6 czerwca — Dzień Dziennikarza Ukrainy. Witamy! 28 czerwca — Dzień Konstytucji Ukrainy. Witamy!      

PRZYGARNĄŁ NAS WIELKODUSZNY PUŁTUSK

Wywiad z inż. Antonim  Stefanowiczem , prezesem  Związku Polaków Ukrainy  (fot. Leszek Wątróbski)

— Prawie połowa członków Waszego Związku przebywa aktualnie poza granicami Ukrainy…

— Większość z nich jest aktualnie w Polsce, kilku w innych krajach Europy – takich jak Włochy, Hiszpania, Francja, Norwegia czy Czechy. Jeśli chodzi o Polskę, to członkowie naszego Związku, w tym i Zarządu Głównego, zatrzymali się w różnych miejscowościach. I tak są aktualnie m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Katowicach, Suwałkach, Gdańsku, Poznaniu, Zielonej Górze, Łodzi i Poznaniu. Na co dzień kontaktujemy się pomiędzy sobą poprzez Internet i telefonicznie, praktycznie non stop.

— A co działo się z Tobą po wybuchu wojny od 24 lutego br?  

— Pierwsze trzy tygodnie spędziłem na Ukrainie. Wybuch wojny zastał nie w moim kijowskim mieszkaniu. Obudziłem się trochę po 5 rano. Chwilę później zaczęło się bombardowanie Ukrainy — ze strefą czarnobylską, a także okolic Kijowa. Tego samego jeszcze dnia skontaktowałem się z rodziną, która przez Zakarpacie wyjechała do Rumunii. Pojechałem następnie do syna pod Kijów, gdzie wynajmował mieszkanie, bo niedawno urodziło im się dziecko.

Musiałem więc jeszcze zostać i znaleźć nowego opiekuna dla  sympatycznego pieska, którego zostawiła mi wnuczka.  Te trzy tygodnie, które spędziłem – w miejscowości położonej ok. 40 km od centrum Kijowa, były bardzo niespokojne. Wielokrotnie spędzaliśmy więc noc w piwnicy, chroniąc się w ten sposób przed nalotami. A ponad naszymi głowami przelatywały pociski przeznaczone dla Buczy, Hostomela czy Borodzianki. Byłem tam do 10 marca. Zdecydowałem się na wyjazd, bo i tam zaczęło robić się bardzo niebezpiecznie. Wróciłem wtedy na 3 dni do swojego mieszkania w Kijowie. Sąsiedzi schodzili na całe noce, w czasie grożących wszystkim nalotom i bombardowaniom, do pobliskiej piwnicy. Ja spałem w domu i nie wychodziłem z nimi. I wtedy zdecydowałem się na wyjazd do Polski…

— A jak było z Twoim przyjazdem do Polski?

—  Z Ukrainy wyjechałem 14 marca i dzień później znalazłem się w kraju. Zupełnie przypadkowo dowiedziałem się, że Paweł Bobołowicz — reporter Radia Wnet zajmujący się współpracą polsko-ukraińską od ponad 20 lat (od roku 2013 korespondentem tego radia na Ukrainie) będzie dwoma autami zabierał starszych ludzi z Kijowa do Polski (drugim, który kierował do samej granicy był Dmytro Antoniuk). Okazało się również, że mają jeszcze jedno wolne miejsce, które mi zaproponowano. Oczywiście natychmiast zgodziłem się i 14 marca rano o godzinie szóstej wyjechaliśmy z Kijowa. Zabrałem, zgodnie z jego życzeniem, tylko jedną walizeczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Nie zdawałem sobie sprawy, że moja nieobecność w domu może potrwać kilka miesięcy. Myślałem, że najwyżej tydzień, dwa no może trzy? Klucze do mojego mieszkania, a mieszkam blisko stacji kolejowej Kijów Pasażerski, zostawiłem sąsiadowi.


Dyr. Michał Kisiel na spotkaniu z młodzieżą ukraińską w Pułtusku (maj 2022) (fot. archiwum)

Polską granicę przekroczyliśmy około północy z 14 na 15 marca. Pojechaliśmy najpierw do Warszawy. Dalej do Pułtuska zawiózł nas Ireneusz Derek (Polak mieszkający na Ukrainie od ponad 30 lat; współzałożyciel i dyrektor generalny spółki „Plastik Ukraina”,  doradca PGNiG  na Ukrainie, a od niedawna również radca w Narodowej Radzie Inwestycyjnej Ukrainy oraz wieloletni prezes, a obecnie członek Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie), gdzie zostaliśmy zakwaterowani i dobrze przyjęci w Domu Polonii.

— Ty jako prezes ZPU w Pułtusku, a inni członkowie Waszego Zarządu w różnych miastach Polski, działacie i pracujecie teraz niejako na uchodźstwie…

– Staramy się  tu w Pułtusku zorganizować nasze biuro związkowe. Tu również przyjmujemy teraz naszych wszystkich gości. Odwiedzili  nas niedawno: pani prezydentowa Agata Kornhauser-Duda, żona ambasadora RP w Ukrainie Monika Kapa-Cichocka, Tadeusz Adam Piłat – prezydent  Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” — Dariusz Piotr Bonisławski z grupą prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej ogólnokrajowej federacji, będącej przedstawicielem politycznym Amerykanów polskiego pochodzenia. Dostałem też list od pani prezes Rady Polonii Świata — Teresy Berezowskiej z Kanady, która bardzo żałowała, że jej tu razem z nami nie było . Odwiedził nas również minister Jan Dziedziczak (powołany na stanowisko Pełnomocnika Rządu do Spraw Polonii i Polaków za Granicą (grudzień 2019).

— Co konkretnego dzieję się teraz w Waszym Związku? Nad czym obecnie pracujecie?

— Prowadzimy konsultacje w sprawie Karty Polaka. Wiele dokumentów, które znajdowały się wcześniej w polskich konsulatach w Ukrainie zostały zniszczone i trzeba je odtwarzać i ponownie wydawać. Zgłasza się także teraz dużo chętnych na otrzymanie Karty Polaka. Pamiętać warto, że Karta Polaka to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego, który może być przyznany osobie nieposiadającej obywatelstwa polskiego albo zezwolenia na osiedlenie się na terytorium RP oraz deklarującej przynależność do narodu polskiego. Kartę Polaka przyznaje się osobie, która wykaże swój związek z polskością przez przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego oraz kultywowanie polskich tradycji i zwyczajów i w obecności konsula RP, złoży pisemną deklarację przynależności do Narodu Polskiego. W razie braku odpowiednich dokumentów potwierdzających polskie pochodzenie co najmniej jednego z jej rodziców lub dziadków — albo dwojga pradziadków, pomocne jest świadectwo organizacji polskiej lub polonijnej potwierdzającej aktywne zaangażowanie w działalność na rzecz języka polskiego i kultury polskiej.

Do dnia 1 stycznia 2022  Związek Polaków Ukrainy wydał ok. 3,5 tys zaświadczeń o aktywnej działalności w polskich organizacjach Ukrainy. Organizacjami  upoważnionymi do wydania tego typu zaświadczeń są dwie ogólnoukraińskie organizacje zrzeszające Polaków Ukrainy – tzn. ZPU i Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie.

— A czym zajmowaliście się przed wybuchem wojny?  

— Związek Polaków Ukrainy jest najstarszą i najliczniejszą dziś społeczną organizacją ukraińskich Polaków. Jest prawnym następcą pierwszej organizacji polskiej na Ukrainie, która powstała jeszcze w roku 1988. W następnym więc roku będziemy obchodzić 35-lecie  Związku. Jestem pewny, że już  w zupełnie wolnej Ukrainie. Na dzień dzisiejszy mamy ponad 120 terenowych organizacji i blisko 30 tysięcy członków.

Kierunki naszej pracy kulturalno-oświatowej wytyczyliśmy sobie jeszcze na I Kongresie Polaków. Za najważniejsze uznaliśmy wówczas nauczanie języka polskiego, historii i kultury. Dziś na Ukrainie mamy 5 szkół z polskim językiem nauczania, z których  jedna znajduje się w Dowbyszu, dwie są we Lwowie, po jednej w Mościskach i Gródku Podolskim , która  zbudowana dzięki współpracy naszego Związku ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska”. Za cel główny uznajemy otwarcie polskich szkół w Kijowie i Żytomierzu. Warto przy tym pamiętać, że otwarcie nowych szkół zależy głównie od woli rodziców przyszłych uczniów. Istniejące szkoły, z polskim językiem wykładowym, należy uznać na dzień dzisiejszy za stan daleko niewystarczający.

W praktyce występują też inne formy nauczania języka polskiego. Są np. klasy z polskim językiem wykładowym, jest też nauczany język polski jako język obcy albo fakultatywny tryb nauczania. Największy jednak zasięg uzyskały polskie szkoły sobotnio-niedzielne, które istnieją i działają przy organizacjach polonijnych i parafiach. Cała odpowiedzialność i organizacyjna troska procesu nauczania spoczywa przeważnie na barkach naszych stowarzyszeń związkowych. Niestety takim szkołom czy punktom brakuje zazwyczaj pomieszczeń i fachowych wykładowców, choć chętnych do nauki języka polskiego jest tu coraz więcej.

Ważnym momentem w rozwoju ruchu polonijnego było rozpoczęcie, w roku 1992, wydawania przez ZPU swojej gazety, jaką jest dziś dwutygodnika „Dziennik Kijowski”. Dziennik stał się rzeczywistym i autentycznym organem organizacji, mocno zakorzenionym w życiu Polaków w Kijowie jak i w terenie. Dużym powodzeniem cieszy się też jego strona internetowa.

W polu widzenia „Dziennika Kijowskiego” znajduje się promocja polskiej kultury na Wschodzie oraz interesu polskiej racji stanu. Jest też prezentacja i wspieranie wszelkich działań służących ochronie interesów społecznych mniejszości polskiej na Ukrainie i wreszcie godziwa promocja Polski w społeczeństwie ukraińskim. Zespół redakcyjny uczestniczy zawsze w imprezach polonijnych i regularnie relacjonuje ich przebieg.

— Wracając do teraźniejszości i czasów wojny… Otrzymujecie aktualnie dużo zapytań dotyczących Karty Polaka…

— W związku ze stanem wojennym dużo pytań dotyczy wydania Karty Polaka. I tak np. osobom  które odbyły już rozmowy w konsulatach przed wybuchem wojny, a których dokumenty zostały czasowo zamknięte lub zniszczone podałem na FB namiary kontaktowe (telefony i adresy poczty internetowej) Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby mogli dowiedzieć się czegoś więcej na temat  swojej Karty Polaka. Moi rozmówcy informowali mnie, że polski MSZ zaczął powoli wydawać karty wcześniej zweryfikowane przez konsulaty RP jeszcze przed wybuchem wojny.

—   Jakie inne jeszcze problemy nękają aktualnie Wasz Związek?

— Ważne jest dla nas utrzymanie naszego biura w Kijowie. Otrzymywaliśmy na utrzymanie biura w poprzednich latach dofinansowanie, które pokrywało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” to 50% — 70% od całkowitego kosztu wynajęcia pomieszczenia W tym roku, na pierwszym spotkaniu w Warszawie, dowiedzieliśmy się, że wszystkie projekty zostały czasowo zamrożone. Obecnie rozdzieleniem kosztów na Pomoc Polonii i Polakom za granicą zajmuje się Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Kwestie o dofinansowaniu w br wynajętych pomieszczeń przez polskie organizacje Ukrainy były podejmowane na spotkaniach z przedstawicielami Rządu Polskiego których gościliśmy w Domu Polonii w Pułtusku. Na chwile obecną mamy potwierdzenie od przedstawicieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” iż koszty wynajęcia pomieszczeń organizacji polskich Ukrainy zostaną uregulowane.

—   Razem z Wami – członkami ZPU przebywają w Pułtusku także i inni…

— Tak wśród nas są też obywatele Ukrainy z różnych jej zakątków, w tym mieszkańcy których wojna zmusiła do wyjazdu z Żytomierza, Lwowa, Łucka, miasta Dniepr, Charkowa, Korostenia,  Korostyszewa, Hostomela, Browarów i  liczna reprezentacja z Kijowa — w tym  dzieci i matki z Zespołu Pieśni i Tańca „Polanie znad Dniepru”. Opiekuje się nimi i dziećmi przebywającymi w Domu Polonii, prowadząc zajęcia integracyjno-choreograficzne oraz naukę języka polskiego, Lesia Jermak. Są tu też Polacy zrzeszeni w Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie.

—   Na kiedy planujecie powrót do Waszych domów?

— Tego naprawdę nikt nie wie. Początkowo planowaliśmy wyjazd z Polski na koniec maja. W związku z trwającą nadal wojenną agresją Rosji w Ukrainie termin naszego pobytu został przedłużony. Nie wiadomo przecież, co się jeszcze może wydarzyć się w najbliższym czasie w Ukrainie? Niepokojące są również ostatnie działania Łukaszenki, który razem z Putinem i rosyjskimi okupantami ustawiają koło Brześcia rakiety, z których będą mogli ostrzeliwać zachodnią Ukrainę. W Ukrainie nie ma praktycznie miasta, ani miasteczka, które uznać by można za spokojne i bezpieczne. Mówi się teraz w Ukrainie, że najgorętsza będzie połowa lipca.

Nam Polakom Ukrainy bardzo się poszczęściło. Bo mamy 2 bardzo dzielnych prezydentów: Andrzeja Dudę i Wołodymyra Zełeńskiego. Dzięki nim i pomocy Zachodu nasza Ukraina się trzyma dzielnie. Chcę jeszcze gorąco pozdrowić wszystkich Polaków z całej naszej kochanej Ukrainy. Nie ustajemy zawsze serdecznie dziękować władzom Polski, Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, dyrektorowi Domu Polonii w Pułtusku — Michałowi Kisielowi za naprawdę gościnne i ciepłe  przyjęcie uchodźców z Ukrainy — w tym członków ZPU .

— Dziękuję za rozmowę. Życzę Wam wszystkim szybkiego powrotu do wolnej Ukrainy.

Rozmawiał Leszek WĄTRÓBSKI, Dziennik Kijowski

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *