28 czerwca – Dzień Konstytucji Ukrainy! Witamy!

 

Zuckerberg nie chce moderować wpisów Trumpa. Facebook podzielony

Coraz więcej pracowników Facebooka sprzeciwia się decyzji dyrektora generalnego, Marka Zuckerberga, który odmówił podjęcia działań przeciwko prowokacyjnym tweetom prezydenta USA, Donalda Trumpa. Sytuacja ujawnia pęknięcia wewnątrz firmy, której szef postanowił umożliwić politykom pełną swobodę wypowiedzi.

Wielu pracowników Facebooka w całych Stanach Zjednoczonych – także zajmujących stanowiska kierownicze – w poniedziałek na znak protestu nie podjęło pracy

Intensywność reakcji jest szczególnie wymownym przykładem tego, że podejście Zuckerberga do zaangażowania politycznego stwarza mu tyle samo problemów, ile rozwiązuje.  Cenzurowanie informacji, które mogłyby pomóc ludziom zobaczyć całościowy obraz, jest złe. Ale udostępnienie platformy do podżegania do przemocy i szerzenia dezinformacji jest nie do przyjęcia, niezależnie od tego, kim jesteś i czy twoja wypowiedź jest newsem dnia – powiedział Andrew Crow, szef projektu portalu Facebooka

Wielu pracowników Facebooka w całych Stanach Zjednoczonych – także zajmujących stanowiska kierownicze – w poniedziałek na znak protestu nie podjęło pracy. Wielu z nich wyrażało swój sprzeciw także w mediach społecznościowych – rzadki akt publicznego sprzeciwu wobec Zuckerberga w firmie, w której wewnętrzne spory rzadko wychodzą na jaw, a większość pracowników szanuje jej szefa i założyciela.

„Pracuję w Facebooku i nie jestem dumny z tego, jak firma się zachowuje” – napisał w poniedziałek na Twitterze Jason Toff, dyrektor ds. zarządzania produktami. „Większość współpracowników, z którymi rozmawiałem, czuje się podobnie. Chcemy, żeby nasz głos został usłyszany.”

Intensywność reakcji jest szczególnie wymownym przykładem tego, że podejście Zuckerberga do zaangażowania politycznego stwarza mu tyle samo problemów, ile rozwiązuje. Liberałowie zastanawiają się, czy człowiek prowadzący prywatne rozmowy telefoniczne i jedzący kolacje z Trumpem podlizuje się rządowi; konserwatyści uważają, że wysiłki Facebooka, aby ograniczać określone treści, są stronnicze. Może się okazać, że decydując się na niepodejmowanie działań przeciwko prezydentowi Stanów Zjednoczonych Zuckerberg zaryzykował wewnętrzny bunt we własnej firmie.

Tweet prezydenta Trumpa, który wywołał tyle kontrowersji, pojawił się wczesnym rankiem w piątek i dotyczył protestów po śmierci George’a Floyda, zabitego przez białego policjanta z Minneapolis. „Kiedy zaczyna się grabienie, zaczyna się strzelanie” – napisał między innymi prezydent. Twitter oznaczył wpis jako gloryfikujący przemoc” wobec demonstrantów, choć Trump tłumaczył później, że odnosił się on do samych grabieżców, którzy stają się agresywni. Zuckerberg odmówił podjęcia działań, choć nazwał reakcję prezydenta „instynktowną i negatywną”.

Reakcja społeczna była szybka, ale spodziewana: wiele grup liberalnych potępiło brak działań, a wielu republikanów przyklasnęło decyzji Zuckerberga. Następnie, gdy protesty przeciwko niesprawiedliwości rasowej przetoczyły się przez amerykańskie miasta, a Trump w mediach społecznościowych domagał się twardej reakcji ze strony wojska i policji, złość wewnątrz firmy zaczęła przeradzać się w konkretne działania.

– Cenzurowanie informacji, które mogłyby pomóc ludziom zobaczyć całościowy obraz, jest złe. Ale udostępnienie platformy do podżegania do przemocy i szerzenia dezinformacji jest nie do przyjęcia, niezależnie od tego, kim jesteś i czy twoja wypowiedź jest newsem dnia – powiedział Andrew Crow, szef projektu portalu Facebooka. – Nie zgadzam się ze stanowiskiem Marka i będę pracować nad wprowadzeniem zmian.

„Musimy stanąć na drodze niebezpieczeństwa, a nie za nim” – napisała na Twitterze projektantka produktu Sara Zhang. „Będę uczestniczyła w dzisiejszym wirtualnym spacerze w solidarności z czarną społecznością na FB i poza nim.”

Pracownicy grożą odejściem

„New York Times” doniósł w poniedziałek, że niektórzy pracownicy zagrozili odejściem z firmy i co najmniej jeden potencjalny pracownik odmówił przyjęcia oferty pracy. Jak zauważyli dziennikarze, Zuckerberg przeniósł cotygodniową dyskusję z pracownikami z czwartku na wtorek, aby uspokoić nastroje.

– Rozumiemy ból, jaki odczuwa wielu naszych pracowników, zwłaszcza nasza czarnoskóra społeczność – powiedział w specjalnym oświadczeniu rzecznik prasowy Facebooka, Andy Stone. – Zachęcamy pracowników, aby otwarcie mówili, gdy nie zgadzają się z władzami firmy. W obliczu stojących przed nami kolejnych trudnych decyzji dotyczących treści, będziemy nadal wsłuchiwać się w ich opinie.

Co Zuckerberg mówi o wolności wypowiedzi?

Jednak Zuckerberg jasno dał do zrozumienia, że popularność nie jest jego głównym celem. W licznych publicznych komentarzach przyznał, że jego zdecydowane oddanie wolności słowa i opór wobec wezwań do filtrowania kontrowersyjnej retoryki politycznej nigdy nie zadowoli rosnącego chóru krytyków. – Moim celem na kolejną dekadę nie jest to, żeby mnie lubiano, ale żeby mnie rozumiano – powiedział w styczniu na spotkaniu z inwestorami. – Żeby ludzie mi ufali, muszą wiedzieć, w co wierzę.

Niektóre konserwatywne grupy przyklasnęły takiemu podejściu Zuckerberga do regulacji, argumentując, że przywódcy polityczni nie powinni wtrącać się w sprawy prywatnych przedsiębiorstw, a prywatne przedsiębiorstwa nie powinny wtrącać się w wypowiedzi przywódców.

– Jeśli chcesz uczynić wolność wypowiedzi nadrzędną wartością i uważasz, że twoją rolą nie jest sprawdzanie faktów, a obie te rzeczy uważam za słuszne, to tak właśnie powinieneś postępować – powiedział Jesse Blumenthal, który nadzoruje politykę technologiczną dla wspieranej przez Charlesa Kocha grupy Stand Together. – Dlatego nie dziwi mnie, że wielu ludziom się to nie podoba, także części pracowników Facebooka.

W niedziele późnym wieczorem Zuckerberg poszedł jednak w ślady Twittera, Amazona, Ubera, AT&T i innych firm wyrażających poparcie dla czarnej społeczności po śmierci George’a Floyda z Minneapolis i innych Afroamerykanów zabitych przez policję. „Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wprowadzanie zmian” – napisał 36-letni szef Facebooka i zadeklarował, że na początek Facebook przeznaczy 10 milionów dolarów dla grup zajmujących się kwestiami sprawiedliwości rasowej.

Na organizacjach broniących praw obywatelskich, które od dawna naciskały na Facebooka, aby bardziej zdecydowanie zajmował się problemami rasowymi – od zatrudniania większej liczby inżynierów i kadry kierowniczej spośród mniejszości po zajmowanie twardszego stanowiska wobec białych suprematystów – te deklaracje nie zrobiły większego wrażenia. Kilku ich liderów wyraziło swoje oburzenie wobec Zuckerberga bezpośrednio, dzwoniąc do niego w poniedziałek, aby powiedzieć, że są „rozczarowani i oszołomieni” jego wyjaśnieniami.

„Mark Zuckerberg myśli, że może kupić nasze milczenie za 10 milionów dolarów. Myli się.” – napisał na Twitterze Rashad Robinson, prezes walczącej o równość rasową organizacji Colors of Change, który w listopadzie osobiście rozmawiał z Zuckerbergiem, przekazując mu swoje wątpliwości. „Nie można najpierw pozwalać Trumpowi wygłaszać oświadczeń wzywających do przemocy wobec osób czarnoskórych, odmawiać rozmowy z obrońcami praw obywatelskich i czarnoskórymi pracownikami, a potem wypisywać czeku, aby mieć spokój”.

Vanita Gupta, dyrektor generalna grupy Leadership Conference on Civil and Human Rights, napisała w poniedziałek na Twitterze, że Zuckerberg zdecydował się nie egzekwować zakazów Facebooka dotyczących zniechęcania do głosowania i podżegania do przemocy, a więc polityki, którą jej organizacja i inni wypracowali wspólnie z Facebookiem. Jego datek, jak napisała, to „#bloodmoney” (dosłownie „#krwawepieniądze”).

„Żadna suma pieniędzy nie zakryje faktu, że jego bezczynność wobec tweetów Trumpa stwarza bezpośrednie zagrożenie dla życia osób czarnoskórych i dla samej naszej demokracji” – napisała Gupta.

Zuckerberg przytaczał ruch na rzecz praw obywatelskich osób czarnoskórych i jego liderów, w tym Martina Luthera Kinga Jr., jako inspirację dla swoich poglądów na temat wolności słowa. Ograniczanie wolności słowa często powoduje, że głosy mniejszości nie są słyszalne, powiedział zeszłej jesieni do tłumu słuchaczy na spotkaniu na Georgetown University i dodał, że jest dumny, iż Facebook pozostaje otwartym forum. Podkreślał także, że pierwszy hashtag #BlackLivesMatter pojawił się na właśnie Facebooku.

– Tym, czemu firmy technologiczne muszę teraz stawić czoło, jest stopień ich zaangażowania w tego typu polaryzację polityczną, którą obserwujemy w dzisiejszym społeczeństwie – powiedział Nicol Turner-Lee, pracownik Brookings Institution’s Center for Technology Innovation. – Utrzymywanie tego poziomu języka wywołującego przemoc w domenie publicznej niekoniecznie jest dobre, jeśli nie ma na te słowa reakcji o podobnej wadze politycznej. Musimy rozróżnić pomiędzy wolnością słowa a odpowiedzialnością za słowo, zwłaszcza w sytuacji, kiedy stoimy na rozdrożu, w obliczu chaosu i coraz większych niepokojów społecznych. Zwłaszcza, że nasi przywódcy nie dążą do jego rozwiązania.

Reakcja na decyzję Zuckerberga kontrastuje z reakcją na postawę prezesa Twittera, Jacka Dorseya. Firma Dorseya została pochwalona przez demokratycznych kongresmanów za dodanie w ostatnich dniach ostrzegawczych etykiet przy tweetach Trumpa – a jednocześnie wywołała gniew Trumpa i jego sojuszników. Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze mające na celu ograniczenie ochrony prawnej firm z branży mediów społecznościowych po tym, jak Twitter wskazał, że dwa jego tweety o głosowaniu korespondencyjnym wprowadzały w błąd.

„Cieszę się, że Twitter podejmuje działania w związku z próbami wprowadzenia w błąd wyborców przez prezydenta, co stanowi naruszenie zasad tej platformy” – napisał w poniedziałek na Twitterze demokratyczny senator Mark Warner z Virginii. „To wstyd, że Facebook na swoich stronach nie chce bronić prawdy”.

Tymczasem decyzja Facebooka o pozostawieniu postu Trumpa spotkała się z aplauzem ze strony Republikanów, którzy od dawna pomstowali na firmę – i konkurencyjne media społecznościowe – że tłumią konserwatywne wypowiedzi. Ciepła reakcja może oznaczać, że próby Facebooka i samego Zuckerberga, mające na celu zabieganie o względy Republikanów, przynoszą efekt.

W zeszłym roku Zuckerberg wziął udział w sekretnej kolacji z Trumpem w Białym Domu, co spowodowało oskarżenia ze strony Demokratów, że potentat techniczny podlizuje się rządowi, aby zapobiec zmianom w regulacjach. Było to tylko jedno z kilku spotkań szefa Facebooka z czołowymi przywódcami politycznymi w Waszyngtonie, wśród których byli także prominentni republikańscy krytycy mediów społecznościowych. W ostatni piątek Zuckerberg rozmawiał także z Trumpem przez telefon.

– Zgadzam się z Markiem Zuckerbergiem, kiedy mówi, że media społecznościowe nie powinny być arbitrem prawdy o wszystkim, co ludzie mówią w sieci – powiedział Kevin McCarthy, lider Republikanów w Izbie Reprezentantów, który również spotkał się z Zuckerbergiem w Waszyngtonie, na konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu.

Jednak pomimo poparcia dla ostatniej decyzji Facebooka w sprawie kontrowersyjnych wpisów Trumpa, nic nie wskazuje na to, aby najbardziej aktywni krytycy tej platformy w szeregach amerykańskiej prawicy zamierzali złagodzić swoje stanowisko.

Maria Jeffrey, rzeczniczka senatora Teda Cruza (Republikanina z Teksasu), powiedziała w poniedziałek dziennikarzom POLITICO, że choć firma wykonała „właściwy ruch” nie cenzurując wpisów prezydenta, „…faktem pozostaje, że miliarderzy z Doliny Krzemowej mogą łatwo cenzurować, oszukiwać i manipulować bez żadnych konsekwencji”. – Senator Cruz będzie kontynuował współpracę ze swoimi kolegami z partii i administracją Donalda Trumpa, mającą na celu obronę wolności słowa i to, żeby wielkie koncerny technologiczne były odpowiedzialne przed Amerykanami – powiedziała.

Artykuł w oryginale do przeczytania na POLITICO.EU

 

 

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *