Administracja Trumpa przywróci do stolicy USA pomnik generała Konfederatów Alberta Pike’a, strącony w 2020 r. podczas protestów #BlackLivesMatter.
– To historyczny moment dla DC – komentował na żywo 19 czerwca 2020 roku Shomari Stone, dziennikarz telewizji NBC, która transmitowała obalenie pomnika Alberta Pike’a w Waszyngtonie. Na nagraniu widać odlaną z brązu postać leżącą na ziemi. Pomazana sprayem twarz generała płonie, protestujący polewają pomnik łatwopalną cieczą, skandując: «Black Lives Matter».
– To hańba dla naszego kraju – tweetował Donald Trump, wówczas po raz pierwszy wybrany prezydentem USA. Pięć lat i jedną kadencję Trumpa później, broniący niewolnictwa generał wraca do stolicy kraju.
Oficjalnie zapowiedziała to National Mall and Memorial Parks – waszyngtońska część państwowej agencji National Park Service, na której terenie znajdował się pomnik. W ubiegłym tygodniu urzędnicy poinformowali, że monument Alberta Pike’a znajduje się w rękach konserwatorów zabytków, a po odnowieniu wróci na postument.
Albert Pike, obrońca niewolnictwa
Po raz pierwszy stanął na nim w 1901 roku, zaledwie dziesięć lat po śmierci Pike’a. Odlał go z brązu Gaetano Trentanove – urodzony we Florencji rzeźbiarz, który zaprojektował także m.in. pomnik Tadeusza Kościuszki stojący w Milwaukee.
Pomnik składał się z dwóch postaci: na szczycie znajdowała się mierząca niemal 3,5 metra figura Pike’a, a poniżej, na granitowym postumencie, przysiadła kobieca postać symbolizująca boginię masonerii. To właśnie lokalna gałąź loży masońskiej doprowadziła do upamiętnienia generała w Waszyngtonie.
W historii USA Albert Pike zapisał się jednak przede wszystkim jako generał dowodzący armią Konfederatów podczas wojny secesyjnej.
Wcześniej walczył w wojnie amerykańsko-meksykańskiej, pracował jako nauczyciel oraz reprezentował rdzenne plemiona w sporach z amerykańskim rządem.
To dzięki nawiązanym wówczas relacjom po wybuchu wojny w 1861 roku doprowadził do podpisania porozumień z częścią rdzennych plemion, które opowiedziały się po stronie Południa. Porozumienia obejmowały poparcie instytucji niewolnictwa i zapewnienie, że «niewolnicy są prywatną własnością», którą można zarządzać «zgodnie z lokalnym prawem i obyczajem».
Konfederata w stroju KKK
Albert Pike był jedynym Konfederatą, który miał swój pomnik w stolicy Stanów Zjednoczonych. Budziło to sprzeciw na długo przed protestami ruchu #BlackLivesMatter.
W latach 90. XX wieku lewicowi aktywiści ubrali generała w strój członka Ku Klux Klanu, domagając się usunięcia pomnika. Źródła historyczne z początku XX wieku sugerują, że Pike był wysoko postawionym członkiem KKK, choć współczesnym historycy nie zdołali tego zweryfikować.
Postulat powracał w kolejnych dekadach, m.in. w 2017 roku, po zamieszkach w Charlottesville, gdzie zwolennik skrajnej prawicy staranował samochodem protestujących antyfaszystów.
Na początku lipca 2020 roku agenci federalni aresztowali 25-letniego Jasona Chartera, zarzucając mu zniszczenie pomnika. Jak pisał «New York Times», mężczyzna ostatecznie nie został skazany.
Wracają obrońcy niewolnictwa
Amerykańskie media zwracają uwagę, że to nie pierwsza taka decyzja prezydenta. W czerwcu Donald Trump zapowiedział, że amerykańskie bazy wojskowe mają ponownie nosić imiona konfederackich generałów. Wcześniej wielokrotnie opowiadał się za pozostawieniem na miejscu pomników Konfederatów.
Prezydent USA otwarcie krytykował też amerykańską politykę wspierania mniejszości. Jedną z pierwszych jego decyzji po ponownym objęciu urzędu był dekret o zakazie programów różnorodności, równości i integracji (znanych pod skrótem DEI). Donald Trump zwolnił urzędników odpowiedzialnych za ich wprowadzanie.
Urzędnicy National Park Service nie podali dokładnej daty powrotu pomnika. Plan zakłada, że Albert Pike wróci na postument w październiku. Emilia Dłużewska (Foto Pomnik Alberta Pike’a w Waszyngtonie, USA, 15 kwietnia 2016 r.) GW
