Makłowicz, Gessler, Lis, Cejrowski, Holecka. Kto jeszcze na Prezydenta RP?

Wybory prezydenckie odbędą się w Polsce dopiero w 2025 roku. Tymczasem już teraz dyskutują o potencjalnych kandydatach w tym wśród polskich dziennikarzy (!). (kolaż: Marta Kondrusik/gazeta.pl)

Wiele wskazuje na to, że najbliższe wybory prezydenckie trudno będzie odróżnić od gali, na której co roku wręcza się nagrody dziennikarskie. A jeżeli w wyborach wystartują Szymon Hołownia, Krzysztof Stanowski i Dorota Gawryluk, to dlaczego już nie pójść na całość? Apeluję: niech każde medium w Polsce wystawi swojego kandydata!

Krzysztof Stanowski, współzałożyciel Kanału Sportowego i Kanału Zero, ogłosił publicznie, że zamierza wystartować w wyborach prezydenckich w trakcie swojej (i Roberta Mazurka) rozmowy z Andrzejem Dudą. Z innych doniesień medialnych wynika, że o urząd prezydenta zawalczy również Dorota Gawryluk, dziennikarka Polsatu. Z kolei o ambicjach prezydenckich Szymona Hołowni, byłego dziennikarza TVN-u i prowadzącego «Mam talent!», mówi się od dawna i jest to wiedza na tyle powszechna, że obecnie coraz więcej osób w szybkim tempie zapomina o niegdysiejszym, medialnym właśnie, wcieleniu marszałka Sejmu.

Jeśli wszyscy troje rzeczywiście przystąpią do wyścigu o fotel prezydencki, będziemy zarazem (przynajmniej na marginesie, ale będzie to margines bardzo głośny i medialny) świadkami swoistego ogólnopolskiego plebiscytu dziennikarskiego. Odpowiadając ochoczo na swój apel sprzed chwili, poniżej przedstawiam kilka kolejnych możliwych kandydatur spośród osobowości medialnych, dziennikarzy, publicystów i prezenterów. Większość z nich Polacy kochają i/lub nienawidzą, ale na pewno ich znają i rozpoznają, co już na starcie daje im nie byle jakie fory. Choć może niekoniecznie w sytuacji, gdy na linii startu stawią się wszyscy jednocześnie…

Zobacz wideoKaczyński po próbie wepchnięcia Wąsika i Kamińskiego do Sejmu: Uzyskaliśmy to, co chcieliśmy

Wojciech Cejrowski kontra «miękkie parówki» i «Europusie»

Zaczynam od WC Kowboja, by od razu przy pierwszym z kandydatów czytelnicy zrozumieli, że nie są to «moje kandydatury». Niemniej, jestem przekonany, że liczni miłośnicy Cejrowskiego (gigantyczne nakłady książek, popularność programów telewizyjnych, oglądalność filmików na YT etc.) ruszyliby za swoim idolem również wtedy, gdyby ogłosił, że oto pragnie zostać głową państwa. Osobiście nie byłbym taką woltą szczególnie zdziwiony — w końcu jest to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli bardzo popularnego w Polsce zawodu pt. Ekspert od Wszystkiego.

Znasz go jako podróżnika, satyryka, autora książek i celebrytę? Ignorancja. Chyba nie przestudiowałeś żadnego z jego okładkowych wywiadów dla tygodnika «Do Rzeczy», nie czytałeś jego felietonów w tym samym tytule ani nie wysłuchałeś żadnego z jego występów telewizyjnych czy radiowych. Otóż Cejrowski jest omnipotentnym politologiem, socjologiem i psychologiem społecznym, a gdy trzeba również antropologiem kultury, teologiem czy konstytucjonalistą. Bez chwili przygotowania da wykład (czytaj: orędzie prezydenckie) na temat palenia w piecu plastikowymi butelkami (popiera), sytuacji gospodarczej Chin czy wielkości Donalda Trumpa (uwielbia). Żaden temat mu niestraszny, wie wszystko o wszystkim, wszystko zrozumiał, wszystko przemyślał i wszystko zbadał. Idealny prezydent na trudne czasy.

Jeśli ktoś wciąż wątpi w nieskończone prezydenckie kompetencje Cejrowskiego, przypomnę, że to właśnie WC radził Andrzejowi Dudzie, co ten powinien był powiedzieć wizytującej Polskę Verze Jourovej (wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej): «A zjeżdżaj mi, babo, stąd! Polska jest niepodległa, ja zostałem demokratycznie wybrany na prezydenta, a ty, babo, zostałaś jedynie mianowana na swój stołeczek, więc zjeżdżaj. Marszałek Senatu wszedł w moje kompetencje prezydenckie, z nim sobie pogadam potem, ale ty, babo, od razu wynocha! Wygrasz wybory w Polsce, to pogadamy, ale teraz WON!».

Wiadomo, że lepiej na prezydenta wybrać tego, co prezydentowi doradza niż prezydenta, któremu trzeba doradzać. Potrzebujemy Prawdziwego Mężczyzny. A w Polsce «same miękkie parówki» lub — to określenie z felietonu WC — «Europusie». Nie to co Putin czy Netanjahu. Tak, tak, to wszystko również wiem z mądrości Cejrowskiego. Albo inna świetna (i smaczna) rada: «Na wszystkich przyjęciach dyplomatycznych, które Duda organizował, powinno być zawsze wyłącznie polskie żarcie: polska kiełbasa, pierogi i polskie miody do picia zamiast wina».

Wielki powrót Tomasza Lisa?

Nazwijcie mnie parszywym symetrystą, ale gdyby do drugiej tury naszego dziennikarskiego plebiscytu… Pardon, chciałem oczywiście powiedzieć: gdyby do drugiej tury wyborów prezydenckich w 2025 roku przedostali się jakimś cudem Wojciech Cejrowski i właśnie Tomasz Lis, to miałbym naprawdę spory kłopot z wyborem tzw. mniejszego zła.

Jest faktem, że Lis — od czasu «odejścia» z mediów Axela Springera — dysponuje prawdopodobnie sporymi zapasami wolnego czasu. Owszem, wydaje własnym sumptem kolejne tomy swoich felietonów, dzienników, wywiadów ze sobą czy z Leszkiem Millerem, ale na pewno znalazłaby się w jego życiu przestrzeń na ostrą kampanię prezydencką. Niemożliwe?

Osobom mniej ode mnie pamiętliwym przypominam, że w styczniu 2004 roku na łamach tygodnika «Newsweek» ukazał się sondaż, z którego wynikało, że Lis ma spore szanse na wygraną w zbliżających się wówczas wyborach prezydenckich. Może trudno w to dzisiaj uwierzyć, z badania PBS wynikało, że 43 proc. Polaków brało pod uwagę głosowanie na dziennikarza. Gdyby do drugiej tury wszedł Lis z Kaczyńskim, dziennikarz miał wygrać 64 proc. do 36 proc. Przypominam też, że dziennikarz wyleciał z TVN-owskich «Faktów» właśnie z powodu niejasnych deklaracji w kwestii swojego startu w wyborach. Innymi słowy: chciał startować. Podobno ostatecznie nie wystartował «ze względów osobistych».

Może tym razem ze względów osobistych i nadmiaru wolnego czasu wystartuje? Zwłaszcza, że Lis, maratończyk, uwielbia wyzwania i pokonywanie konkurencji. A tu jeszcze w 2025 dochodzi możliwość pokazania miejsca w szeregu innym dziennikarskim tuzom.

Pałacowe rewolucje Magdy Gessler

Kochana i znienawidzona. W obu wersjach tak bardzo, że mało kto mógłby sobie w jej wypadku pozwolić na luksus w postaci: «Nie mam zdania». Już widzę tę kampanię pod hasłem «Przez żołądek do serca Polaków». W domyśle: i do Pałacu Prezydenckiego. Rządy rozpoczęłaby od porządków w pałacowej kuchni i rozbicia paru talerzy. Wszystko oczywiście transmitowane na żywo ku uciesze (szczerej bądź skrytej) milionów Polaków.

Wiemy, że na przyjęciach dyplomatycznych organizowanych przez Cejrowskiego serwowano by wyłącznie polską kiełbasę i polskie pierogi. Nie wiemy, jak byłoby w przypadku zwycięstwa pani Magdy, ale tajni informatorzy donoszą nam, że nie byłoby kłopotu z wyborem restauracji odpowiedzialnych za prezydencki catering.

Król Robert I Makłowicz Wielki

O ile całość tego tekstu ma charakter raczej prześmiewczy i niepoważny, o tyle w przypadku tego nazwiska nie widzę większych przeciwwskazań, by podyskutować zupełnie serio. Przede wszystkim Makłowicz to murowany kandydat na «Prezydenta wszystkich Polaków», a takich ci u nas w kraju ostatnimi czasy raczej deficyt. Odpada Jurek Owsiak, odpada Adam Bodnar, odpadają inni tu wymieniani. Podejrzewam wręcz, że nawet osoby, które deklarują, że Makłowicza nie cierpią albo że wkurza ich «jego sposób mówienia», od czasu do czasu potajemnie odpalają sobie jakiś archiwalny odcinek z jego programem i uśmiechają od ucha do ucha.

Natomiast problem z prezydentem Makłowiczem może być na pewno taki, że po zwycięstwie szybko zrobiłby w Polsce przewrót i system prezydencki przemienił na swoją ukochaną monarchię parlamentarną. Innymi słowy: jest więcej niż pewne, że Prezydent RP Robert Makłowicz oznaczałby w praktyce Króla Roberta I Makłowicza Wielkiego. «Właściwie dynastię mógłbym założyć, mam dwóch synów. A, jak wiadomo, cysorz to ma klawe życie oraz wyżywienie klawe» — mówił mi sam zainteresowany pod koniec 2020 roku.

Co prawda w odpowiedzi na moje pytanie o to, kiedy zostanie prezydentem, Makłowicz wybuchnął śmiechem, ale przecież nie byłby jedynym człowiekiem na świecie, który po wejściu do polityki zacząłby zmieniać zdanie w wielu sprawach…

Kuba Wojewódzki, król nie tylko TVN-u?

Nie porzucamy wątku monarchicznego. Mamy już króla Polski, więc do pełni polskiego krajobrazu brakuje nam tylko Króla TVN-u. Rozpisałbym się na jego temat nawet obszerniej niż w przypadku innych kandydatów, ale STOP, odmawiam wykonania służbowego obowiązku. Dopóty Kuba Wojewódzki nie zgodzi się na rozmowę ze mną, dopóty nie będzie ciągu dalszego. Tak więc WIELKIMI LITERAMI: Jakubie Wojewódzki, ponawiam zaproszenie do rozmowy!

Danuta Holecka: droga usłana paskami

Zlitujcie się: może i TV Republika nie będzie miała na antenie reklam wielu firm, ale niech przynajmniej mają swojego kandydata w prezydenckim wyścigu. A dokładniej kandydatkę. Są w zestawieniu reprezentanci TVN-u czy Polsatu, więc dlaczego nie miałoby być również przedstawicielki telewizji Sakiewicza, a zarazem osoby budzącej tak silne i tak czułe wspomnienia po świeżo minionej pisowskiej TVP?

Kampanię prezydencką Danuty Holeckiej oparłbym w całości na hasłach-paskach znanych doskonale wszystkim widzom narodowej telewizji. Podrzucam kilka przykładów (w większości — lub przynajmniej w części — autentycznych): «Polska jest piękna. Ale nie za Tuska»; «Tusk stawia na ulicę i zagranicę»; «Rząd Tuska bierze łapówki?»; «Sukcesy PiS-u budzą zazdrość w Europie»; «Nowy rząd chce, by Polacy jedli robaki»; «Niemcy muszą zapłacić za swoje zbrodnie»; «Rosnące zarobki Polaków irytują Niemców» itd. itp.

Potencjalne kłopoty z kandydaturą Holeckiej? W razie wygranej może chcieć zrzec się zwycięstwa i oddać wszystkie swoje głosy, a więc i samą prezydenturę, Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Hubert Urbański: grzeczny prezydent

Jeszcze jeden — obok Makłowicza — kandydat na «prezydenta wszystkich Polaków». Idealna prezencja, ugodowy, miły, budzi sympatię. Polacy go lubią. Lub przynajmniej wciąż nie dostali żadnych konkretnych powodów, by go znienawidzić.

Może to dlatego, że prawie nic o nim nie wiedzą? Jakieś dwa lata temu piłowałem Urbańskiego ze trzy czy cztery intensywne godziny, a nie dowiedziałem się NICZEGO. W efekcie powstał najdłuższy w historii rodzimych mediów wywiad z rozmówcą, którego największym pragnieniem jest nie odpowiedzieć konkretnie na żadne pytanie. Irytowałem się i wściekałem na Urbańskiego straszliwe, a sympatii do niego nie straciłem. Nie wiem, ale brzmi to wszystko jak przepis na prezydenta Polski.

Co więcej, «Milionerzy» są na antenie od ćwierć wieku, a ludzie wciąż ten program oglądają. Dlaczego? Bo — wyjaśnił sam Urbański — jest to program taki jak on: «Grzeczny, nikt nikogo nie obraża, nikogo nie flekuje, nie jest skandaliczny, a jednocześnie ma jakiś poziom merytoryczny i intelektualny».

I teraz najlepsze. Spytałem Urbańskiego, kto mu się marzy w roli prezydenta? Odpowiedział: «Nie wiem, może ja?». I dalej: «Jeszcze 10-20 lat i się nad tym poważnie zastanowię. Mówię serio. Kiedy patrzę np. na Szymona Hołownię – gdzie jest dzisiaj, a co robił jeszcze przed chwilą… No to taka myśl aż się sama narzuca. Albo jak się patrzy na kariery polityczne Schwarzeneggera czy Zełenskiego. Wychodzą z show-biznesu i nagle się okazuje, że to jest świetna trampolina, żeby zostać np. gubernatorem Kalifornii».

Dziękuję, nie mam więcej pytań.

Wysocki na prezydenta!

Ale mam jeszcze jednego kandydata na Prezydenta RP. Przecież Gazeta.pl również musi kogoś wystawić w przyszłorocznym wyścigu! Zacząłem myśleć i wymyśliłem siebie. Jakżeby inaczej. No ale posłuchajcie sami: młody (dopiero kilka lat temu przekroczyłem wymagany wiek!), z arcypolskim brzuszkiem i arcypolskim gęstym wąsem, w okularach (dodają urzędowej powagi) i z wykształceniem wyższym (na starcie biję na głowę Wałęsę i Kwaśniewskiego), z nader reprezentacyjną pierwszą damą (na starcie bije nawet Jolantę Kwaśniewską).

Istnieją jednak uzasadnione obawy, że pierwszym dekretem prezydenckim wprowadziłbym w Polsce krwawy zamordyzm czytelniczy, tj. wszyscy obywatele konsumujący mniej niż (na dobry początek) pięć książek miesięcznie musieliby niezwłocznie opuścić Polskę (akcja pod kryptonimem: «Nie czytają? Niech jadą!»).

Że niby przesada? No dobrze, dobrze… Skoro tak, to na początek zadowolę się fotelem prezydenta miasta Łodzi! Zaczynam w kwietniu. A do tematu prezydentury właściwej powrócę za rok.

Grzegorz Wysocki

P.S. Oczywiście czekamy również na Wasze prezydenckie typy!

gazeta.pl

 

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *