35 lat temu powstały fundamenty polskiej polityki wschodniej. Podjęte wtedy decyzje budzą podziw do dziś.Opinie publikowane w serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie zawsze muszą odzwierciedlać stanowiska całej redakcji. Po prawdzie wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej. A może nawet wiele lat wcześniej. Na politykę III RP wobec Wschodu składały się bowiem idee paryskiej „Kultury», posłanie „Solidarności» z 1981 roku, publicystyka krajowych autorów. Chodziło o takie ułożenie relacji z sąsiadującymi z nami narodami, by uniknąć konfliktów. Potencjał wrogości był wielki. Oczywiście, dziś możemy się śmiać z ówczesnych obaw Litwinów o Wilno, Ukraińców o Lwów albo Polaków o granicę na Odrze i Nysie. A przecież dziś na naszych oczach próbuje się zbrojnie zakwestionować granice z 1991 roku.
Rozmawiać z Rosją, wspierać sąsiadów
Polacy pogodzili się z utratą Kresów. Jako pierwsza ogłosiła to „Kultura», co było oczywiście robieniem z konieczności cnoty, bo Jerzy Giedroyc nie miał możliwości przesunąć wschodniej granicy ani o centymetr. Ale on i jemu podobni mogli kształtować mapy wyobrażone.
z Litwinami albo Ukraińcami mogły naprawdę przybrać zły obrót po 1989 roku. Zwłaszcza jeśli idzie o polską mniejszość na Litwie, która, w dużej mierze wierna Moskwie, zaczęła roić coś o autonomii. W Przemyślu także szybko wybuchł konflikt z Ukraińcami. Nie groziła nam więc wojna na wzór jugosłowiańskiej, ale zamieszki i walki uliczne jak w Siedmiogrodzie już tak.
Dla Tadeusza Mazowieckiego i Krzysztofa Skubiszewskiego celem nadrzędnym było zabezpieczenie polskich reform. Byli ostrożni, bo uważali, że w Polsce komuniści mogą jeszcze zechcieć przejąć władzę. Bali się także, że międzynarodowa koniunktura, czyli zmiany w Związku Radzieckim, może się skończyć, co przy radzieckim wojsku stacjonującym nad Wisłą niczego dobrego nie przyniesie. Pucz Janajewa w 1991 roku pokazał, że były tam siły chcące cofnąć czas.
Mając to wszystko na uwadze, Mazowiecki ze Skubiszewskim postępowali roztropnie. Gdy w marcu 1990 roku Litwini ogłosili niepodległość, Polska przywitała ów akt przychylnie. Mazowiecki był w stałym kontakcie z władzami Litwy, a w czerwcu 1990 roku przyjął w kraju premier Kazimierę Prunskiene.
Właśnie wtedy w polskim MSZ zjawił się 32-letni do niedawna opozycjonista Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. To on był architektem polityki dwutorowej, czyli utrzymywania relacji ze Związkiem Radzieckim jako takim, ale jednoczesnego rozwijania relacji z dążącymi do niepodległości republikami, tak jakby chodziło już o zaprzyjaźnione państwa.
Białorusini chcieli Białystok
Skubiszewski z Mazowieckim wdrażali plan przedstawiony przez Kostrzewę-Zorbasa. W październiku 1990 roku Skubiszewski wyruszył w podróż do Moskwy, Kijowa i Mińska. Moskwa była wówczas podwójną stolicą – Związku Radzieckiego i Republiki Rosji, z którą Polska była gotowa budować dobre relacje. Co prawda, w naszej ambasadzie nie bardzo wiedziano, gdzie znajduje się MSZ Rosji, ale gdy już tam Polacy dotarli, okazali się pierwszą delegacją, którą przyjął szef rosyjskiej dyplomacji rozpoczynający właśnie tego dnia urzędowanie.
W Kijowie Polakom poszło dobrze, w Mińsku gorzej – nawet usłyszeli jakieś sugestie na temat rewizji granicy, bo Białystok jakoby powinien należeć do Białorusi. Skubiszewski podczas tego tournée celowo ominął Wilno, aby podkreślić specjalny status Litwy, będącej de facto już poza imperium.Polska wówczas zaprezentowała się jako państwo szukające dialogu z sąsiadami i starające się przezwyciężyć trudne dziedzictwo historii. Właśnie ta podróż Skubiszewskiego, która dowartościowała Ukrainę i Białoruś (a także budzącą nadzieję Jelcynowską Rosję) i podpisane wtedy dokumenty dały Polsce kapitał na wiele lat. Skubiszewski stale też wysyłał emisariuszy do krajów bałtyckich, by nawiązywali tam relacje.
Zachód przyglądał się Polsce. Początkowo nie był przekonany, że można ją wpuścić do swego grona. Polacy jednak uparcie budowali swoją renomę państwa, które nie sprawia kłopotów, a wręcz stara się je rozwiązywać. Reformy gospodarcze i przewidywalność sprawiły, że zaproszono nas do NATO i UE. Każdy fałszywy krok, każda międzynarodowa rozróba z udziałem Polski mogły te zaproszenia opóźnić o rok, dwa, może więcej. Bez pierwszego rozszerzenia NATO także następne trudno byłoby sobie wyobrazić.
Do NATO weszliśmy w marcu 1999 roku, sześć miesięcy później premierem Rosji został Władimir Putin.
Andrzej Brzeziecki (foto)Historyk, dziennikarz i publicysta. Autor książek, m.in. „Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera”, „Wielka gra majora Żychonia. As wywiadu kontra Rzesza”, „Kocio, Kozioł, „Senator. Biografia Krzysztofa Kozłowskiego”.
Gazeta Wyborcza
