28 czerwca – Dzień Konstytucji Ukrainy. Witamy!

Unia nowej prędkości

Choć rozmowy na temat obsady najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej jeszcze się nie zakończyły, to już z samego niedzielnego i poniedziałkowego maratonu negocjacyjnego można wyciągnąć pierwsze wnioski, jak zmieniła się po ostatnich wyborach Unia.

Na razie największymi przegranymi wspólnotowej układanki okazali się politycy niemieckiej chadecji. Choć kandydatem Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej był Manfred Weber, i to EPL zdobyła najwięcej głosów w Parlamencie Europejskim, to nazwisko niemieckiego chadeka zostało skreślone jako pierwsze.

Ale znacznie poważniejsza jest sytuacja, w jakiej znalazła się Angela Merkel. Zaproponowany przez nią pakiet: socjalista Frans Timmermans na szefa KE i Weber na przewodniczącego PE, wywołał bunt w EPL, a kanclerz musiała się wycofać pod naporem krytyki ze strony własnych politycznych sojuszników. Może to świadczyć, że jedna z najpotężniejszych przez kilkanaście lat liderów Europy ma dziś poważny kłopot. I nie chodzi wcale o problemy zdrowotne, którymi z lubością zajmują się tabloidy (oczywiście życzymy pani kanclerz zdrowia). Wygląda na to, że wpływ Merkel na unijną politykę dramatycznie maleje, a jej życzenie przestaje być rozkazem nawet dla jej najbliższych politycznych sojuszników.

Z polskiego punktu widzenia osłabienie Merkel ma również niebagatelne znaczenie. Premier Mateusz Morawiecki ostro sprzeciwiał się kandydaturze Timmermansa, z którym rząd Prawa i Sprawiedliwości – a szczególnie politycy PiS z drugiego i trzeciego szeregu – drze koty od niemal czterech lat. Gdyby Timmermans został szefem KE mimo polskiego sprzeciwu, relacje rządu w Warszawie z nową Komisją na dzień dobry znalazłyby się na kursie kolizyjnym. Dla opozycji mógłby to być korzystny scenariusz, ale jednocześnie oznaczałby skazanie Polski na długotrwały konflikt (nic dziś wszak nie wskazuje na to, że PiS przegra jesienne wybory) z Unią nie tyko o praworządność.

Osłabienie Merkel może zarazem oznaczać wytworzenie zupełnie nowej dynamiki w Unii Europejskiej. Dotychczas to m.in. dzięki niemieckiej kanclerz udawało się utrzymać np. sankcje wobec Rosji po agresji na Ukrainę (choć równocześnie dawała ona zielone światło dla budowy Nord Stream 2). To również ona przeciwstawiała się planom budowy Europy dwóch prędkości i zacieśniania współpracy państw strefy euro, co dla Polski mogłoby okazać się ryzykowne. Choć to również ona forsowała przymusową relokację uchodźców w państwach UE, co nie tylko spotkało się ze sprzeciwem państw naszego regionu, ale też było zapewne punktem zwrotnym w karierze – jej reakcja na falę uchodźców w 2015 roku wywołała opór nawet wewnątrz niemieckiej chadecji.

W poniedziałek Merkel i Morawiecki mówili jednym głosem o tym, że nie można forsować kandydata, który nie uzyskał może nie jednomyślnego, ale przynajmniej przytłaczającego poparcia wśród przywódców UE obecnych na trwającym właśnie szczycie Rady Europejskiej. I Morawiecki ma rację, że przed osobami, które staną na czele najważniejszych unijnych instytucji, stać będzie niezwykle ważne zadanie, a postawienie na niewłaściwą osobę może się skończyć głębokim kryzysem, jeśli nie rozpadem Wspólnoty. Dlatego warto, by – bez względu na to, na kogo padnie wybór – pracami Komisji pokierowała osoba, która zdobędzie maksymalnie szerokie poparcie wśród demokratycznie wybranych premierów lub prezydentów krajów UE, którzy tworzą Radę Europejską.

 

Michał Szułdrzyński, RZECZPOSPOLITA

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *