Klinika Dziennikarstwa

 

Ukazał się kolejny (drugi) tom „Kliniki Dziennikarstwa” – projekt Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego*.  Jest to przedsięwzięcie realizowane od kilku lat przez grupę kilkunastu naukowców — socjologów, etyków, kulturoznawców, prawników i medioznawców – mające na celu opis współczesnego stanu dziennikarstwa. Tom „Klinika Dziennikarstwa – Diagnoza” przynosi analizę obecnej kondycji dziennikarstwa, najnowszych trendów, problemów warsztatowych, etycznych i prawnych. Publikacja jest całkiem świeża (otrzymałem ją zaledwie kilka dni temu), zatem opis oraz wnioski wynikające z lektury mają charakter niepełny, subiektywny i impresyjny.

Książka składa się z 10 artykułów znanych polskich badaczy mediów (ich biogramy znajdują się na końcu publikacji). Jej treść skierowana jest zarówno do medioznawców i studentów kierunków dziennikarskich, jak i do pracowników mediów, a w szczególności do dziennikarzy. W kolejnych rozdziałach omawiane są kwestie: kondycji polskiego dziennikarstwa, etyczności, jego słabości i grzechów, zmian w jego obrębie, niezależności mediów publicznych oraz zagadnienia związane z prawem prasowym.

Janusz Włodzimierz Adamowski z wielkim niepokojem i zatroskaniem pisze o obecnej sytuacji w naszym dziennikarstwie. Jego zdaniem, wskutek klimatu politycznego w Polsce pogarsza się kondycja dziennikarstwa. „Padły w boju” media publiczne, pogłębia się ideologizacja i polityzacja środków przekazu, następuje brutalizacja języka i powraca neocenzura. Dodatkowo procesy tabloidyzacji, fake newsy produkowane na masową skalę i etyczna zapaść dopełniają ten niewesoły obraz.

Michał Drożdż próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o etyczność (misyjność) zawodu dziennikarza. Jesteśmy świadkami – pisze – procesów obniżania standardów i jakości dziennikarstwa. Z jednej strony mamy otwarty dostęp do zawodu, z drugiej wolność słowa nie łączy się z odpowiedzialnością za nie, a fachowość z etycznością. Dziennikarstwo przestaje być misją, a staje się areną kreowania „medialnych gwiazd”. Kompetencja, wiedza, umiejętności i uczciwość przestają się liczyć, co wpływa na dewaluację jakości dziennikarstwa. Michał Dróżdż zaleca promowanie dobrych wzorców — autentycznych wartości zawodu dziennikarskiego: „obiektywności, służby prawdzie, uczciwości, odpowiedzialności za słowo”. Według niego należy dążyć do profesjonalizmu i przestrzegać zasad etyki dziennikarskiej, zgodnie z deklaracją zasad Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.

Tomasz Goban-Klas w rozdziale, który zapowiadał opis „słabości i grzechów głównych współczesnego dziennikarstwa” przytacza opinie zachodnich medioznawców i pisarzy, sięgając aż po wypowiedzi Marka Twaina. Autor wspomina o bylejakości sfery publicznej i w kilu zdaniach o bylejakości pracy dzienniakrzy. W jednym akapicie omawia fake newsy i post-prawdę. Kończy dedykacją wywiedzioną z fińskiego kodeksu dziennikarskiego. Jednak po lekturze tego artykułu trudno stwierdzić, co sam autor uważa za główne grzechy współczesnego dziennikarstwa polskiego, jako że zabrakło przykładów odnoszących się wprost do twórczości rodzimych dziennikarzy.

Wiesław Godzic pyta o miejsce dziennikarza w dzisiejszej przestrzeni społecznej; kim staje się dziennikarz i jakie mogą być konsekwencje przejęcia określonej postawy? Obecnie niektórzy dziennikarze stają się celebrytami i lekko traktują tę profesję. Inni zamykają się w swoich kręgach merytorycznych oraz ideologicznych – pisze Godzic. Jeszcze inni, martwiąc się o wysokie standardy, proponują oddzielenie rozrywki od informacji. Według autora kłopot z dziennikarzami polega na tym, że „grupa ta musi określić, jaką grę gra” czyli jaki jest zakres wspólnoty, której zasad mieliby przestrzegać. Godzic konkluduje, że największym wrogiem dziennikarzy są politycy, bo oni „dokonali operacji politycznej korupcji na ogromną skalę”. Na skutek tego wśród dziennikarzy upowszechnił się podział na swoich i obcych, dobrych i złych (oczywiście „dobrzy” są ci „swoi” – M.P.) Dziennikarze – pisze Godzic – „zostali wykastrowani z obowiązku przedstawiania wyważonych racji i propagowania postulatu chłodnego i rzetelnego informowania”. Dziennikarstwo jest teraz płytkie i powierzchowne, a przede wszystkim stało się propagandą. Wypowiedź autora jest ostra, może zbyt jednostronna, ale z przecież, znając rzeczywistość polskiego mainstreamu dziennikarskiego, czyż nie jest w dużym stopniu prawdziwa?

Jerzy Jastrzębski pisze o „końcu dziennikarstwa” i „zmierzchu mediów”. O tych sprawach pisano już wielokrotnie. Do dotychczasowych rozważań autor włącza wątek etyczny: ograniczeń narzuconych na działania dziennikarskie w dobie wszechwładzy rynku, korporacji i polityki. W mediach coraz trudniej o przestrzeganie wartości, „nie tylko ze względu na degradację środowiskową, ale przede wszystkim – pisze Jastrzębski – brak prawnych uregulowań i ochrony pracy media workers, zdanych na kaprysy, łaskę i niełaskę pracodawców […]” Zdekonstruowany został mit niezależności mediów – stwierdza autor, i zauważa, że media już nie udają obiektywizmu i bezstronności. Obecny zmierzch mediów ma zasięg globalny, jednak media przetrwają, a „o dziennikarstwo należy jednak zadbać, bo będzie takie, jakie jest i było”.

Stanisław Jędrzejewski pochyla się nad „niezależnością mediów publicznych w czasach populizmu”. A jest to – stwierdza autor – przypadek Polski. Media publiczne stały się areną walki politycznej o wpływy, w Polsce z dominującym prawicowym punktem widzenia. Władza polityczna wpływa na decyzje programowe, sposób finansowania, wybór kierownictwa czy kadr. Niezależność mediów publicznych jest ograniczana, a nadawcy publiczni w wielu krajach postrzegani są jako strona politycznych konfliktów. Autor pisze również o Radzie Mediów Narodowych, która w jego mniemaniu stała się repliką Radiokomitetu. Polski model systemu medialnego zalicza do tzw. modelu łacińskiego (w typologii Hallina i Manciniego będzie to model śródziemnomorski lub spolaryzowanego pluralizmu – M.P.). który charakteryzuje się m.in. podporządkowaniem mediów politykom i ich wpływom.

Katarzyna Konarska przedstawia – w kolejnym artykule – „dziennikarskie grzechy główne” poprzez samoopis środowiskowy, powołując się przy tym na ankietę przeprowadzoną w dwumiesięczniku „Press” i na wypowiedzi dziennikarzy w kontekście tej ankiety. Pisze m.in. o grzechu zaniechania w podejmowaniu niektórych tematów (np. dzikiej prywatyzacji i patologii rynku pracy). Autorka cytuje też przedstawicieli Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (Piotra Legutkę, Krzysztofa Skowrońskiego) i wspomina debatę zorganizowaną przez SDP p.t. „Dziennikarz – zagrożony zawód zaufania publicznego”, aczkolwiek krytykuje jej jednostronność (tzn. udział tylko dziennikarzy ze środowisk prawicowych), stwierdzając, że: „Już u podstaw organizacji wspomnianego spotkania zakopano bowiem możliwość równoprawnego dialogu, prezentacji stanowisk wszystkich zainteresowanych stron”. Ta debata, jak i publicystyczny spór o zasady pokazują – zauważa — „ideowy antagonizm i podział środowiska, przez co przypisana temu zawodowi misja, a tym samym jego istota, całkowicie traci sens”.

Jacek Sobczak omawia prawo prasowe, a w zasadzie artykuły rozdziału 7. Ustawy prawo prasowe. Dotyczą one m.in. zniesławienia, zniewagi oraz naruszenia dóbr osobistych. Czytelnicy (dziennikarze, wydawcy, redaktorzy) zainteresowani tą problematyką znajdą w tym artykule szereg wskazówek interpretacyjnych, pozwalających zrozumieć zawiłe niekiedy ścieżki prawa. Autor w podsumowaniu stwierdza, że: „Kwestie regulowane a art. 7, dotyczące odpowiedzialności karnej, mają jednak istotne znaczenie dla samych dziennikarzy, którzy mogą stać się obiektem gróźb bezprawnych lub przemocy, mających skłonić ich do publikowania lub zaniechania publikacji materiału prasowego lub interwencji prasowej”.

Kazimierz Wolny-Zmorzyński diagnozuje współczesne dziennikarstwo w sposób – jak sam stwierdza – obiektywny i opierając się na faktach. Zauważa najpierw, że w Polsce „obecnie dziennikarstwo ma się całkiem nieźle”. Gorzej jest z odbiorcami mediów, którzy potrafią zaatakować (fizycznie) dziennikarzy. I chociaż dziennikarze nie mają łatwo, to jednak mogą realizować się w zawodzie, aczkolwiek zdarza się im, że ulegają pokusie sensacji. Dotyczy to nie tylko dziennikarzy tabloidów; „Podanie informacji bez podsycania emocji obecnie nie istnieje”. Redakcje chcąc przetrwać „obniżają loty”. Niektórzy dziennikarze zapominają o takcie i podstawowych zasadach prowadzenia dyskusji (są przykłady – M.P.). Wolny-Zmorzyński nie ogranicza się jednak tylko do krytyki postaw dziennikarskich, ale przytacza również przykłady pozytywnych zachowań. Zainteresowanych odsyłam do lektury tekstu.

Autorem ostatniego artykułu w omawianym tomie „Kliniki Dziennikarstwa” jest Aleksander Woźny. Jako wieloletni badacz telewizyjnych serwisów informacyjnych za najbardziej realizowany w nich scenariusz kultury uznaje kapłaństwo. Wspomagając się kategoriami kapłana i błazna zaczerpniętymi od Leszka Kołakowskiego Woźny pisze, że: „Dziennikarz>> Wiadomości<< przyjmuje ochoczo role strażnika absolutu. Jego świat jest niewzruszony, rzeczywistość – ustabilizowana”. Z kolei w „Faktach” TVN wprowadzane są ironia, szyderstwo i kpina. Autor opisuje formuły programów informacyjnych, lecz jego rozważania pozostają na marginesie głównego nurtu książki.

Prezentowana publikacja zaprasza do dyskusji, choć zawiera wiele stwierdzeń, które mogą budzić emocje i sprzeciw. Również autor niniejszej recenzji nie zgadza się z wieloma tezami postawionymi przez autorów „Kliniki”. Szczególnie trudno zaakceptować mi jednoznaczność twierdzenia o głębokim kryzysie dziennikarstwa i zmierzchu mediów. Tego typu teorie pojawiają się od wielu lat, a media jednak wciąż istnieją. Mimo to z pewnością autorzy opracowania mają rację, pisząc o wielu negatywnych aspektach zauważonych w dominującym obecnie w Polsce stylu dziennikarstwa, które odchodzi od modelu obiektywistycznego ku subiektywizmowi, ulega tabloidyzacji i erozji propagandowej spowodowanej polityzacją mediów. Książka zasługuje na dyskusję w kręgach akademickich. W skuteczność nawoływań, aby stała się również przedmiotem debaty w środowiskach dziennikarskich raczej nie wierzę. Należy pamiętać, w trakcie analizowania tez prezentowanych przez autorów „Kliniki Dziennikarstwa”, że nie jest to pozycja typowo naukowa, a raczej jest to opracowanie o charakterze zarówno naukowym, jak i popularnonaukowym, a nawet (w jednym przypadku) publicystycznym. Stąd też niektóre tezy nie mają wartości dowodu naukowego, a są wyrazem wewnętrznych przekonań autorów. Może to jednak stanowić dodatkową wartość publikacji: różnorodnej, wielopoziomowej i otwartej na debatę jakże potrzebną w naszym środowisku.

Marek Palczewski, sdp.pl

 

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *