28 czerwca – Dzień Konstytucji Ukrainy! Witamy!

 

Kłopoty Sławomira N.

Ukraińskie służby twierdzą, że były polityk PO jako szef służby drogowej brał duże łapówki. Pod lupę wzięto wszystkie przetargi na 270 mln euro.

47-letni Sławomir N. został w poniedziałek nad ranem zatrzymany przez funkcjonariuszy gdańskiego Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod zarzutem korupcji, prania pieniędzy i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która miała za łapówki m.in. wyciągać z kłopotów ukraińskie firmy z branży drogowej lub gwarantować im kontrakty.

Według naszych nieoficjalnych informacji w zarzucie, jaki postawiono N., jest kwota przekraczająca milion złotych. Łapówki miały być przekazywane w finezyjny i zakamuflowany sposób: poprzez nowo zakładane w Polsce spółki – w imieniu N. miał robić to jego znajomy Jacek P.

DEFRAUDOWALI FUNDUSZE?

Kiedy polskie CBA urządziło nalot, ukraińskie służby zatrzymywały byłą asystentkę Sławomira N. z okresu jego pracy na stanowisku prezesa Państwowej Służby Dróg Samochodowych Ukrainy – Ukravtodor. A także ukraińskiego biznesmena, który miał dać łapówkę N. Ile? – W grę wchodzą milionowe kwoty – mówi nasze źródło w śledztwie, które jest rozwojowe, a służby ukraińskie badają przetargi na budowę dróg o wartości 270 mln euro (Ukraina otrzymywała na to pożyczki z zachodnich funduszy).

Ze Sławomirem N. został zatrzymany także Dariusz Z., były dowódca jednostki GROM, oraz Jacek P. z Gdańska, który prowadzi działalność szkoleniową. To znajomi N. od lat. Z ustaleń śledczych wynika, że mieli legalizować łapówki od ukraińskich przedsiębiorców.

Poniedziałkowe zatrzymania to efekt międzynarodowego śledztwa, które toczy się od listopada ubiegłego roku – polskiego i ukraińskiego.

Artem Sytnyk, szef Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy, uważa, że urzędnicy Ukravtodor ze Sławomirem N. na czele defraudowali międzynarodowe fundusze na remonty dróg. N. miał za łapówki ratować ukraińskie spółki, które budowały drogi i miały poślizgi z terminami. Szef Ukravtodor miał sugerować, że za odpowiednią opłatą pomoże rozwiązać ich problemy – przedłużyć kontrakt i uniknąć kar.

Z ujawnionych przez stronę ukraińską materiałów wynika, że Sławomir N. „domagał się nielegalnych świadczeń, a sam fakt ich otrzymania miał miejsce w Polsce». Łapówki od uczestników przetargów drogowych maskowano – pieniądze miały trafiać do nowo zakładanych spółek w formie uzupełnienia ich kapitału zakładowego – pomagał w tym księgowy Jacek P. Według ukraińskiej prokuratury niektóre spółki założone na terytorium RP musiały być wykupywane przez uczestników przetargów od osób kontrolowanych przez byłego urzędnika za kwoty przekraczające setki razy ich kapitał zakładowy. Jak napisał portal WP, Sławomir N. wraz z Jackiem P. i prezesem tureckiego koncernu drogowego (budował drogi na Ukrainie) założył w listopadzie 2018 r. spółkę w Polsce z kapitałem zakładowym 1 tys. zł. Wkrótce udziały Jacka P. wzrosły do 300 tys. zł, a tureckiego biznesmena do 700 tys. zł – wartość spółki urosła do 1 mln zł. Według ukraińskich służb miała to być „ukryta forma pomocy w załatwieniu wygranej w przetargu Kijów–Charków–przejście graniczne Dołżański».

„AFERA ZEGARKOWA»

Ciemne chmury nad Sławomirem N., który po kłopotach w Polsce wyemigrował w 2016 r. za pracą na Wschód, zaczęły się zbierać na Ukrainie pod koniec ubiegłego roku – N. zrezygnował z funkcji prezesa, gdy Ukraińska Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji skierowała przeciwko niemu do sądu zarzuty podania nieprawdziwego oświadczenia majątkowego za 2017 r. Sławomir N. miał zaniżyć wartość prywatnego samochodu i zataić pieniądze na kontach na ok. 30 tys. zł. Sprawę umorzono.

Podobne kłopoty Sławomir N. miał już w Polsce, kiedy piastował funkcję ministra transportu w rządzie PO–PSL. Wtedy nie wpisał do oświadczenia majątkowego zegarka o wartości 20,5 tys. zł (tłumaczył to gapiostwem) – w 2015 r. ostatecznie, po apelacji N., sąd warunkowo umorzył sprawę przeciwko niemu. O ostatecznym przekreśleniu politycznej kariery Sławomira N. (m.in. byłego szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska) przesądziła afera taśmowa. W nagraniu z restauracji Sowa & Przyjaciele N. podczas rozmowy z Andrzejem Parafianowiczem (generalnym inspektorem informacji finansowej) utyskiwał na skarbowe kontrole wobec swojej żony, z zawodu dentystki.

Do chwili zamknięcia tego numeru gazety podejrzani nie usłyszeli zarzutów.

Grażyna Zawadka

Źródło: Rzeczpospolita

 

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *