11 listopada — Narodowe Święto Niepodległości Polski. Witamy!

Rozmyślania po wyborach. Konfederacja narodowo-kapitalistyczni technokraci. «Żarty z ‘kuców Korwina’ się skończyły»

Konfederacja nie chce być już utożsamiana wyłącznie z nastolatkami głosującymi «dla beki» na Janusza Korwin-Mikkego ani agresywnymi osiłkami robiącymi burdy podczas Marszu Niepodległości. Kluczem do powiększania wpływów partii w przyszłości mają być kompetencje i technokratyczny sznyt.

1 256 953 głosów to wynik Konfederacji w ostatnich wyborach. Oznacza dokładnie 6,81 proc. poparcia i jedenaście mandatów w nowym Sejmie. — To bardzo dobry, bardzo wysoki wynik. Najwyższy w historii III RP wynik uzyskany przez jakąkolwiek partię niepoprawną politycznie — Krzysztof Bosak, wiceprezes wchodzącego w skład Konfederacji Ruchu Narodowego, nie kryje zadowolenia.

Wbrew przeciwnościom

Wynik Konfederacji rzeczywiście jest bez precedensu. Z kilku powodów. Po pierwsze, żadna inna ostro ideologiczna partia nie osiągnęła w minionych 30 latach takiego pułapu poparcia. Dość powiedzieć, że w niedawnych wyborach europejskich Konfederacja zdobyła 621 tys. głosów, czyli przeszło o połowę mniej niż 13 października. We wcześniejszych głosowaniach partie o zbliżonym rysie ideologicznym radziły sobie podobnie — w 2015 roku KORWiN zdobył 723 tys. głosów w wyborach parlamentarnych, z kolei rok wcześniej w eurowyborach dowodzoną przez Korwin-Mikkego Nową Prawicę poparło 505, a Ruch Narodowy niespełna 100 tys. ludzi. Mamy więc przyrost poparcia rzędu 500-700 tys. głosów.

W dodatku przy (niemal) rekordowo wysokiej frekwencji, która wyniosła aż 61,74 proc. Dotychczas funkcjonowało przekonanie, że im więcej ludzi idzie do wyborów, tym gorsze wyniki uzyskują formacje silnie tożsamościowe pokroju KORWIN-a czy Ruchu Narodowego. Tegoroczne wybory parlamentarne nie tylko obaliły ten stereotyp, ale pokazały zgoła odmienną prawidłowość.

Według socjologa dr. Roberta Sobiecha wysoka frekwencja «zmobilizowała także te osoby, które były zwolennikami pomysłów radykalnych partii, ale z różnych względów wcześniej nie brały udziału w wyborach». W rozmowie z Gazeta.pl dyrektor Instytutu Polityk Publicznych Collegium Civitas przyznaje, że Konfederacja wykorzystała pewien społeczno-polityczny trend, polegający na wzroście sympatii wobec organizacji i ruchów radykalnie wolnorynkowych, ksenofobicznych czy homofobicznych.

To wciąż jest margines naszego życia publicznego, ale działając skutecznie potrafi osiągać nawet tak ambitne cele jak wejście do Sejmu

— ocenia.

Mówi prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego:

Te wybory były zupełnie niestandardowe. Począwszy od tego, że polityczny tort do podziału był olbrzymi, więc każdemu przypadł pokaźny kawałek, a skończywszy na tym, że mieliśmy jedynie pięć ogólnopolskich komitetów, co w sposób niebagatelny podbiło poparcie dla PSL i właśnie Konfederacji

Wynik formacji prowadzonej przez Janusza Korwin-Mikkego i Roberta Winnickiego jest też o tyle zaskakujący, że w trakcie kampanii Konfederacja nie znalazła politycznego lejtmotywu, którym przy wyborach europejskich była dla nich amerykańska ustawa 447 dotycząca restytucji mienia pożydowskiego, a w przypadku wyborów samorządowych — kwestia imigrantów i mniejszości seksualnych. Wydawało się, że bez tego rodzaju wabika na wyborców, trudniej będzie przyciągnąć ich do urn.

Pieniądze i Kurski

Lejtmotywu co prawda zabrakło, ale koło ratunkowe Konfederacji rzucili… rządzący. I to nawet niejeden raz. Przede wszystkim swoją sztandarową obietnicą skokowego podnoszenia płacy minimalnej w kolejnych latach. Od zapowiedzi do przedstawienia szczegółów jej realizacji upłynęło zbyt dużo czasu, przez co opozycja skutecznie przypięła PiS-owi łatkę partii antyprzedsiębiorczej.

Skorzystała na tym nie tylko Koalicja Obywatelska, dla której przedstawiciele biznesu są rdzennym elektoratem, ale także mająca w swoim programie obietnice zniesienia PIT-u i wprowadzenia całkowicie dobrowolnego ZUS-u Konfederacja. Jednym z czołowych krytyków propozycji podniesienia minimalnego wynagrodzenia był startujący z list Konfederacji Sławomir Mentzen, doradca podatkowy i doktor nauk ekonomicznych.

«My w tym momencie nie naśladujemy drogi do bogactwa państw wysoko rozwiniętych. My nawet nie naśladujemy polityki państw dobrobytu zaprowadzonej po osiągnięciu dobrobytu. My ich przebijamy! I to ZANIM osiągnęliśmy dobrobyt» — punktował we wpisie na Facebooku. Post przez kilka dni bił rekordy popularności — zgromadził ponad 12 tys. reakcji i przeszło 7,4 tys. udostępnień. Jak pisał Mentzen, «to musi skończyć się tym, że do żadnego dobrobytu nigdy nie dojdziemy. Bo bogactwa się nie dekretuje, nie wprowadza się go ustawą, nie zarządza się go na potrzeby kampanii wyborczej».

W niedawnym wywiadzie dla Gazeta.pl szef KPRM minister Michał Dworczyk przyznał, że rządzący komunikacyjnie zaniedbali sprawę płacy minimalnej i składek na ZUS, co skrzętnie wykorzystała opozycja. Krzysztof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego i jeden z liderów Konfederacji, ma w tej kwestii nieco inne zdanie. — Nie sposób dobrze komunikacyjnie przedstawić ludziom o orientacji wolnorynkowej coś takiego, skoro oni na co dzień są zmuszani do zamykania swoich biznesów — przekonuje nas. I dodaje: — Mikro- i mali przedsiębiorcy opowiadali mi o tym podczas spotkań wyborczych. Jak rząd miałby dobrze ‘sprzedać’ im projekt, przez który muszą zwijać swoje interesy? To niemożliwe.

Wątpliwości nie ma też poseł Jakub Kulesza, rzecznik prasowy partii KORWiN.

To Konfederacja i PSL zyskały najwięcej na ogłoszonym przez PiS planie skokowego podniesienia płacy minimalnej czy zamieszaniu wokół ZUS-u. Przedsiębiorcy nie dali się na to nabrać PiS-owi i wiedzieli, że jeśli chcą głosować konserwatywnie, ale wolnorynkowo, to jedynym wyborem jest Konfederacja

— zauważa w rozmowie z Gazeta.pl.

Pomocną dłoń do Konfederacji wyciągnął również Jacek Kurski. Przez większość kampanii Telewizja Polska udawała, że tematu partii Korwin-Mikkego i Winnickiego nie ma. Zapędziła się w tym tak daleko, że «wygumkowała» Konfederację z jednego z sondaży, których wyniki publikowała. Problem w tym, że Konfederacja miała w nim 5 proc. poparcia i wchodziła do Sejmu. Sprawa skończyła się w sądzie, gdzie TVP przegrała z kretesem. Musiała przeprosić Konfederację i opublikować sprostowanie.

Z naszych informacji wynika, że na Nowogrodzkiej mają do Kurskiego ogromne pretensje za to, w jaki sposób obchodził się z Konfederacją w kampanii. To prezes TVP jest uznawany w PiS-ie za jednego z ojców nadspodziewanie dobrego wyniku skrajnie prawicowej partii.

To, co zrobił Kurski, to był dramat. Zafundował Konfederacji bilet do Sejmu, a nas oskrzydlił z prawej strony

— mówi Gazeta.pl wpływowy polityk PiS-u.

Swoje zdanie o działaniach Kurskiego mają też liderzy Konfederacji. Jakub Kulesza nazywa je «złamaniem standardów demokracji i pluralizmu».

To jest reżimowa telewizja pana Kurskiego, a nie Telewizja Polska, telewizja publiczna. To, jak prezes Kurski traktował Konfederację w swojej telewizji tylko uwiarygodniło nas w oczach wyborców, pokazując, że jesteśmy prawdziwie antysystemowi i przysparzając nam dodatkowego poparcia

— podkreśla.

Żarty z «kuców» się skończyły

W kwestii poparcia, upadł też jeden z najstarszych, o ile nie najstarszy, mitów o partiach Janusza Korwin-Mikkego. Mianowicie, że głosują na nie tylko zbuntowani nastolatkowie, którzy z biegiem czasu (i nabierania większej wiedzy o świecie) dorastają i zmieniają poglądy polityczne. Faktycznie, według badania late poll IPSOS-u w grupie wiekowej 18-29 lat poparcie Konfederacji wyniosło 19,7 proc., czyli niemal trzykrotnie więcej niż wśród wszystkich wyborców. Jednak także wśród Polaków w wieku 30-39 lat Konfederacja uzyskała wynik wyższy niż wśród ogółu społeczeństwa — 8,2 proc.

Jakub Kulesza, poseł i rzecznik prasowy partii KORWiN: — Widzimy, kto nas popiera. Żarty z «kuców Korwina» się skończyły. Nasze środowiska, Wolność i Ruch Narodowy, wypracowały koncepcję programową i rozpoznawalnych liderów. To nie jest jedno czy dwa nazwiska, tych nazwisk jest kilkanaście. To ludzie, którzy od lat ciężko pracują na rozpoznawalność i popularność naszych postulatów.

Liderzy Konfederacji przyznają, że na korzyść ich formacji zadziałał tzw. efekt zjednoczenia.

Nasi sympatycy czekali na to od lat. Pamiętam jak jeszcze przed eurowyborami w 2014 roku mówili nam, że Ruch Narodowy powinien iść razem z Kongresem Nowej Prawicy. Konfederacja zaspokoiła te oczekiwania

— uważa Krzysztof Bosak i podkreśla, że swoje zrobiły także niepoprawność polityczna i prosty, bezpośredni przekaz o sytuacji państwa. — Wreszcie skorzystaliśmy na rozczarowaniu konserwatywnej prawicy PiS-em, na tym, że rządzący zawiedli ludzi, którym nie odpowiada skrajnie socjalna linia tej partii — zauważa.

Prof. Rafał Chwedoruk uważa, że wynik Konfederacji jest oparty na dwóch kluczowych filarach. Pierwszy jest skrajnie konserwatywny, na prawo od PiS-u. To ostra krytyka środowiska LGBT, postulatów równościowych i imigrantów. Drugi filar jest gospodarczy, mocno libertariański. Maksimum wolnego rynku, minimum ingerencji państwa, niskie podatki w ograniczonej liczbie. Pierwszy oddziałuje przede wszystkim na wyborców Ruchu Narodowego, a drugi — partii KORWiN.

Jeśli chodzi o profil wyborcy, dr Robert Sobiech podaje kilka charakterystycznych cech — młodzi mężczyźni, głównie z małych i średnich miejscowości, wielu mikro- i małych przedsiębiorców. Do tego część młodego pokolenia z wielkich miast, zafascynowanego niczym nieskrępowanym wolnym rynkiem i prostymi, często radykalnymi odpowiedziami w sferze obyczajowej.

W drodze po drugi milion

Wejście do Sejmu to dla Konfederacji otwarcie zupełnie nowych możliwości. Nie tylko tych politycznych – partia będzie mieć w Sejmie jedno duże albo dwa mniejsze koła — ale również organizacyjnych, bowiem co roku na konto partii będzie wpływać 6,8 mln zł. Zgodnie z przepisami subwencja ma zostać przeznaczona na cele statutowe, ale w praktyce partie dysponują środkami znacznie bardziej swobodnie. Blisko 7 mln zł rocznie pozwala natomiast m.in. rozwijać struktury terenowe, zlecać zewnętrznym firmom analizy i badania marketingowe i socjologiczne czy zatrudniać doradców i ekspertów. Słowem, profesjonalizować działalność polityczną.

«Profesjonalizacja» to zresztą słowo-klucz w przypadku Konfederacji. Nasi rozmówcy z partii przyznają, że ugrupowanie chce iść właśnie w tym kierunku, bo to przynosiło efekty do tej pory i zapewniło im przepustkę na Wiejską.

Ekstrawagancja i radykalizm zeszły u nas na drugi plan wobec kompetencji i technokratycznego charakteru grupy 30-latków, którzy są fundamentem Konfederacji. Nasi sympatycy to dostrzegli i docenili. Odpowiada im takie podejście — formuła think-tankowa, nacisk na stronę merytoryczną, wysokie kompetencje w poszczególnych dziedzinach

— wylicza Krzysztof Bosak.

To nie kto inny, jak właśnie on nabił Konfederacji wielu punktów, występując w przedwyborczej debacie w TVN24. Później, także już po wyborach, zebrał szereg pochwał za występy w różnych programach publicystycznych. Postawienie przez Konfederację na kompetencje i merytorykę jest o tyle interesujące, że w kampanii parlamentarnej partia niespecjalnie się tym przejmowała. Program Konfederacji był 20-stronnicowym zbiorem ogólników, z ledwie kilkoma klarownymi deklaracjami, natomiast politycy, nie licząc debat telewizyjnych, w swoich oficjalnych wypowiedziach rzadko pochylali się nad dominującymi w debacie publicznej kwestiami programowymi.

Z ambitnych celów nic jednak nie wyjdzie, jeśli Konfederacja nie zachowa jedności. W partii wszyscy są zgodni, że to właśnie ona doprowadziła ich do Sejmu. Jakiekolwiek podziały czy rozłamy byłyby więc najkrótszą drogą, żeby obecność przy Wiejskiej okazała się trwającą jedną kadencję przygodą, a nie początkiem budowania formacji na lata. Dr Robert Sobiech zwraca uwagę, że zachowanie spójności 11-osobowego koła nie będzie zadaniem łatwym, co w minionej kadencji pokazał już przykład klubu Kukiz’15. Formacja ekscentrycznego rockmana w 2015 roku wywalczyła 42 mandaty, ale kadencję kończył rozbita i rozparcelowana przez inne partie. Na pokładzie ma obecnie ledwie szesnaścioro posłów i posłanek.

W Konfederacji zdają sobie sprawę z tego zagrożenia, ale na fali wyborczego sukcesu zachowują pozytywne nastawienie. — Tajemnicą naszego sukcesu było to, że proponowaliśmy programowo i politycznie coś zupełnie odmiennego niż cztery systemowe komitety, z którymi konkurowaliśmy. A ponieważ w tym, co mówiliśmy wyborcom byliśmy wiarygodni, znacznie bardziej od wielu skompromitowanych polityków konkurencji, więc ci wyborcy nam uwierzyli — przekonuje nas poseł Jakub Kulesza.

Krzysztof Bosak również jest dobrej myśli. I stawia Konfederacji ambitne cele na najbliższą kadencję.

Pułap naszych możliwości jest wysoki. Zachowując nasze walory możemy spokojnie pójść po drugi milion głosów i 40-50 posłów w Sejmie następnej kadencji

— podkreśla.

Dr Sobiech zwraca jednak uwagę, że Konfederacji szyki może pokrzyżować polityczna i gospodarcza koniunktura. — Popularność radykalnych ugrupowań w krajach Europy Zachodniej to zazwyczaj efekt kryzysu gospodarczego. Polska uniknęła kryzysu z roku 2008, a również obecnie ma bardzo dobre wskaźniki ekonomiczne — przekonuje socjolog. Po chwili dorzuca: — Ponadto myślę, że nie ma takiej siły politycznej w parlamencie, która długoterminowo chciałaby z tego rodzaju formacjami współpracować. Wszystko wskazuje więc na to, że nawet jeśli utrzymają się w parlamencie w 2023 roku, to nadal będą partią o znaczeniu marginalnym i szybko się to nie zmieni.

Łukasz Rogojsz, gazeta.pl

 

 

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *