Z okazji Międzynarodowego Dnia Pracy składamy najserdeczniejsze życzenia!         2 Maja — Dzień Polonii i Polaków za Granicą.    2 maja — Marszu Żywych w Oświęcimiu        3 maja — Święto Narodowe Konstytucji Trzeciego Maja          3 maja — Światowy Dzień Wolności Prasy.  8 i 9 Maja — Dzień Zwycięstwa.  Witamy!

Anarchia informacyjna w internecie pożre nas wszystkich. Potrzebujemy prawnych regulacji bez cenzury

W ciągu dwóch lat, które upłynęły od wyborów w 2016 r., dowiedzieliśmy się wiele o kampaniach dezinformacyjnych w zachodnich demokracjach. Specjalny prokurator Robert S. Mueller wniósł akt oskarżenia przeciw rosyjskim operatorom, którzy wykorzystali fałszywe konta do zamieszczania na Facebooku przeznaczonych dla konkretnych odbiorców reklam. Podano do publicznej wiadomości treści samych reklam. Popierały one z jednej strony skrajne grupy antyimigranckie i oszukańczą „Armię Jezusa”, a z drugiej rozpowszechniały podrobione slogany, np. „Liczy się życie czarnych”. Napisano całe tomy słów, prowadzono badania. Wiemy, w jaki sposób media społecznościowe nasilają polaryzację; wiemy, że tylko nieliczni odbiorcy sprawdzają informacje; wiemy, w jaki sposób brak regulacji prawnych umożliwia zamieszczanie fałszywych i mętnych reklam politycznych; wiemy, w jaki sposób algorytmy sprzyjają rozpowszechnianiu agresywnych i skrajnych poglądów.

 

Wiele się dowiedzieliśmy – a jednak niczego się nie nauczyliśmy. Bo nadal funkcjonują te same techniki wypaczające informacje. Nadal kształtują debatę polityczną w wielu krajach. Są stosowane nie tylko przez Rosjan. Internetowi bojownicy, często skrywający się pod fałszywymi kontami, nadal działają bezkarnie, rozpowszechniając kłamliwe narracje i korzystając z głównych platform – Facebooka, Twittera, a zwłaszcza YouTube’a – aby rozpowszechniać informacje.

Instytut Oxford Internet po przeanalizowaniu 2,5 mln tweetów i 6986 stron na Facebooku ustalił, że ilość tendencyjnych, przesadzonych i spiskowych „informacji śmieciowych” jest znacznie większa, niż była w roku 2016.

Jednocześnie w internecie przybywa informacji niewyprodukowanych przez ludzi. Dzięki narzędziu stworzonemu ostatnio przez nowo powstałą firmę Robhat Labs dowiedzieliśmy się, że jeszcze w ubiegłym tygodniu ok. 60 proc. rozmów na Twitterze pochodziło z kont, które prawdopodobnie są botami (kodami, które można programować tak, żeby naśladowały ludzi). Według innego badania, przeprowadzonego przez Ligę przeciw Zniesławianiu (Anti-Defamation League), niemal jedna trzecia antysemickiej propagandy rozpowszechnianej online również pochodzi z botów.

Należący do Google’a serwis YouTube umożliwia Russia Today, rosyjskiemu serwisowi informacyjnemu, manipulację. Prowadzona przez tę sieć kampania oczerniania Białych Hełmów, syryjskiej grupy humanitarnej, nadal jest wysoko w wynikach wyszukiwania. Tymczasem w Brazylii „informacje śmieciowe” były rozpowszechniane w czasie ostatniej kampanii wyborczej nie tylko na Facebooku, ale też na WhatsApp, gdzie nie da się ich sprostować, nie mówiąc już o znalezieniu źródeł.

Niczego się nie nauczyliśmy i nic nie robimy. Tymczasowe środki podjęte dobrowolnie przez firmy mediów społecznościowych przypominają zalepianie otwartej rany plasterkiem. Zarówno Facebook, jak i Twitter zatrudniły ludzi do monitorowania swoich stron w poszukiwaniu „mowy nienawiści” – określenie mające ogromnie wiele definicji – z wątpliwym skutkiem.

Nie podjęto jednak innych, bardziej oczywistych działań. Możliwe byłoby zakazanie w ogóle stosowania botów w mediach społecznościowych. Bardziej rygorystyczne procedury mogłyby zapobiec tworzeniu anonimowych kont. YouTube – i inne serwisy – mógłby zmienić swoje algorytmy w taki sposób, żeby znane źródła dezinformacji nie osiągały wciąż szczytowej oglądalności. Prawodawcy mogliby zmusić polityków do przestrzegania podwyższonych standardów przejrzystości w kampaniach online.

Powtarzam się jednak, a co ważniejsze, powtarzam to, co mówią inni. Wielu ludzi i wiele grup nawołuje do wprowadzenia prawnych regulacji bez cenzury, ale po prostu nie ma woli politycznej wprowadzenia rzeczywistych zmian. Obszernie relacjonowane przez telewizję przesłuchania dyrektorów celebrytów, takich jak Mark Zuckerberg, nie są rozwiązaniem – są chwytem reklamowym.

Kiedy już w USA odbędą się wybory w połowie kadencji prezydenta Trumpa, potrzebna będzie ogólnonarodowa debata na wysokim poziomie merytorycznym; dochodzenie prowadzone przez Kongres rozpatrujące wszystkie możliwe opcje; a także zobowiązanie ze strony przywódców politycznych do przejęcia kontroli nad anarchią informacyjną, która z czasem pożre ich wszystkich.

Anne Applebaum, GW

Szef Facebooka Mark Zuckerberg podczas przesłuchania na Kapitolu. (Fot. Andrew Harnik / AP Photo)

 

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *