Dasz się śledzić?

Unia Europejska wypowiada wojnę niekontrolowanym praktykom śledzenia w sieci i gromadzenia naszych danych w celach komercyjnych. Proponuje nowe reguły gry. I narusza wielkie interesy.

Lubimy myśleć o internecie, jakby był darmowym zasobem. Od każdej informacji dzieli tylko kliknięcie, nie musimy sięgać po kartę kredytową, żeby sprawdzić pogodę. Strony ładują się błyskawicznie, od razu dopasowane do indywidualnych preferencji. Dopóki nie zajrzymy na zaplecze internetowej infrastruktury, wszystko się zgadza: żyjemy w darmowym i wygodnym, cyfrowym świecie. A co widać od zaplecza? Komercyjną machinę eksploatującą nasze dane osobowe, sprowadzającą nas do roli towaru, który musi się dobrze sprzedać na aukcji reklamowej. Treści, które wydają się darmowe i neutralne, w istocie są skomercjalizowane i sprofilowane pod interes reklamodawcy, nie czytelnika.

Internet nie musi tak wyglądać. W Brukseli ważą się losy regulacji, która zdecyduje o tym, czy ukryte mechanizmy śledzenia i profilowania nadal będą dozwolone. Chodzi o rozporządzenie o prywatności w łączności elektronicznej (tzw. ePrivacy), zaproponowane w styczniu przez Komisję Europejską, obecnie dyskutowane w Parlamencie Europejskim. Ta regulacja wchodzi na odcisk potentatom z branży reklamowej i wydawniczej, którzy przyzwyczaili się do funkcjonowania w internecie, gdzie dane osobowe „leżą na ulicy” i każdy, kto potrafi, może je komercyjnie wykorzystać. Stąd silne naciski biznesowego lobby na decyzje zapadające w Brukseli. https://www.polityka.pl

 

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *