewolucji. Zawsze jest możliwy odwrót od demokracji. Wydaje mi się, że w tym momencie nie jest to zapowiedź kryzysu i upadku. Ale być może powinien to być wstęp do dyskusji o jakości naszej demokracji, o tym, w jakim stopniu system polityczny radzi sobie z rozwiązywaniem najważniejszych problemów społecznych. Ja bym nie ignorował tych danych.

Przecież bezpieczeństwo też mieli zawsze – pensje idą w górę, bezrobocie spada. Utraty bezpieczeństwa można się chyba bać jedynie podczas oglądania „Wiadomości TVP”?

– To prawda, że odczuwanie deficytu bezpieczeństwa jest w dużej mierze prowokowane medialnie i politycznie. Wiele tych niebezpieczeństw u nas jest wyimaginowanych. Boimy się uchodźców i imigrantów, których tutaj nie ma. Boimy się terrorystów, choć w Polsce nie było żadnego terrorystycznego zamachu. Boimy się wojny, która w tym momencie bezpośrednio nam nie zagraża. Elity polityczne w sposób nieodpowiedzialny rozgrywają swoje polityczne spory i zbijają na nich swój kapitał polityczny. Budzą lęki, które często nie mają nic wspólnego z realnym zagrożeniem.

To nie jest wyłącznie polski problem…

– To domino, które wystartowało dawno na Węgrzech. Obserwując wybory społeczeństw w krajach Zachodu i USA, widzimy, że i one nie są wolne od tego problemu. Do głosu dochodzą dziś siły stosujące antyestablishemntową retorykę, które do zdobycia władzy wykorzystują przecież narzędzia demokracji liberalnej. Zatem – być może – obserwujemy nie kryzys demokracji, ale jej tryumf. Dla mnie większym problemem są efekty tych wyborów. Nowe elity polityczne odwołują się do woli ludu i dokonują destrukcji tradycyjnych instytucji demokratycznych. Zamiast korygować oczywiste błędy w ich funkcjonowaniu, często tworzy się niebezpieczne precedensy, np. przez skrócenie kadencji. Takie działania mogą się w przyszłości obrócić nie tylko przeciw rządzącym, lecz także przeciw całemu społeczeństwu. Nie wiadomo przecież, kto wygra przyszłe wybory.

Nie bagatelizuje pan tego słabego wyniku dla demokracji? Przykłady ostatnich lat pokazały, że władze stoją przed pokusą ograniczenia wolności w imię zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom…

– To nie jest tylko polski problem. Bezpieczeństwo jest podstawową wartością, której realizacji człowiek się domaga. Naturalnie politycy potrafią manipulować i w jej imieniu wprowadzić więcej nadzoru. Trzeba pamiętać, że moje pytania mają charakter abstrakcyjny. Trochę jak w przypadku pytania sondażowego, czy w przypadku wojny zdecydowalibyśmy się bronić Polski. Na co dzień nie musimy tego robić i na co dzień nie musimy mierzyć się z utratą demokracji. Błędnym jest też utożsamianie demokracji z wolnością. Weźmy – abstrahując na chwilę od naszych narodowości – kilka państw, jak np. USA, Niemcy, Szwajcaria, Polska, Rosja, Ukraina, Afganistan i Irak. Wyobraźmy sobie, że mielibyśmy wybrać miejsce, gdzie chcemy żyć. Raczej nie wskazalibyśmy Afganistanu czy Iranu, chociaż wszystkie przytoczone państwa to formalnie demokracje. Intuicyjnie czujemy, że systemy polityczne w Szwajcarii, USA i Niemczech funkcjonują lepiej. Wniosek jest taki, że zawsze możemy swoją demokrację udoskonalić. To mój zarzut wobec elit, które ślepo krytykują demokrację, co powoduje czasem wzrost antydemokratycznych nastrojów, zamiast wskazywać to, co w naszej demokracji należy naprawiać.

Musimy młodych ludzi edukować prodemokratycznie, by czynić przez to naszą demokrację bardziej stabilną. Politycy powinni jednak zacząć od siebie. Weźmy za przykład debaty wyborcze. Pamiętam, jak w 2015 roku urzędujący wówczas prezydent przez długi czas unikał debaty, doszło do niej dopiero wtedy, gdy sondaże przestały być dla niego sprzyjające. Prezydent Komorowski tłumaczył, że w Polsce nie ma tradycji debat. W takim razie po prostu ją ustanówmy. Prezydenckie debaty to dobra tradycja. Nie powielajmy błędów przeciwników politycznych, tylko czyńmy naszą demokrację silniejszą.

Czy badane przez pana pokolenie różni się od tych wcześniejszych?

– Zależy, w jakich aspektach. W sferze seksualności wśród młodych panuje większy liberalizm, ale w przypadku definicji małżeństwa i rodziny są mocno konserwatywni. Młodzi Polacy mocno popierają postulat wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół, ale jednocześnie częściej są zwolennikami tradycyjnego modelu rodziny. Jeśli chodzi o aborcję, stosunek do niej wśród młodych rozkłada się podobnie, jak w całym społeczeństwie. Przed dwoma laty mówiliśmy, że młodzi Polacy są bardzo prawicowi, dziś okazuje się, że dotyczy to w większym stopniu starszych grup wiekowych.

Nie zmieniły ich otwarte granice i stypendia zagraniczne na wyciągnięcie ręki?

– W przypadku reprodukcji wartości najważniejsi są rodzice, system edukacji i kultura popularna. Oczywiście, bezpośrednie doświadczenia też są ważne. One np. wyrażają się w euroentuzjazmie młodych Polaków. Być może liczyliśmy na więcej, ale młodzi ludzie doceniają demokrację, choć z pewnością nie stawiają jej ponad inne wartości. Trzeba pamiętać, że to jest pierwsze pokolenie, które wychowało się w nowych warunkach. Demokracja jest jednym z wielu priorytetów, choć nie najważniejszym.

Młodzi Polacy różnią się od ich rówieśników z Ukrainy?

– Chciałem porównać postawy i opinie młodych Polaków i Ukraińców. W obu krajach do głosu dochodzi „pokolenie wolności”. Nie ulega wątpliwości, że fundamenty, na których rodzą się oba społeczeństwa, nie są tożsame. Ukraina była społeczeństwem bardziej sowietyzowanym niż Polska. Nie mówiąc już o odrębnej historii i innych modelach rozwoju.

Rezultaty badań młodych Ukraińców zaskakują, choć proporcje są z pozoru podobne. Na pierwszym miejscu Ukraińcy wskazywali bezpieczeństwo, na drugim dobrobyt, demokracja – z podobnym wynikiem co w Polsce – była na trzecim pod względem liczby wskazań miejscu. Ciekawe, że w Ukrainie ponad 40 proc. badanych wskazuje czwartą opcję, czyli traktowali te wartości jako komplementarne.

Dlaczego?

– Okazuje się, że Ukraińcy bardziej sobie cenią demokrację niż Polacy. Młodzi Ukraińcy na demokrację patrzą bardziej idealistycznie, a młodzi Polacy – realistycznie. Taką mam hipotezę, którą będę jeszcze weryfikował w kolejnej fazie projektu, rozmawiając ze studentami aktywistami rozmaitych organizacji czy samorządów studenckich. My demokrację cenimy jako wartość, natomiast krytykujemy sposób jej funkcjonowania. Naturalnie jakość naszej demokracji jest wyższa niż na Ukrainie, a nasi sąsiedzi chcieliby mieć polską demokrację u siebie. Ukraińcy bardzo pozytywnie patrzą na Polskę, z pewnością lepiej nas postrzegają niż my ich. Może ten zewnętrzny ogląd jest bardziej obiektywny?

Badania przeprowadziliśmy w 14 największych miastach uniwersyteckich w Polsce i na Ukrainie. Wzięły w nich udział prawie 2 tys. studentów. Robiliśmy wszystko, by zdiagnozować młodych w całym kraju, naturalnie – ze względu na bezpieczeństwo – nie udało się nam dotrzeć do terenów ogarniętych wojną.

W wynikach widać różnice geograficzne?

– W Polsce niewiele nas zaskoczyło, naturalnie można zauważyć odwieczny podział na Wschód – Zachód czy centrum – peryferie. Na Ukrainie widać jednak silniejsze różnice między wschodem a zachodem kraju. Można je zauważyć choćby w kontekście poparcia dla wejścia do UE, które zdecydowanie większe jest bliżej granicy z Polską.

Zresztą z badań wynika, że także młodzi Polacy są ogromnymi zwolennikami UE. Aż 52 proc. młodych uważa, że akcesja przyniosła nam więcej korzyści niż strat, a 28 proc. uważa, że plusów i minusów jest tyle samo. Sceptyków jest naprawdę niewielu.

Dlatego PiS wygasza nasze konflikty z UE?

– Z pewnością to temat, który nie pozwoli władzy zbić kapitału politycznego. Ciężko się przebić przez silny euroentuzjazm, który nie podlega krótkookresowym wahaniom.

Gdzie są pola, które władza może wykorzystać propagandowo?

– Bezpieczeństwo. Dokładnie widać to w danych z badań realizowanych przed 2015 rokiem, kiedy Polacy mieli bardzo empatyczny stosunek wobec uchodźców. Dziś w to słowo wkomponowano nowe znaczenie, dokonano jego mitologizacji. W najbardziej optymistycznym wariancie uchodźcę utożsamia się z imigrantem ekonomicznym, w najbardziej pesymistycznym – z terrorystą.

gazeta.pl

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *