1 maja — Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, Święto Pracy, państwowe w Polsce, na Ukrainie. 2 Maja — Dzień Polonii i Polaków za Granicą. 3 maja — Święto Narodowe Trzeciego Maja oraz Światowy Dzień Wolności Prasy. 8,9 maja — Dzień Zwycięstwa. WITAMY!     

Najgorsza z upraw? Kukurydza urośnie prawie wszędzie

W porównaniu do innych roślin lepiej znosi gorące i suche warunki. Jest wydajniejsza niż inne zboża i można ją przetworzyć w większą liczbę produktów: alkohol, olej, paszę dla zwierząt, jedzenie dla ludzi, mąkę, cukier i tak dalej — pisze w książce «Ukryta konsumpcja» Tatiana Schlossberg. Publikujemy jej fragmenty.

  • Gdybyście mnie spytali, zanim zaczęłam pisać tę książkę lub nawet po rozpoczęciu pracy nad tą jej częścią: «Jaki największy problem stwarza rolnictwo dla środowiska?», odpowiedziałabym, że ilość czerwonego mięsa zjadanego przez Amerykanów, pestycydy czy coś takiego. Owszem, to są ważne kwestie, ale nie o nie chodzi. Największym problemem jest kukurydza.*

Są i inne problemy, ale najważniejszym jest kukurydza. Uprawiamy jej tak dużo, że zmiany klimatyczne w regionie pasa kukurydzy, obejmującym większość Środkowego Zachodu, zachodzą w innym tempie i wywołują inne skutki niż gdziekolwiek indziej na świecie, wbrew najlepszym i najprecyzyjniejszym modelom wymyślonym przez naukowców. Modele klimatyczne pokazują, że wilgotność i temperatura w pasie kukurydzy powinny były nieco wzrosnąć. Tymczasem między rokiem 1982 a 2011 lata ochłodziły się o około jeden stopień Celsjusza, a opady deszczu wzrosły o trzydzieści pięć procent. Zachodzi tam tak wiele fotosyntezy (z całej tej kukurydzy i soi), która powoduje parowanie z roślin, że w powietrzu jest znacznie więcej wilgoci.

REKLAMA

Może być to drugie najlepsze miejsce do uprawy jedzenia, przynajmniej przez kilka miesięcy każdego roku, gdy pas kukurydzy jest najbardziej produktywnym regionem naszej planety. Dlaczego więc uprawia się tam głównie kukurydzę, coś, co zapewne rzadko kiedy jecie?

W rzeczywistości jecie jej bardzo dużo, ale nie zdajecie sobie z tego sprawy. Amerykanie jedzą tak dużo kukurydzy – w postaci mięsa (jedzenia, które je nasze jedzenie), syropów, olejów i alkoholu – że według naukowców w zasadzie są na poziomie molekularnym «chodzącymi chipsami kukurydzianymi». Istnieje też wiele produktów kukurydzianych, których nie jemy, a przynajmniej niebezpośrednio: niecałe czterdzieści procent stanowi pasza zwierzęca, kolejne trzydzieści wykorzystywane jest do produkcji etanolu. Z całej tej kukurydzy zjadamy zaledwie około półtora procenta w postaci kukurydzy jako takiej (lub popcornu czy płatków).

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem pierwszą osobą sugerującą, że nieświadomie zjadamy ogromne ilości kukurydzy, ale daję wam słowo, że nie (zupełnie) ściągam z Michaela Pollana, którego książka «The Omnivore’s Dilemma» [«Dylemat wszystkożercy»] była dla mnie niezwykle ważna podczas pisania tej części, podczas gdy inna książka tego autora, The «Botany of Desire» [«Botanika pożądania»], zmieniła moje myślenie o roślinach i ludziach.

Pola kukurydzy zajmują do dziesięciu procent wszystkich obszarów rolniczych w Stanach Zjednoczonych (ponad trzydzieści sześć tysięcy kilometrów kwadratowych), co odpowiada niemal powierzchni Kalifornii. Od 1919 roku jej roczne plony zwiększyły się prawie siedem razy, choć powierzchnia pól obsianych kukurydzą pozostaje właściwie bez zmian. Uprawiamy tak dużo kukurydzy między innymi dlatego, że jest taka niesamowita.

Mieszkańcy Meksyku uprawiali ją już jakieś pięć do ośmiu tysięcy lat temu, rdzenne plemiona w całej Ameryce sadziły ją od pokoleń, a bez kukurydzy (a co istotniejsze, bez Wampanoagów, którzy nauczyli ich, jak ją uprawiać i zbierać), angielscy osadnicy w siedemnastowiecznym stanie Massachusetts nie przeżyliby.

Kukurydza może rosnąć niemal wszędzie.

W porównaniu do innych roślin lepiej znosi gorące i suche warunki. Jest wydajniejsza niż inne zboża i można ją przetworzyć w większą liczbę produktów: alkohol, olej, paszę dla zwierząt, jedzenie dla ludzi, mąkę, cukier i tak dalej. Chemikalia pochodzące z kukurydzy wykorzystywane są między innymi w detergentach, tytoniu, aspirynie, papierze, gąbkach chirurgicznych i dynamicie. Kukurydza stanowiła podstawę układu osiedli i wczesnych targów Środkowego Zachodu, które w rezultacie ukształtowały to, jak funkcjonowała gospodarka i jak wygląda krajobraz. Obecnie wygląda jak kukurydza. W brytyjskim angielskim słowo corn (kukurydza) oznacza, formalnie rzecz ujmując, «główną uprawę zbożową w okręgu», nie zawsze więc samą kukurydzę (maize).

Sposób, w jaki w Stanach Zjednoczonych uprawia się kukurydzę, dosłownie zmienił Amerykanom znaczenie tego słowa. Dzięki federalnemu programowi «Renewable Fuel Standard» (Norma Paliw Odnawialnych), który wymaga, aby pewien procent benzyny wykorzystywanej w naszych samochodach był wytwarzany z etanolu (oleju z kukurydzy), zapotrzebowanie na kukurydzę nie zniknie.

Co więc oznacza dla środowiska, że tak wielki obszar ziemi jest przeznaczony pod uprawę zaledwie kilku gatunków roślin? (W dodatku te same uprawy rosną tam rok po roku). I co się dzieje, gdy przekształca się ziemię w wielką fabrykę, zużywającą miliony ton nawozów, całe jeziora wody, a ponad cztery miliony kilometrów kwadratowych ziemi produkują wystarczająco dużo jedzenia, żeby móc wyrzucić połowę? (Żywność, którą rzeczywiście zjadamy, rośnie na nieco ponad trzystu tysiącach kilometrów kwadratowych ziemi).

Jednym zdaniem: perspektywy nie wyglądają dobrze. Rozwijając, oznacza to kilka rzeczy: utratę bioróżnorodności i rodzimych ekosystemów; słabe zdrowie gleby, które utrudnia uprawy; więcej nawozów (z powodu tego słabego zdrowia gleby), zanieczyszczających wody gruntowe, wodę pitną, rzeki, jeziora i oceany. Jest to dość ogólny zarys, ale przygotuje nas do lektury dalszej części rozdziału.

Pogorszenie się bioróżnorodności i stanu rodzimego ekosystemu Iowa, która produkuje najwięcej kukurydzy ze wszystkich stanów, straciła 99,9 procent wysokich traw, które rosły na tym obszarze przed przybyciem europejskich osadników. Pozostała część pasa kukurydzy (Dakota Północna, Dakota Południowa, Nebraska, Minnesota) straciła prawie dziewięćdziesiąt dziewięć procent; region ten traci pokrywę trNajawiastą (a zyskuje głównie coraz więcej kukurydzy i soi) w zaskakującym tempie: według jednego z badań w latach 2006–2011 obszary trawiaste w pasie kukurydzy (w tym i pastwiska) zostały przekształcone w pola uprawne w tempie porównywalnym do wylesiania Brazylii, Malezji oraz Indonezji. W tych krajach wielkie obszary lasów są wypalane i karczowane, by zrobić miejsce dla rolnictwa; przyciąga to dużo uwagi Greenpeace’u oraz innych organizacji zajmujących się środowiskiem. Ale pasem kukurydzy już nikt się nie interesuje.

W pola uprawne często przekształca się ziemie, na których nie powinno się niczego uprawiać: mogą to być tereny podatne na zalania i suszę (Tak! Jedno i drugie!) albo mokradła będące ważnymi siedliskami ptactwa wodnego.

Pozbywanie się obszarów trawiastych i mokradeł oznacza nie tylko utratę siedlisk i naturalnych ekosystemów, ale i coś jeszcze: emisję gazów cieplarnianych. Magazynowany przez rośliny oraz w glebie węgiel uwalniany jest do atmosfery, a gdy powstanie nowy – nie będzie gdzie go przechowywać. Co roku podczas żniw uprawy są ścinane, co uwalnia więcej dwutlenku węgla. Jedno z badań wykazało, że oczyszczanie ziemi pod uprawę (w tym konkretnym badaniu pod biopaliwa) uwalnia od siedemnastu do czterystu dwudziestu razy więcej dwutlenku węgla, niż zostanie zaoszczędzone dzięki spalaniu biopaliw zamiast paliw kopalnych.

Sadzenie tak dużej ilości kukurydzy i uprawianie jej jako monokultury (uprawianie roślin podobnych genetycznie na dużych obszarach, rok po roku) także odbija się na bioróżnorodności.

Przytoczę tu argumenty przemawiające za monokulturą: dwanaście gatunków roślin zaspokaja do siedemdziesięciu pięciu procent naszego całkowitego zapotrzebowania na żywność, więc potrzebujemy mieć ich wiele (choć monokultura niekoniecznie jest najlepszą metodą na podniesienie wydajności upraw).

Jeśli w gospodarstwie uprawia się tylko jedną roślinę, farmerzy nie potrzebują tak dużo zasobów ludzkich, żeby ją zasadzić i zebrać plon, zwłaszcza gdy stosują chemiczne środki chwastobójcze i pestycydy; struktura roślin jest bardziej jednolita, ponieważ pola są często identyczne genetycznie, co z kolei lubią konsumenci (ja krzyczę, wy krzyczycie, wszyscy krzyczymy za jednolitą strukturą roślin!).

A oto argumenty przeciwko monokulturom. Uprawy monokulturowe są wrażliwsze. Ekstremalne warunki pogodowe stanowią większe ryzyko dla genetycznie identycznych pól uprawnych, ponieważ to, co jest zagrożeniem dla jednego, jest zagrożeniem dla wszystkich. Z tego samego powodu monokultury są także bardziej podatne na choroby i masowe pojawy insektów, co może doprowadzić do całkowitego nieurodzaju zamiast skromniejszych strat w plonach.

Zmiany klimatyczne sprawią, że straty z powodu pogody, chorób i insektów będą bardziej prawdopodobne i częstsze. Uprawy rolnicze są uzależnione od setek lub tysięcy różnych organizmów – insektów, ptaków, mikrobów – i ich zapylania, zwalczania szkodników, powtórnego wykorzystania składników odżywczych i rozkładania odpadów. Zmniejszając liczbę gatunków roślin, jakie sadzimy (lub sadząc je w monokulturowych, niemal fabrycznych ilościach), redukujemy liczbę organizmów wspierających te gatunki. Zabieramy także siedliska wielu innym zwierzętom, które też potrzebują miejsca do życia. Brak bioróżnorodności w ekosystemie może doprowadzić do wyginięcia gatunków, a co za tym idzie – do zagłady samego ekosystemu. Sprawia to też, że coraz bardziej uzależniamy się od nawozów i pestycydów używanych do ochrony naszych upraw przed ich słabościami, do zwielokrotnienia których sami doprowadziliśmy. Możliwe, że w przyszłości rolnicy będą zmuszeni w coraz większym stopniu uzależnić się od banków nasion, jeśli bliźniacze siły rolnictwa przemysłowego i zmian klimatycznych zniszczą uprawy lub całe gatunki.

Książkę «Ukryta konsumpcja» Tatiany Schlossberg kupicie na Publio.pl.

*Fragmenty książki  «Ukryta konsumpcja» Tatiany Schlossberg, tłumaczenie: Anna Halbersztat

https://weekend.gazeta.pl/

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *