Jesli kultura obrazkowa rządzi, jakim cudem rok w rok sprzedaje się 650 mln drukowanych książek?
Gdy w 1901 r. francuski poeta Sully Prudhomme dostał pierwszego w historii Nobla w dziedzinie literatury, tylko co piąty człowiek na świecie potrafił pisać i czytać. W USA wydawano w tamtym czasie 9 tys. książek rocznie. Dziś wydaje się 300 tys., a ostrożny szacunek globalny wynosi 4 min. Rok w rok na całym świecie sprzedaje się 650 min książek w formie drukowanej. Kryzys czytelnictwa i dyktat kultury obrazkowej — nad czym lament podnoszą niektórzy — to fejki.
Żyjemy w erze słowa pisanego. Czytają i piszą wszyscy. Opublikowanie tekstu i dotarcie z nim do czytelników nigdy nie było prostsze. Miliardy recenzentów oceniają miliardy pisarzy. Prawdopodobnie pod tą publikacją jakiś grafoman napisze, ze autor jest grafomanem. Młodzi wolą pisać, niż rozmawiać — znam dwudziestolatków, do których trudno się dodzwonić, ale jak do nich napiszę momentalnie odpiszą. Pisanie jest ostatnia rzeczą którą miliony ludzi robią przed zaśnięciem i pierwszą po obudzeniu.
Z nieskończoności napisanych słów rok w rok kilkoro Szwedów, o których prawie nikt nie wie, wskazuje te najbardziej wartościowe. Później przez 50 lat ukrywają w sejfie dokumenty wskazujące, jakich pisarzy nominowali i dlaczego dokonali takiego, a nie innego wyboru. Jakimś cudem ich osąd rozpala emocje na całej planecie.
W tym roku przed przyznaniem literackiego Nobla toczyła się kampania, by otrzymał go Salman Rushdie. Sztandar ponieśli francuski filozof Bernard-Henri Levy i naczelny „New Yorkera» David Remnick. Przekonywali, ze autor „Szatańskich wersetów» obłożony fatwa, który w sierpniu na spotkaniu z czytelnikami został zaatakowany nożem, ogniskuje najważniejsze watki współczesności. Fanatyzm. Terroryzm. Wolność słowa. Rushdie według Levy’ego i Remnicka przekracza literaturę. Nagroda za odwagę, z jaką stawił czoła wyklęciu, za walkę o swobodę wypowiedzi, za którą omal nie oddal życia, byłaby dla świata inspiracją.
Tolstoj, Joyce, Proust, Czechow, Woolf, Kafka, Orwell, Lorca, Lem — to tylko kilkoro spośród pisarzy, którzy nigdy nie dostali Nobla, a — w mniej lub bardziej powszechnej opinii — powinni. Nie przeszkodziło im to inspirować koleje pokolenia. Z kolei liczni z tych, którzy zostali Noblem obdarowani -w mniej lub bardziej powszechnej opinii — nigdy na niego nie zasłużyli. Takie wyliczanki to jednak pole minowe. Remnick na przykład w swoim tekście o Noblu dla Rushdiego pośród Nobli chybionych wymienia ten dla Reymonta. Ewidentnie nie czytał „Chłopów» w oryginale. W bliższych nam czasach najwięcej kontrowersji wzbudziła nagroda dla Austriaka Petera Handkego (2019). W swoich książkach kwestionował ludobójstwo w Srebrenicy, przemawiał na pogrzebie zbrodniarza Slobodana Miloszevicia. Zaprotestowały dziesiątki organizacji i artystów. Pisano o „aroganckiej naiwności» autora i „etycznej ślepocie» Akademii Szwedzkiej. Handke miął tez jednak armie_ obrońców, a pośród nich największego literackiego gwiazdora Karla Knausgärda („nie ma bardziej oczywistego laureata») czy Olgę Tokarczuk („za każdym wyborem i sytuacją^ stoją, skomplikowane motywy»). Argumentowano, aby oddzielić dzieło od poglądów twórcy. Handke wybitnym pisarzem jest Ma prawo pisać, co mu się podoba.
Fundując nagrodę, Alfred Nobel chciał, by przyznawano ją za „wybitne dzieła o tendencjach idealistycznych». Pozornie wszystko zależy wiec od tego, jakie ideały podzielą kilkoro rzeczonych Szwedów. Kiedyś za świętość uznawali Kościół, państwo i rodzinę (Bjernson, Kipling, Heyse). W czasie zimnej wojny zauważyli pisarzy zza żelaznej kurtyny (Sołżenicyn, Milosz). Ale każdy przykład rzekomej noblowskiej tendencji można obalić kontrprzykładem. Dzis Nobla dostaje Handke, jutro może go dostać autor „Łaskawych» Jonathan Littell, ktöry nazywa Handkego dupkiem. Akademia jest niepokorna. Dlatego gdy Levy i Remnick opubli- kowali teksty o Rushdiem, można było mięć pewność, ze Rushdie Nobla nie dostanie. Nagroda przypadła Francuzce Annie Ernaux (foto), która we wspomnieniowej prozie porusza m.in. tematy wykorzystywania seksualnego i aborcji
.
Annie Ernaux, (ur. 1 września 1940 w Lillebonne) – francuska pisarka, laureatka nagrody Nobla w dziedzinie literatury za 2022
Od polityki uciec się nie da. Literatura jest polityką. W 2014 r. Handke nazwał Nobla cyrkiem. Gdy kilka lat potniej go dostał, powiedział, ze „poczuł się wolny», a decyzja Akademii „świadczy o odwadze». Każdy pisarz chce Nobla, nawet jeśli mówi, ze nie chce. Philip Roth twierdził, ze ma to gdzieś, a jego Sztokholmem jest rodzinny Newark, ale znajomi wiedzieli, ze rok w rok obgryza paznokcie. Miał ponoć ulubioną ławkę w Central Parku, na której co roku dochodził do siebie po wiadomości, ze znów go nie docenili (gdy umarł, „Washington Post» napisał, ze Nobla nie trzeba juz przyznawać). Hemingway był wściekły, ze najpierw dali go Faulknerowi. Doris Lessing, najstarsza laureatka, dowiedziała sie o wygranej od dziennikarzy, gdy wysiadała z taksówki z synem, który w jednej ręce trzymał karczocha, a w drugiej worek cebuli.
— Chryste — powiedziała zrezygnowana — od 30 lat to samo, nie ma się czym podniecać (przez dekady zbierała inne wyróżnienia).
Ale nagrodę przyjęła, noblowską mowę wygłosiła. Nobel jest wielki, bo był pierwszą globalna nagrodą za literatury, bo otrzymały go dziesiątki wielkich pisarzy, bo daje Stempel nieśmiertelności. I milion dolarów.
Jedynym, który go nie przypal, był Sartre. Za bardzo się zastanawiał, czym jest literatura, by pod koniec życia i tak dojść do wniosku, ze świata nią nie zmieni. „A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy» — tak Wisława Szymborska odpowiadała na pytanie, co to jest poezja.
Literatura jest opowieścią Można się na niej oprzeć. Można ja rozwlec jak Proust albo skondensować:
Kobieta-
Jak gorąca jej skóra
którą zakrywa.*
300 lat temu Nobla nie było. Japońskiemu poecie Dama Sute-jo do nieśmiertelnościi nie był potrzebny.«
*Haiku Dama Sute-jo w przekładzie Czesława Miłosza
Maciej Jarkowiec, gazeta.pl
