28 czerwca – Dzień Konstytucji Ukrainy. Witamy!

Kręte drogi ukraińskiego prezydenta. Widziane z Polski.

Wołodymyr Zełenski próbuje doprowadzić do pokoju na Donbasie. Nikt jednak nie wie, za jaką cenę

– Mówię mu, że zabijają naszych ludzi, a on mi mówi, że tam są jakieś szczegóły, że nasi ludzie strzelają do cywilów – z wyraźnym niesmakiem opisywał ukraiński przywódca swoją drugą rozmowę telefoniczną z rosyjskim prezydentem.

W środę rano Zełenski zadzwonił na Kreml, bo dzień wcześniej rosyjscy separatyści zabili czterech ukraińskich żołnierzy, którzy naprawiali okop w okolicach Pawłopola nad rzeką Kalmius (w pobliżu Mariupola). – Bardzo prosiłem rosyjskiego prezydenta, by natychmiast wpłynął na tamtą stronę, żeby przerwała te działania. To nie jest zabawa – wyjaśniał, po co zadzwonił do Putina.Rosyjski prezydent niczego nie obiecał, za to – według wersji Kremla – miał oświadczyć, że „ukraińska armia koniecznie powinna zakończyć ostrzał miejscowości Donbasu», a Kijów powinien szykować się do rozwiązania „prawnych aspektów przyznania specjalnego statusu» rejonom rządzonym przez separatystów.

KTO CHCE AUTONOMII

– Czy potrzebna nam jest autonomia? Mnie osobiście nie. (…) Rosja będzie się od nas domagała bezpośrednich rozmów z tzw. republikami ludowymi (tak nazywają swoje terytoria rosyjscy separatyści – przyp. red.). Czy możemy się na to zgodzić? Myślę, że nie – opisywał dylematy dalszych rozmów o pokoju na Donbasie jeden z doradców Zełenskiego Iwan Aparszin.

Na razie do zaostrzenia sytuacji doszło w pobliżu Mariupola nad Morzem Azowskim. Separatyści dwa dni temu podnieśli tam alarm, że armia ukraińska szykuje się do ataku. Dowodem na to miała być „zwiększona ilość lotów dronów zwiadowczych».

Z kolei wywiad ukraiński uważa, że ostrzałom i śmierci żołnierzy winien jest Denis Puszylin. Mimo że „prezydentem Donieckiej Republiki Ludowej» został dopiero w listopadzie ubiegłego roku to zdążył ukraść już tyle z wydzielanych przez Moskwę dotacji, że Kreml postanowił wysłać do niego swoich rewizorów. Wyprzedaż dostaw z rosyjskich „konwojów humanitarnych» przyjęła takie rozmiary, że w ostatnim z nich Rosjanie ostemplowali wszystkie wysłane produkty napisem „Nie na sprzedaż».

Jednocześnie miejscowym watażkom zapowiedziano, że w przyszłym roku mogą liczyć tylko na swoje finanse, żadnych rosyjskich dotacji nie dostaną. To miało wywołać panikę w Doniecku i Ługańsku, gdzie postanowiono, że najlepszym wyjściem będzie wznowienie działań bojowych, w trakcie których nikt nie będzie pytał o pieniądze.

POMYSŁ NA DONBAS

– Ekipa Zełenskiego nie ma pomysłu, co robić z Donbasem, są tylko ogólne idee, a i to niezbyt pewne. Nie mają koncepcji, co robić dalej – powiedział „Rzeczpospolitej» kijowski politolog Konstantin Bondarenko.

Jednocześnie prezydent Zełenski na samym początku urzędowania zdymisjonował wszystkich ukraińskich gubernatorów. Nowym szefem obwodu donieckiego został Paweł Kirilenko, którego brat służy w oddziałach rosyjskich separatystów.

– Nie ma w tym żadnej głębszej myśli, po prostu ktoś powiedział prezydentowi: „Znam fajnego faceta, może być gubernatorem» – uważa jednak Bondarenko.

Podobnie bagatelizuje mianowanie w sąsiednim obwodzie ługańskim Witalija Komarnickiego, byłego członka prorosyjskiej Partii Regionów. Obie nominacje mogłyby jednak wskazywać, że ekipa prezydenta szuka jakichś dróg porozumienia na wschodzie – dawni działacze Partii Regionów zachowali tam znaczne wpływy, szczególnie na zapleczu frontu.

Wcześniej wszechwładny prawnik, szef prezydenckiej administracji Andriej Bogdan sondował możliwość takich zmian w ustawie o języku ukraińskim, które pozwoliłyby w Donbasie używać wyłącznie rosyjskiego. Ale natknął się na gwałtowny opór patriotycznej części społeczeństwa.

– To jest problem, który będzie rozpatrywany przez prezydenta. (…) W razie konieczności będzie on reagował – wycofywał się z tej propozycji inny współpracownik Zełenskiego Dmitrij Razumkow.

Ustawa przyjęta jeszcze za prezydentury Petra Poroszenki weszła w życie 16 lipca. W ekipie Zełenskiego zapewniali, że prezydent nie zaskarży jej do Trybunału Konstytucyjnego, ale „nie będzie przeciwdziałał, jeśli zechcą to zrobić deputowani».

24 MARYNARZY

W wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 21 lipca, miażdżące zwycięstwo odniosła świeżo utworzona partia prezydenta Sługa Narodu. Jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy odbędzie się pierwsze posiedzenie nowej Werchownej Rady, możliwe że pod koniec sierpnia lub na początku września.

Dopóki nie zbierze się parlament, formalnie rządzi poprzedni gabinet ministrów, złożony z polityków niechętnych Zełenskiemu. Kilku z nich prezydent próbował zdymisjonować, ale deputowani poprzedniego parlamentu nie zgodzili się na to. Rekordzistą okazał się minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin, który najpierw sam podał się do dymisji, a potem Zełenski dwukrotnie próbował go odwołać.

Powodem sporów z szefem dyplomacji był stosunek do Rosji. Ekipa prezydencka oskarżyła go o torpedowanie rozmów w sprawie uwolnienia 24 ukraińskich marynarzy, których Rosjanie wzięli do niewoli 25 listopada 2018 roku w Cieśninie Kerczeńskiej. Ich szybkie uwolnienie było jedną z głównych wyborczych obietnic Zełenskiego, której nie spełnił do dziś.

Andrzej Łomanowski RZECZPOSPOLITA

Wołodymyr Zełenski próbuje doprowadzić do pokoju na Donbasie. Nikt jednak nie wie, za jaką cenę

– Mówię mu, że zabijają naszych ludzi, a on mi mówi, że tam są jakieś szczegóły, że nasi ludzie strzelają do cywilów – z wyraźnym niesmakiem opisywał ukraiński przywódca swoją drugą rozmowę telefoniczną z rosyjskim prezydentem.

PONIŻEJ DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU

W środę rano Zełenski zadzwonił na Kreml, bo dzień wcześniej rosyjscy separatyści zabili czterech ukraińskich żołnierzy, którzy naprawiali okop w okolicach Pawłopola nad rzeką Kalmius (w pobliżu Mariupola). – Bardzo prosiłem rosyjskiego prezydenta, by natychmiast wpłynął na tamtą stronę, żeby przerwała te działania. To nie jest zabawa – wyjaśniał, po co zadzwonił do Putina.

Rosyjski prezydent niczego nie obiecał, za to – według wersji Kremla – miał oświadczyć, że „ukraińska armia koniecznie powinna zakończyć ostrzał miejscowości Donbasu», a Kijów powinien szykować się do rozwiązania „prawnych aspektów przyznania specjalnego statusu» rejonom rządzonym przez separatystów.

KTO CHCE AUTONOMII

– Czy potrzebna nam jest autonomia? Mnie osobiście nie. (…) Rosja będzie się od nas domagała bezpośrednich rozmów z tzw. republikami ludowymi (tak nazywają swoje terytoria rosyjscy separatyści – przyp. red.). Czy możemy się na to zgodzić? Myślę, że nie – opisywał dylematy dalszych rozmów o pokoju na Donbasie jeden z doradców Zełenskiego Iwan Aparszin.

Na razie do zaostrzenia sytuacji doszło w pobliżu Mariupola nad Morzem Azowskim. Separatyści dwa dni temu podnieśli tam alarm, że armia ukraińska szykuje się do ataku. Dowodem na to miała być „zwiększona ilość lotów dronów zwiadowczych».

Z kolei wywiad ukraiński uważa, że ostrzałom i śmierci żołnierzy winien jest Denis Puszylin. Mimo że „prezydentem Donieckiej Republiki Ludowej» został dopiero w listopadzie ubiegłego roku to zdążył ukraść już tyle z wydzielanych przez Moskwę dotacji, że Kreml postanowił wysłać do niego swoich rewizorów. Wyprzedaż dostaw z rosyjskich „konwojów humanitarnych» przyjęła takie rozmiary, że w ostatnim z nich Rosjanie ostemplowali wszystkie wysłane produkty napisem „Nie na sprzedaż».

Jednocześnie miejscowym watażkom zapowiedziano, że w przyszłym roku mogą liczyć tylko na swoje finanse, żadnych rosyjskich dotacji nie dostaną. To miało wywołać panikę w Doniecku i Ługańsku, gdzie postanowiono, że najlepszym wyjściem będzie wznowienie działań bojowych, w trakcie których nikt nie będzie pytał o pieniądze.

POMYSŁ NA DONBAS

– Ekipa Zełenskiego nie ma pomysłu, co robić z Donbasem, są tylko ogólne idee, a i to niezbyt pewne. Nie mają koncepcji, co robić dalej – powiedział „Rzeczpospolitej» kijowski politolog Konstantin Bondarenko.

Jednocześnie prezydent Zełenski na samym początku urzędowania zdymisjonował wszystkich ukraińskich gubernatorów. Nowym szefem obwodu donieckiego został Paweł Kirilenko, którego brat służy w oddziałach rosyjskich separatystów.

– Nie ma w tym żadnej głębszej myśli, po prostu ktoś powiedział prezydentowi: „Znam fajnego faceta, może być gubernatorem» – uważa jednak Bondarenko.

Podobnie bagatelizuje mianowanie w sąsiednim obwodzie ługańskim Witalija Komarnickiego, byłego członka prorosyjskiej Partii Regionów. Obie nominacje mogłyby jednak wskazywać, że ekipa prezydenta szuka jakichś dróg porozumienia na wschodzie – dawni działacze Partii Regionów zachowali tam znaczne wpływy, szczególnie na zapleczu frontu.

Wcześniej wszechwładny prawnik, szef prezydenckiej administracji Andriej Bogdan sondował możliwość takich zmian w ustawie o języku ukraińskim, które pozwoliłyby w Donbasie używać wyłącznie rosyjskiego. Ale natknął się na gwałtowny opór patriotycznej części społeczeństwa.

– To jest problem, który będzie rozpatrywany przez prezydenta. (…) W razie konieczności będzie on reagował – wycofywał się z tej propozycji inny współpracownik Zełenskiego Dmitrij Razumkow.

Ustawa przyjęta jeszcze za prezydentury Petra Poroszenki weszła w życie 16 lipca. W ekipie Zełenskiego zapewniali, że prezydent nie zaskarży jej do Trybunału Konstytucyjnego, ale „nie będzie przeciwdziałał, jeśli zechcą to zrobić deputowani».

24 MARYNARZY

W wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 21 lipca, miażdżące zwycięstwo odniosła świeżo utworzona partia prezydenta Sługa Narodu. Jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy odbędzie się pierwsze posiedzenie nowej Werchownej Rady, możliwe że pod koniec sierpnia lub na początku września.

Dopóki nie zbierze się parlament, formalnie rządzi poprzedni gabinet ministrów, złożony z polityków niechętnych Zełenskiemu. Kilku z nich prezydent próbował zdymisjonować, ale deputowani poprzedniego parlamentu nie zgodzili się na to. Rekordzistą okazał się minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin, który najpierw sam podał się do dymisji, a potem Zełenski dwukrotnie próbował go odwołać.

Powodem sporów z szefem dyplomacji był stosunek do Rosji. Ekipa prezydencka oskarżyła go o torpedowanie rozmów w sprawie uwolnienia 24 ukraińskich marynarzy, których Rosjanie wzięli do niewoli 25 listopada 2018 roku w Cieśninie Kerczeńskiej. Ich szybkie uwolnienie było jedną z głównych wyborczych obietnic Zełenskiego, której nie spełnił do dziś.

Andrzej Łomanowski RZECZPOSPOLITA

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *