1 września —  Dzień Wiedzy, День знань, początek Nowego Roku Szkolnego. Witamy!

Rząd w Kijowie chce w szybkim tempie zliberalizować rynek energii i odciąć go od wpływów Rosji. W kluczowym projekcie bierze udział Polenergia, a dostawy na Zachód miałyby iść przez Polskę.

„Zgodnie z wynikami postępowania, mającego wyłonić prywatnego partnera do implementacji partnerstwa publiczno-prywatnego dla projektu mostu energetycznego Ukraina–Unia Europejska, zwycięzcą postępowania jest Ukraine Power Bridge Company Ltd.” – poinformował w ubiegłym tygodniu publikowany przez władze w Kijowie „Kurier Urzędowy”.

Elektrownia jak nowa
Zwycięskie konsorcjum to wspólne przedsięwzięcie Westinghouse Electric Sweden AB, EDF Trading Limited oraz Polenergii International. Firmy te mają poprowadzić projekt, który ma wyrwać Ukrainę z energetycznych objęć Rosji i włączyć ją do systemu energetycznego Unii Europejskiej.
– Pierwszy etap to integracja ukraińskiego systemu z systemem UE – mówi „Rzeczpospolitej” Grzegorz Stanisławski, menedżer pilotujący w Polenergii ukraiński projekt. Z dwóch bloków atomowej elektrowni Chmielnicki jeden zostałby zintegrowany z systemem UE poprzez dwie linie: pierwsza wiodłaby na południowy zachód – na Węgry, Czechy, Słowację, Rumunię i Mołdawię; druga natomiast prosto na zachód, przez Polskę.
Żeby jednak w pełni zrealizować proces integracji, trzeba wdrożyć fazę drugą – czyli wyremontować linie pozwalające podłączyć się do europejskiego systemu i same obiekty. – Tego zadania miałby się podjąć przede wszystkim Westinghouse, który dbałby o modernizację i zwiększenie sprawności oraz bezpieczeństwa elektrowni jądrowych – podkreśla Stanisławski. – Skutkowałoby to wzrostem mocy w całym systemie ukraińskiego Energoatomu o 3,7 TW i dałoby mocny efekt wprowadzenia nowych, niezależnych od systemu rosyjskiego technologii – kwituje.

Trzecią częścią projektu jest wreszcie 20-letni kontrakt na przesył prądu: właścicielem kontraktu jest Energoatom, operatorem – zwycięskie konsorcjum, gdzie w tej fazie największą rolę do odegrania mieliby Francuzi z EDF.
Całą inwestycję pomyślano w taki sposób, by ominąć problem Ukrainy z pozyskiwaniem finansowania, a tym bardziej – uniknąć konieczności wyłożenia pieniędzy z budżetu rządu w Kijowie. Dlatego postawiono na vendor investing, gdzie dostawca sprzętu lub technologii wykłada finansowanie, a zaczyna na tym zarabiać, gdy jego technologia zaczyna przynosić owoce.

Kontekst geopolityczny
Pomysł na importowanie ukraińskiego prądu na Zachód krąży od lat. – Kiedy w 2013 r. Jan Kulczyk zaproponował mnie, jako ministrowi gospodarki, że uruchomi dostawy z elektrowni Chmielnicki, odpowiedziałem tylko, że Polska ma inną strategię – potwierdza były wicepremier Janusz Piechociński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – Nie chcieliśmy jednak importować, lecz eksportować, a zakupy robić tylko awaryjnie – dodaje.

Dziś więcej importujemy, niż eksportujemy, a ukraiński tani prąd teoretycznie mógłby być atrakcyjny na polskim rynku – zwłaszcza w perspektywie przyszłorocznych podwyżek cen. W praktyce jednak połączenie Polski z elektrownią Chmielnicki – zdaniem ekspertów – nie miałoby wielkiego znaczenia. – Ukraiński prąd może nieco rozepchnąć się na polskim rynku, ale w ograniczonym stopniu – mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Księżopolski, ekspert Szkoły Głównej Handlowej. – Po pierwsze, ze względu na przesył, który znajduje się w polskich rękach, a po drugie, i tak importujemy dziś ten prąd. Inna sprawa, że powinniśmy prowadzić taką politykę energetyczną, aby być w stanie zabezpieczać swoje potrzeby, przecież do niedawna byliśmy eksporterem – dodaje.

– Chmielnicki ma zbyt mały potencjał, by dostawy z tej elektrowni odgrywały istotną rolę. W maksymalnym wymiarze to wciąż mniej niż 1 proc. potencjału polskiego rynku – sekunduje mu Stanisławski. – Trudno zakładać, żeby to mogło w jakikolwiek sposób wpłynąć na los polskich koncernów energetycznych czy górnictwa. Z drugiej strony Polska w ostatnim roku zaimportowała 15 mln ton węgla z Rosji, a dostawy z Ukrainy mogłyby być ekwiwalentem 1,5 mln ton takiego węgla. Lepiej kupować rosyjski węgiel czy ukraiński prąd? – pyta retorycznie.
Ten geopolityczny aspekt ma tu kluczowe znaczenie. Projekt to element geopolitycznej gry, w której czysto ekonomiczne aspekty mają mniejsze znaczenie. – Bezpośrednie przesunięcie granic rosyjskiej strefy wpływów energetycznych jest w interesie krajów Europy Środkowej – podkreśla Stanisławski.

Rzeczpospolita

 

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *