Facebook zmienia nasze życie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo. I wcale nie na lepsze

 

 

Dorota Karaś: Facebook pomaga czy przeszkadza w życiu?

Dr Konrad Bocian, wykładowca Uniwersytetu SWPS w Sopocie: — Raczej to drugie. Badania pokazują, że obniża naszą satysfakcję z życia, powoduje pogorszenie nastroju.

Dlaczego?

– Bo wzbudza zazdrość. Siedzimy w pracy, zmęczeni, z szefem dokładającym nam kolejne obowiązki, a na Facebooku widzimy zdjęcia kolegi, który leży na plaży pod palmą. Czujemy zazdrość, choć nie jesteśmy tego świadomi. Z badań psychologów wiemy, że porównania odbywają się automatycznie, gdy tylko pojawia się obiekt, do którego możemy się odnieść. Gdy przeglądamy zdjęcia znajomych wyjeżdżających na wakacje czy korzystających z luksusowych dóbr, chcąc nie chcąc porównujemy się z nimi. To sprawia, że czujemy się mniej usatysfakcjonowani z własnego życia.

Jesteśmy zazdrośni, ale o tym nie wiemy?

– Efekty obniżonego nastroju nie pojawiają się od razu. Psychologowie zauważyli, że wśród osób pasywnie korzystających z Facebooka – czyli głównie przeglądających treści, nieumieszczających własnych postów czy komentarzy – spadek nastroju notuje się na koniec dnia. Może to oznaczać, że jeśli zaglądamy na Facebooka kilka minut dziennie, nic się nie stanie. Jeżeli jednak przeglądamy go przez dłuższy czas, to wieczorem efekty mogą się skumulować.

Innym ciekawym zjawiskiem, które badali naukowcy, jest efekt drenowania mózgu. Psychologowie sprawdzali, czy obecność telefonów komórkowych prowadzi do obniżenia naszych zdolności poznawczych.

W jaki sposób można to sprawdzić?

– Naukowcy testowali pojemność pamięci roboczej, która pozwala nam między innymi przetwarzać tymczasowe informacje oraz inteligencję płynną, czyli wrodzoną. Trzy różne grupy wypełniały test, za każdym razem telefon był w innym miejscu – na biurku, w torbie lub w innym pokoju. W dwóch pierwszych przypadkach, gdy urządzenie znajdowało się na stole lub w torebce, naukowcy zauważyli znaczy spadek potencjału intelektualnego.

Czemu sama obecność telefonu tak źle na nas wpływa?

– Nie potrafimy uwolnić się od myśli, że dostaliśmy SMS lub inne powiadomienie. Część naszej uwagi kierujemy na telefon, zamiast skupić się na zadaniu, które mamy wykonać.

Inne badania pokazują, że obecność smartfona uszkadza konwersację. Osoby, które rozmawiały na poważne tematy, związane np. z życiowymi celami, poproszono o ocenę jakości rozmowy. I znowu – w sytuacji, gdy telefon leżał w zasięgu wzroku, ludzie czuli, że wymiana zdań jest mniej płynna. Deklarowali również mniejsze zaufanie do partnera.

 

Są dane, które mówią, że sięgamy po telefon nawet 2,5 tysiąca w ciągu dnia. Z czego się to bierze?

– Najprościej mówiąc: z uzależnienia. Żeby to wytłumaczyć, cofnę się do roku 2009. W tym czasie Loren Brichter stworzył aplikację Tweetie, która została później kupiona i zamieniona w Twittera. Britcher wymyślił system odświeżania strony, który dziś znamy wszyscy – działa on w ten sposób, że gdy przeciągamy stronę w dół, automatycznie się ona odświeża. Twitter zrobił na tym mechanizmie furorę, dziś jest on powszechnie używany. Ostatnio Loren Brichter zaczął się jednak zastanawiać, dlaczego wymyślona przez niego funkcjonalność wciąż jest stosowana, skoro obecnie wszystkie aplikacje i tak odświeżają się automatycznie i w dodatku same wysyłają nam powiadomienia o nowych treściach.

I co odkrył?

– Stwierdził, że działa tu mechanizm „pociągnij dźwignię”. Ten sam, który skłania nas do uruchomienia automatu w kasynie. Psychologowie nazywają to warunkowaniem instrumentalnym.

Robimy coś, bo spodziewamy się nagrody?

– W klasycznych eksperymentach sprawdzano, jak działa to na szczurach. Zwierzęta uczyły się, że gdy nacisną dźwignię, dostaną nagrodę. Z czasem szczur musiał znajdować się coraz bliżej dźwigni lub musiał poczekać na pojawienie się sygnału dźwiękowego, aby pojawiła się premia. Badania pokazały, że najlepszą metodą uczenia szczurów, by zachowały się w określony sposób, było dawanie nagród nieregularnie. Zwierzę uruchamiało dźwignię, ale niespodzianka nie pojawiała się zawsze, lecz co któryś raz. Tak samo działa na nas sprawdzanie powiadomień w telefonie. Twórcy aplikacji zdecydowali się nie usuwać mechanizmu odświeżania strony, bo zauważyli, że ludzie obsesyjnie z niego korzystają. A robią tak dlatego, żeby sprawdzić, czy przyszła potencjalna nagroda. Może być nią lajk albo pozytywny komentarz.

Do czego może to prowadzić?

– Coraz częściej uzależnienie od internetu traktuje się jako zaburzenie psychiczne. Są badania, które pokazały, że może ono prowadzić do uszkodzeń mózgu. U osób, u których używanie internetu przekształciło się w uzależnienie, zmniejsza się objętość istoty białej oraz szarej w mózgu, które budują nasz układ nerwowy. Na skanach mózgów ludzi uzależnionych od internetu wykryto takie same zmiany, jakie mają alkoholicy i nałogowi hazardziści.

Są też inne niepokojące zjawiska, na przykład nomofobia – skrót od „no mobile fobia” – czyli niepokój, który odczuwamy gdy nie mamy przy sobie telefonu.

Dlaczego twórcy nowych technologii ostrzegają nas przed ich skutkami?

– Może dlatego, bo czują się odpowiedzialni za to, co stworzyli? Justin Rosenstein, twórca facebookowego przycisku „like” przyznaje, że zablokował w swoim telefonie niektóre serwisy społecznościowe i poprosił asystentkę, by ustawiła mu w urządzeniu „ochronę rodzicielską”. Bill Gates nie pozwolił swoim dzieciom używania smartfonów, dopóki nie skończą 14 lat. Tristian Harris, kiedyś pracujący dla Google’a, ostrzega, że nie jesteśmy świadomi tego, jak mocno nowe technologie wpływają na wybory, które podejmujemy i w jaki sposób kształtują nasze życie. Takie głosy słychać coraz częściej.

To dobry pomysł, żeby dzieciom w szkołach zabraniać używania telefonów?

– Moim zdaniem tak, choć wiem, że rodzice mają do tego różne podejście. Czasem słyszę głosy, że to ogranicza wolność, utrudnia kontakt. Ale jeszcze kilkanaście lat temu dzieci nie nosiły telefonów komórkowych do szkoły.

Lekarze zwracają już uwagę na fakt, że 12-, 13-latki, które mają ciągle pochylone głowy nad komórką, mogą mieć poważne problemy z kręgosłupem. Mówi się też o zwyrodnieniach kciuków – odczułem to na własnej skórze, gdy zmieniłem telefon. Po dwóch tygodniach używania modelu, w którym trzeba wciskać guzik, zaczął mnie boleć palec.

Rodzicom, którzy mają wątpliwości, czy telefony mają negatywny wpływ na dzieci, opowiadam o badaniach, które zwykle bardzo silnie przemawiają do ich wyobraźni.

 

Jakie to badania?

– Część dzieci wysłano na obóz, na którym zabroniono im używania urządzeń multimedialnych. Inna grupa w tym samym czasie miała normalny dostęp do telefonów i tabletów. Gdy porównano dwie grupy okazało się, że dzieci, które przez dwa tygodnie nie używały żadnych urządzeń z dostępem do internetu, lepiej rozpoznawały emocje na twarzach innych ludzi.

Na to samo zjawisko zwracają uwagę nauczyciele i pedagodzy – uczeń siedzący na przerwie z telefonem, ze wzrokiem skierowanym w ekran, nie patrzy na innych. Zamiast emocji uczy się emotikonów. A jeśli dziecko nie jest w stanie stwierdzić, że jego kolega jest smutny, niezadowolony lub cierpi, nie będzie umiało poradzić sobie z problemami własnymi oraz innych.

Ale zabrać nastolatkowi telefon, to jak wyrwać mu serce – tak usłyszałam od własnej córki. Dzieci używają też smartfonów do komunikowania się z grupą, przesyłania wiadomości o lekcjach, umawiają się na wspólne wyjścia.

– Nikomu nie zabronimy korzystania z nowych technologii. Nie mam wątpliwości, że dostęp do informacji i internetu ma też swoje dobre strony. Z telefonem jest podobnie jak z młotkiem, którego można użyć do wbicia gwoździa albo zabicia człowieka. Smartfon może służyć do rozwoju, realizacji celów lub być ucieczką od rzeczywistości. Tego trzeba jednak dzieci nauczyć. Obserwuję swoich studentów. Na uczelnię przychodzą coraz młodsze roczniki, które nie pamiętają w ogóle świata bez Facebooka, Google’a, Snapchata czy Instagrama. Są świetnie obeznani w działaniu tych aplikacji, ale mam wrażenie, że brakuje im umiejętności wyszukiwania rzetelnych i sprawdzonych informacji. Nieraz nie radzą sobie też z wpływem i presją jaką wywierają na nie nowe technologie Zadaniem nauczycieli i rodziców powinno być uczenie młodych pokoleń dobrych praktyk używania telefonów w publicznej przestrzeni.

Jakie mogą być skutki w przyszłości nadużywania telefonów i ciągłej obecności w mediach społecznościowych?

– Żeby ocenić wpływ technologii na nasze życie potrzebowalibyśmy przekrojowych, długoletnich badań. Na razie wiadomo, że ciągłe korzystanie z mediów społecznościowych obniża nasz dobrostan psychiczny i fizyczny. Nie czujemy się szczęśliwi czy spełnieni, bo wciąż jesteśmy rozkojarzeni. Urządzenia i aplikacje zmuszają nas do ciągłego odświeżania, klikania, sprawdzania powiadomień. Trudno jest się nam skupić nawet na kilka minut.

Wie pani, dlaczego powiadomienia w systemie IOS mają kolor czerwony?

Bo pobudza nas do działania?

– Początkowo twórcy systemu testowali inne kolory – niebieski lub zielony, które kojarzą się pozytywnie. Nie przyciągały one jednak wystarczająco uwagi. Wprowadzili więc czerwony, który oznacza niebezpieczeństwo, alarm. Ma skłonić do działania, reakcji. Dlatego mamy kompulsywną potrzebę wyklikania wszystkich powiadomień.

Muszą być jakieś dobre strony. Facebook ogłosił niedawno, że na podstawie analizy wpisów nastolatków jest w stanie ocenić ich emocje i wyłapać osoby z depresją czy skłonnościami samobójczymi.

– Moim zdaniem to koń trojański.

Dlaczego?

– Pomysł polega na tym, że algorytm czyta publiczne wpisy, wyłapując kluczowe słowa, które mogą wskazywać na negatywne emocje. Facebook zapewnia, że robi to w szczytnym celu. Ale nastolatków zagrożonych depresją wśród wszystkich użytkowników serwisu jest może kilkanaście procent. A przecież analizowane są nie tylko ich posty.

Do czego mogą posłużyć dane o nastroju?

– Dla mnie to jawna próba wyciągania informacji o nastroju, która w internecie jest na wagę złota. Jeśli nastolatek czuje się źle, można spróbować mu coś sprzedać – kupowanie jest jednym ze sposobów regulowania nastroju. A przez internet kupuje się łatwiej i szybciej niż w realu.

Facebook poświęca bardzo dużo uwagi badaniu osobowości swoich użytkowników. Jest jednocześnie największą na świecie platformą do zarabiania na reklamie. Może więc pojawić się podejrzenie, że dane te staną się przedmiotem handlu. To zresztą szerszy problem. Na stronie IBM znalazłem ostatnio informację o tym, że firma oferuje reklamodawcom możliwość analizy cech osobowości użytkowników swojego sprzętu.

Największego nadużycia Facebook dopuścił się jednak cztery lata temu, manipulując treściami.

W jaki sposób?

– Przeprowadzono eksperyment na 700 tysiącach użytkowników. Polegał on na tym, że losowo usuwano ludziom ze ścian pozytywne lub negatywne treści. Prowadzący badania chcieli w ten sposób sprawdzić, w jaki sposób wygląda zarażanie się emocjami na Facebooku. Największy efekt zaobserwowano u osób, którym znacznie zredukowano pozytywne informacje. Z psychologii wiemy, że zło jest silniejsze od dobra. Eksperyment potwierdził, że osoby odbierające głównie negatywne treści, same przesyłają dalej komunikaty o takim charakterze.

Na czym polegał problem?

– Wyniki badania opublikowano w czasopiśmie naukowym. Złamano przy tym podstawowe zasady etyczne – badani nie mieli pojęcia, że biorą udział w eksperymencie, nie mogli też z niego zrezygnować.

Nie chcę być czarnowidzem, ale ostrzegam przed zbytnią ufnością w dobre intencje Facebooka, który zarabia na tym, jak się czujemy, o czym myślimy i jakie informacje na swój temat zostawiamy w internecie.

To wizja jak z serialu „Czarne lustro”, który opowiada, w jaki sposób technologie niszczą nasze życie. Są jakieś pomysły, jak uniknąć zagrożenia?

– Można zacząć stosować dobre praktyki, na przykład sprawdzać maila tylko trzy razy dziennie lub nie wyjmować telefonu podczas spotkania ze znajomymi. Powinniśmy nauczyć się rezygnować z pewnych rzeczy, które dziś wydają nam się oczywiste. Na świecie są już restauracje, które reklamują się tym, że nie ma u nich Wi-Fi. Klienci przychodzą tam, żeby porozmawiać a nie co chwilę sprawdzać powiadomienia na smartfonie. W Polsce chyba jeszcze nikt się na to nie odważył. Ale może powinniśmy zacząć tworzyć normy, które regulują używanie telefonów w miejscach publicznych czy szkołach.

Myśli pan, że podziałałyby tak jak zakaz palenia w miejscach publicznych?

– Kiedy pojawił się zakaz palenia, spotkał się ze sporą krytyką. Dziś nikt go już nie kwestionuje. Wpłynął on silnie na naszą świadomość zagrożenia, jakim jest palenie papierosów. Może za kilka lat producenci telefonów będą musieli umieszczać na urządzeniach informacje o tym, że ich nadużywanie może być szkodliwe. I nikogo nie będzie to dziwić.

Dr Konrad Bocian – wykładowca Uniwersytetu SWPS w Sopocie, interesuje się psychologią moralności i psychologią ewolucyjną, emocjami, popularyzacją badań naukowych, reklamą, nowymi technologiami oraz marketingiem w sieci.

 

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *