Z okazji Dnia Kobiet wszystkim Paniom  składamy Najserdeczniejsze Życzenia! 

 

Pierwsza deportacja z ziem wschodnich RP

Okupacja, a wkrótce aneksja ziem polskich przez Związek Sowiecki doprowadziła do poddania obywateli Rzeczypospolitej, zarówno Polaków, jak i inne narodowości brutalnemu terrorowi „dyktatury proletariatu”, mającym na celu na złamanie morale patriotycznych i społecznych oraz spacyfikowania powstającej konspiracji niepodległościowej. Docelowo efektem polityki ZSRS było usunięcie czynnika polskiego z obszarów Kresów Wschodnich, anektowanych przez Sowiety. Ponadto reszta ludności miała zostać poddana intensywnej sowietyzacji oraz rusyfikacji.

Okupacja prawie połowy obszaru II RP przez ZSRS sprzymierzony z Niemcami spowodowała wprowadzenie norm sowieckiego prawa, w tym zasady zbiorowej odpowiedzialności wobec wszystkich mieszkańców, zamieszkujących lub znajdujących się na tych obszarach. Pierwszymi ofiarami tych metod było około 55.000 uchodźców pochodzenia polskiego i żydowskiego tzw. „bieżeńców” (wg wewnętrznej terminologii „czekistowskiej” ludność ewakuowana), ewakuowanych z centralnej i zachodniej Polski, którzy Sowieci wysiedlili już w październiku 1939 r. Oddziały podległe Głównemu Zarządowi Wojsk Konwojowych NKWD ZSRS (Главное управление конвойных войск НКВД СССР) nadzorowały przesiedlanie do wschodnich obwodów Białoruskiej i Ukraińskiej SRS, których zadaniem było „rozładowywanie miast kresowych”. Faktyczne deportacje „bieżeńców”, którymi byli głównie Polacy i Żydzi, znajdujący się w sowieckiej strefie okupacyjnej, Zauważyć należy że ta pierwsza nieformalna deportacja miała miejsce jeszcze zanim oficjalnie Kreml podjął decyzję o przyłączeniu Kresów Wschodnich do „wielkiej rodziny narodów sowieckich” w ramach tzw. „Zachodniej Białorusi” i „Zachodniej Ukrainy” odpowiednio do BSRS i USRS.

Należy pamiętać, że w wyniku agresji Armii Czerwonej na Polskę w 1939 r. – w sowieckiej niewoli znalazło się ok. 240.000 jeńców wojennych z szeregów WP. Wcześniej Sowieci zamordowali około 2.500 jeńców oraz kilkuset cywilów w trakcie świadomych zbrodni wojennych RKKA i NKWD. Prawie połowę Sowieci zwolnili, głównie szeregowców spośród mniejszości narodowych. NKWD przekazała w latach 1939-1940 r. 125.000 jeńców do obozów pracy i koncentracyjnych. Ostatecznie sowiecki GUŁag przetrwało do 45.387 jeńców (włącznie z polskimi jeńcami internowanymi w krajach bałtyckich).

Sowieci skierowali grupy nie zwolnionych jeńców do kilku socjalistycznych budów:

  • budowy drogowej magistrali komunikacyjnej Lwów-Równe,
  • pracy w kopalniach wapienia i żelaza Zjednoczenia „Nikopol-Marganiec”,
  • do łagrów tzw. Północnego Obozu Kolejowego „Siewżełdorłag” w dorzeczu Peczory.

Tragiczne warunki pracy i zabójczo wysokie normy przyczyniały się do dużej śmiertelności, spowodowanej fizycznym wyczerpaniem organizmu i różnymi chorobami zakaźnymi. Niestety nie sposób określić w przybliżeniu straty wśród jeńców. Można przypuszczać, że śmiertelność musiała być wysoka.

Oto jak wyglądał proces decyzyjny poprzedzający pierwszą akcję deportacyjną z lutego 1940 r. Odpowiedzialnymi za decyzję o deportacjach byli: sekretarz generalny WKP(b) Józef Stalin, komisarz Bezpieczeństwa Państwowego 1 rangi* Ławrientij Beria, jego zastępca, komisarz BP 3 rangi Wsiewołod Mierkułow, naczelnik Zarządu Administracyjno-Gospodarczego NKWD ZSRS, komisarz BP 3* rangi Bogdan (Bachczo) Kobułow oraz ludowi komisarze spraw wewnętrznych Białoruskiej i Ukraińskiej Socjalistycznych Republik Sowieckich: komisarz BP 3 rangi Iwan Sierow (USRS) i starszy major BP*, od 14 marca 1940 r. komisarz BP 3 rangi, Ławrientij Canawa (BSRS). Sowiet Komisarzy Ludowych ZSRS* – SKL (Совет народных комиссаров СССР) podjął w grudniu 1939 r. pierwsze kluczowe decyzje o rozpoczęciu przygotowań do usunięcia „reakcyjno-burżuazyjnych i kułackich” elementów z zajętych obszarów Kresów Wschodnich. Najpierw Biuro Polityczne KC WKP(b)* zdecydowało 4 grudnia 1939 r. poprzeć propozycje Berii. Dzień później, SKL ZSRS podjął 5 grudnia 1939 postanowienie nr 2010–558ss o „oczyszczeniu” zachodnich obwodów Białoruskiej i Ukraińskiej SRS rodzin osadniczych (Постановление от 5 декабря 1939 г. за 1001-558сс)[1].

Po trzech tygodniach pojawiło się postanowienie nr 2122-617 ss obejmujące: „Instrukcję Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRS o porządku przesiedlania polskich osadników z zachodnich obwodów USRS i BSRS”, „Regulamin osad specjalnych i zasady zatrudniania osadników wysiedlanych z zachodnich obwodów USRS i BSRS” oraz „Etaty rejonowych i posiołkowych Komendantur NKWD w osadach o charakterze specjalnym”. Instrukcje regulowały zasady transportu zesłańców, ich osiedlania i zamieszkiwania w spec-osadach, a nawet obowiązki nadzorcze w specposiołkach NKWD. Od tej chwili całość przygotowań w terenie spoczęła na republikańskich, obwodowych i rejonowych strukturach NKWD. Wkrótce do kategorii deportowanych republikańskie NKWD dołączyły leśników oraz pracowników straży leśnej, umiejących posługiwać się bronią palną i znających podległe im lasy. Czekiści/Enkawudyści profilaktycznie przewidzieli, że polska partyzantka może w przyszłości korzystać z ich ewentualnej pomocy.

Przykładowo komisarz NKWD BSRS Canawa rozesłał 25 grudnia 1939 r. do podległych mu struktur rozkaz przygotowania spisów osadników z członkami ich rodzin i ich odesłania do Mińska w nieprzekraczalnym terminie do 5 stycznia 1940 r. Funkcjonariusze NKWD mieli przeprowadzać spisy, posługując się administracyjnym pretekstem zarejestrowania obiektów gospodarczych. Sowieci błyskawicznie doprecyzowali założenia akcji deportacyjnej. Każdy „odcinek operacyjny”, obejmujący 250–300 rodzin posiadał przydzielone „trójki operacyjne” z naczelnikami rejonowych urzędów NKWD.

Poza powszechnie znanymi czterema falami deportacji miały miejsce dwa mniejsze przesiedlenia. Pierwsza objęła ok. 55.000 jeńców wojennych szeregowców, w większości Żydów z Polski centralnej i zachodniej, skierowanych jesienią 1939 r. w głąb Białorusi i Ukrainy. Drugie przesiedlenie polskich i ukraińskich chłopów wysiedlonych z Galicji Wschodniej oraz Wołynia do Besarabii i Bukowiny odbyło się zimą 1940 r. Inicjatywę wysunął I sekretarz KP(b) Ukrainy, Nikita Chruszczow. Zarządzeniu deportacji podlegały rodziny zamieszkałe w pasie przygranicznym do 800 m oraz dodatkowo od 13.000 do 30.000 polskich mieszkańców z okolic Jasła, Przemyśla i Lwowa. Sowieci osiedlili ich w okolicach Kiszyniowa (Chișinău), Bielec (Bălti), Odessy, Bender/Tehinia, (Bender/Ţighina) i Kauszanów (Căușeni). Deportowani mogli zabrać ze sobą cały swój dobytek ruchomy, czym te wysiedlenie zdecydowanie odróżniało się od wcześniejszych i późniejszych akcji tego typu.

Pozostało niewiele informacji o tych dwóch operacjach NKWD, co mogło być związane ze stosunkowo spokojnym charakterem wysiedleń, co odróżniało je od deportacji do osad specjalnych w północnych obwodach RSFRS oraz stepach Kazachskiej SRS.

Grudniowy dekret nadawał grupom represjonowanych specjalny status, decydujący o ich przyszłym losie. Deportowani w lutym występują w sowieckich spisach i rozkazach jako „spiecpieriesielency-osadniki”, a tylko czasami jako „bywszyje polskije osadniki i lesniki” – tych NKWD rozmieściła w osadach specjalnych w północnych rejonach ZSRS podległych bezpośrednio nad- zorowi NKWD.. Kwietniowi zesłańcy byli określane są jako „administratiwno-wysłannyje”. Tymczasem deportowanych w maju–czerwcu 1940 r. Sowieci uznawali za „spiecpieriesielenców-bieżeńców”, należących do grupy leśników i osadników zesłanej w lutym. W ostatnich letnich deportacjach 1941 r. powstała nowa kategoria „zsylno-posieleńcy”, wykorzystywana obok określeń „administratiwno-ssylnyje” czy „ssylno-pieriesielency”. Uznani za „spiecpieriesielenców-bieżeńców/osadników” zostali skierowani do specjalnych osad (spiec-posiołok) w północnych rejonach ZSRS podległych nadzorowi GUŁag NKWD. Druga kategoria osób „administratiwno-wysłannyje” oraz „ssylno-posieleńcy” trafiali na „bardziej komfortowe” w sowieckim rozumieniu zesłanie do południowych republik ZSRS, co w przypadku stepów kazachskich okazywało się równie zabójcze, co Syberia. Czas zesłania obywateli RP był ściśle sprecyzowany: dziesięć lat północy i dwie dekady na południu.

Cztery najdotkliwsze deportacje ludności Kresów Wschodnich rozegrały się w przeciągu niecałego półtora roku, zmieniając na zawsze cały ten obszar, okupowany przez Sowietów. Pierwsze deportacje rozdzielał dwumiesięczny okres wymagany na przejechanie – przez składy kolejowe, transportujące zesłańców – całej drogi do nowych miejsc ich osiedlenia oraz powrót, trasą liczącą tysiące kilometrów, po kolejną grupę, zsyłaną przez Sowietów. Czas przygotowawczy obejmował wydanie przez „republikańskie” struktury NKWD nieodzownego rozkazodawstwa. Po przygotowaniu spisów deportowanych został zatwierdzony „Plan załadowania, formowania, wywiezienia i przeładowania specjalnych przewozów NKWD”. Dokument regulował całość przebiegu deportacji, a także określenia stacji załadunku i wyładunku dla kolejnych kontyngentów – funkcjonariusze NKWD nie zapomnieli też o stacjach przeładunkowych oraz datach odprawiania składów. W sowieckiej gospodarce planowej wszystko było wyliczone, włącznie z przeciętnym transportem zesłańców, który miał obejmować 55 wagonów towarowych do przewozu ludności, cztery towarowe do przewozu cięższego bagażu, jeden osobowy dla plutonu żołnierzy Wojsk Konwojowych (WK) NKWD oraz jeden sanitarny. Przygotowania sfinalizowała instrukcja dla dowódców składów deportacyjnych o konwojowaniu specprzesiedleńców opracowana przez Główny Zarząd WK NKWD ZSRS.

Teoria nie pokrywała się z rzeczywistością – tylko nieliczne wagony otrzymały przenośnie piecyki („kozy”) lub „luksus” w postaci pryczy. Częściej zdarzały się ,,udogodnienia” w postaci zakratowanych okienek i dziur w podłodze wagonu, traktowanych jako latryna. Miejscem siedzącym była najczęściej wiązka słomy, a faktyczne dostawy jedzenia i wody odbywały się sporadyczne. Konwojenci nie zaspokajali w wystarczającym stopniu potrzeb zgodnych z planistyką zwierzchników. Wagony otwierali tylko podczas nielicznych postojów, gdy zesłańcy byli zmuszeni wynosić zwłoki – w lecie deportowani musieli wyrzucać ciała zmarłych bliskich przez okno.

Kolejne deportacje rozgrywały się według wypracowanych schematów – NKWD korzystała z gotowych dokumentów i regulacji przygotowanych z myślą o wcześniejszych wysiedleniach. Jedyne różnice dotyczyły dokumentów, określających zasady pobytu osób przesiedlonych w trybie administracyjnym, ponieważ wówczas NKWD nie odpowiadała za wyładunek i rozmieszczenie dowiezionego kontyngentu deportowanych. Tym zajmowały się struktury republikańskie i obwodowe Kazachskiej i Uzbeckiej SRS – co najczęściej sprowadzało się do całkowitej bezradności i braku wsparcia dla zesłańców, najczęściej pozostawianych samemu sobie.

Pierwsza deportacja

Całkowicie zaskoczyła ludność pod okupacją sowiecką, funkcjonariuszom NKWD udało się uśpić czujność wszystkich. Czternastoletni Wincenty Kwapiszewski (przyszły profesor nauk farmaceutycznych), syn Stanisława, nadleśniczego w Hajnówce zapamiętał, że:

„[…] w pierwszych dniach lutego 1940 roku ojciec przyszedł do kancelarii i powiedział, że dostali z dyrekcji w Białowieży, bardzo dziwne polecenie. Chodziło mianowicie o to, żeby wszyscy wozacy, którzy pracowali przy wywózce drzewa z lasu stawili się z końmi i saniami do nadleśnictwa. Najdziwniejsze i zupełnie niezrozumiałe było to, że mieli stawić się 10 lutego wieczorem, czyli przyjechać zupełnie na noc. Nie mogliśmy się nadziwić, co można wozić w lesie po nocy. Zupełnie nie domyślaliśmy się, jaka była rzeczywista przyczyna. Co prawda chodziły słuchy o aresztowaniach osadników wojskowych i funkcjonariuszy policji granatowej, oraz członków ich rodzin, ale w tym czasie aresztowania i przesłuchania NKWD stały się niestety normalnością[2].

„Trójki operacyjne” NKWD załomotały we wczesnych godzinach porannych 10 lutego 1940 r. do dziesiątków tysięcy domów. Funkcjonariusze sowieckiej tajnej policji odpowiadali za dostarczenie wytypowanych „wrogów ludu” z podległych sobie „odcinków operacyjnych” do punktów zbiorczych. Enkawudyści zakwalifikowali do deportacji 99.065 osób (17.753 rodziny) z tzw. „Zachodniej Ukrainy” oraz 51.310 mieszkańców (9.603 rodziny) tzw. „Zachodniej Białorusi”. Łącznie 150.375 osób trafiło do punktów zbiorczych. Żołnierze WK NKWD załadowali 139.794 ludzi z 26.790 rodzin, które wysłali wagonami w poniewierkę. Udostępnione dokumenty Głównego Zarządu Wojsk Konwojowych NKWD ZSRS wspominają o 139.068 osobach, z których 50.683 przypadało na „Zachodnią Białoruś”, a pozostałe 88.385 zostało wywiezionych z „Zachodniej Ukrainy”. Sowieci zsyłali główni osadników wojskowych (większość z nich była weteranami wojny 1920 r.), pracowników leśnych, rosyjskich emigrantów porewolucyjnych. NKWD potraktowała jako osadników te rodziny chłopskie, które kupiły grunty lub otrzymały ziemię rozparcelowanych majątków. Wśród deportowanych największy stanowili odsetek Polacy – 81,68 proc., a następnie Ukraińcy 8,76 proc., Białorusini 8,08 proc., Niemcy 0,11 proc. oraz inni (1,37 proc.). Większość deportowanych Ukraińców i Białorusinów trafiło na listy proskrypcyjne z powodu służby lasach[3].

Niesłysząca szesnastolatka Krystyna Chyży została wywieziona z Równego:

Dnia następnego po tej „ostatniej nocy”, tj. 10 II o godz. 4 rano rozległo się niespodziewane kołatanie we drzwi. Ponieważ wujenka co dzień przy świetle wstawała, by przygotować Władkowi śniadanie na 7, bo na 8 chodzi do szkoły, więc tego dnia, gdy zastukano do drzwi była już ubrana i miała rozpoczynać palić w kuchni. Mamusia też nie spała i miała za chwilę wstawać. Poszła wujenka do drzwi wejściowych i pyta „kto tam”, słyszy odpowiedź w języku rosyjskim „Odkrywaj dźwieri”, ręka drżąca waha się otworzyć, lecz głos na zewnątrz surowy, stanowczy, każe natychmiast otwierać. Mamusia czym prędzej się ubrała. Wchodzą milicjanci, na czele tutejszy komunista i dwóch Żydów, idą prosto do pokoju i rozpoczynają rewizję. My dzieci jeszcze spaliśmy, lecz ja najdłużej, bo nic nie słyszałam. Gdym się przebudziła ujrzałam to, co własnym oczom uwierzyć nie chciałam. Pod bacznym okiem milicjanta przeprowadza się w szafie z ubraniem rewizja. Światło spod abażura jakoś smętnie przyświeca. Ponieważ spałam i nie widziałam, gdy weszli, więc cały przebieg mi potem opowiedziano. Po skończonej rewizji, zajęła komisja rewizyjna miejsce przy stole w pokoju jadalnym i zaczęli coś czytać i wypytywać się, podczas gdy my dzieci zaczęliśmy się ubierać. […] Dużo zabrać nie pozwolono, przed domem czekał mały wóz zaprzężony w jednego chłopskiego konia, musiały w nim pomieścić się rzeczy i dwie rodziny. Milicjanci z karabinami gotowymi do strzału śledzą każdy nasz ruch, każde poruszenie”[4].

Według pobożnych życzeń planistów GUŁagu, Głównego Zarządu WK NKWD ZSRS i Głównego Zarządu Transportowego NKWD ZSRS powinno jechać nie więcej niż 25-30 osób w jednym dwuosiowym „bydlęcym” wagonie z minimum sanitarnym. Plan „nieludzkiej ziemi” zakładał przetransportowanie za jednym razem 1200-1500 niewolników do łagrów lub posiołków. Imperium komunistyczne, szczycące się „humanistyczną, stalinowską” konstytucją, założyło w katorżniczym planie zapewnienie każdemu transportowi jednego felczera lub lekarza oraz dwóch pielęgniarek. Aby jeszcze bardziej zdumieć postronnych normy sowieckie przewidywały wydanie deportowanym codziennie (sic!) jednego gorącego posiłku i 800 g chleba na jednego zsyłanego – ale tu sowieckie życie zdumiewało rozziewem z rzeczywistością. Wszystkie zarządzenia pozostawały na papierze. Faktyczne warunki przejazdu zależały wyłącznie od dobrej woli bezlitosnych żołnierzy wojsk konwojowych NKWD.

Oto jak warunki transportu wspominała Elżbieta Ciszewska przez pryzmat swego dziecięcego przerażenia:

Bydlęce wagony, którymi mieliśmy „podróżować” stały już przygotowane. Wyposażone były w piętrowe prycze pokryte słomą, po obu stronach wagonu. Był tam piecyk z rurą wychodzącą na zewnątrz oraz zasłonięty kącik z urządzeniami „sanitarnymi”, którego otwór wychodził również na zewnątrz. Nasza rodzina zajęła górną pryczę. Przez maleńkie okienko można było cokolwiek zobaczyć. Było bardzo zimno, mróz wzrastał. Nie mieliśmy dostatecznej ilości pościeli. Mieliśmy tylko jedną pierzynę i koce. Staraliśmy się leżeć blisko siebie, aby się wspólnie ogrzewać. Posiłki każdy organizował we własnym zakresie, w wyznaczonym czasie. Czas ten był bardzo ograniczony ze względu na dużą liczbę współpasażerów niedoli. Na postojach przynoszono nam w wiadrach gorącą, gotowaną wodę. Chleb otrzymywaliśmy rzadko. Mieliśmy jeszcze trochę żywności, jednak bardzo ją oszczędzaliśmy, żeby nam starczyła na dłużej. Nikt przecież nie wiedział dokąd nas wiozą i jaki będzie nasz los. Najbardziej tragicznym momentem był nasz przejazd przez granicę. W wagonach nagle rozległ się płacz. Zaczęto śpiewać pieśni nabożne, modlono się, błagano Boga o ratunek I opiekę. Żegnaliśmy się z ukochaną Ojczyzną, z Matką Ziemią, na którą nie wszystkim było dane powrócić[5].

NKWD rozlokowała deportowanych w Komi ASRS oraz w północnych obwodach RFSRS: archangielskim, czelabińskim, czkałowskim, gorkowskim, irkuckim, iwanowskim, jarosławskim, kirowskim, mołotowskim, nowosybirskim, omskim, swierdłowskim i wołogodzkim, w Baszkirskiej ASRS, Jakuckiej ASRS oraz Kraju Krasnojarskim i na Ałtaju. Ciężkie warunki atmosferyczne surowej zimy, niewolnicze normy wyrębu drzew oraz łagrowy charakter osad i twarda reżim pracy doprowadziły do śmiertelności zesłańców pierwszej deportacji, wynoszącej około 3-4 proc. w już początkowych miesiącach zesłania. Foto: Model rampy załadowczej z oryginalnym parowozem i doczepionymi wagonami typowego składu zsyłkowego na Syberię –ekspozycja w Szymbarku. 

[cdn.]

Feliks Kopersk

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *