Szykuje się kolejny rok wykrwawiana się. Z czasem coraz ważniej będą ludzie

Pierwszy rok upłynął pod znakiem dynamicznych bitew i przechodzenia znacznych obszarów Ukrainy z rąk do rąk. Drugi upłynął pod znakiem zamrożenia frontu. Nie przez brak chęci i starań obu stron, ale przez brak możliwości (Fot. Żołnierze ukraińscy). Sytuacja przypomina to, co działo się w latach 1950-53 na Półwyspie Koreańskim.

Podczas wojny w Korei pierwszy rok również był bardzo dynamiczny. Zaczęła się w czerwcu 1950 roku gwałtownym atakiem Korei Północnej na południe i niemal pełnym zwycięstwem. Do końca roku siły ONZ pod przywództwem USA zdołały jednak całkowicie odwrócić sytuację, docierając do północnych krańców półwyspu. Wówczas do wojny włączyły się jednak Chiny z wydatnym wsparciem ZSRR. Do czerwca 1951 roku linia frontu ustabilizowała się blisko połowy półwyspu i z niewielkimi zmianami stanowi istniejącą do dzisiaj linię zawieszenia broni.

Wojna w Ukrainie też była bardzo dynamiczna w pierwszym roku trwania. Zajęcie znacznych obszarów północy kraju przez Rosjan, próby szturmu Kijowa, wtargnięcie do obwodów chersońskiego i zaporoskiego. Potem odwrót rosyjskiego wojska z północy, ukraińskie kontrofensywy charkowskie i chersońska. Od tego czasu mamy do czynienia z patem. Zmiany w kontroli terytorium Ukrainy są kosmetyczne. Od grudnia 2022 roku Rosjanie niezmiennie okupują około 17,5 jego procent. Trwające miesiącami bitwy o Bachmut, Awdijiwkę czy ukraińska kontrofensywa na Zaporożu oznaczały korekty rzędu dziesiątych części procenta. I nic nie zapowiada, że szybko się to zmieni.

Cofanie się z Awdijiwki

Cały niedawny sukces Rosjan w postaci wzięcia Awdijiwki i jej okolic, cała ofensywa trwająca od października i kosztująca życie oraz zdrowie kilkudziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy, oznacza ostatecznie zajęcie około 80 kilometrów kwadratowych ukraińskiego terytorium. To nawet nie dziesiąte części procenta całej Ukrainy, liczącej około 600 tysięcy kilometrów kwadratowych. Oczywiście w wojnie na poziomie strategicznym kilometry kwadratowe mają drugorzędne znaczenie. Przede wszystkim liczy się potencjał obu stron do prowadzenia wojny w postaci ludzi, zasobów materialnych i woli. Niezależnie od tego rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, że aktualnie te potencjały są bardzo wyrównane. Gdyby było inaczej, to linia frontu nie stałaby praktycznie w miejscu od ponad roku.

To, co widzimy od początku lutego w rejonie Awdijiwki to wyjątek od reguły braku większych zmian w stanie posiadania. Po tym jak Rosjanie skutecznie przełamali obronę na północnych rubieżach miasta i zagrozili liniom zaopatrzeniowym Ukraińców, ci w połowie miesiąca zaczęli się wycofywać. Teraz od tygodnia trwa walka na zachód od miasta i Rosjanie notują systematyczne postępy. W ostatnich dniach wkroczyli do wsi Siewierne, do której nie mogli się zbliżyć od roku. Można z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, że Ukraińcy prowadzą stopniowy odwrót do nowej linii obrony, starając się ciągle zadawać jak największe straty rosyjskiemu wojsku. Porzucają pozycje trudne do utrzymania wobec wyjścia z Awdijiwki. Nowa linia obrony prawdopodobnie będzie wykorzystywać jar z licznymi niewielkimi stawami, ciągnący się kilka kilometrów dalej na zachód w poprzek rosyjskiej linii natarcia.

Jest ewidentne, że Rosjanie nie mają sił na wykorzystanie sukcesu w Awdijiwce i przejście do szybkich działań pościgowych, niedających Ukraińcom szans na obsadzenie nowych linii obronnych. Ukraińskie wojsko wprowadziło do walki nowe siły, w celu ustabilizowania sytuacji. Na nagraniach z rejonu Awdijiwki pojawiły się między innymi czołgi Abrams z 47 Brygady Zmechanizowanej, do tej pory trzymane w odwodzie, choć elementy brygady broniły miasta od miesięcy. Jest już nagranie zniszczenia przez Rosjan specjalistycznego pojazdu torującego M1150 Assault Breacher zbudowanego na podwoziu czołgu Abrams. Maszyna najpewniej była na wyposażeniu batalionu pancernego używającego tychże. Stracono ją obok wsi Stepowe na północ od Awdijiwki, która pozostaje ziemią niczyją.

Przeciąganie liny z drobnymi zmianami rzeczywistości

Na innych odcinkach frontu niezmiennie widać podobną sytuację. Ukraińcy tracą teren, ale bardzo powoli. Na zachód od Bachmutu Rosjanie systematycznie posuwają się naprzód w rejonie wsi Bohdaniwka i Krasne. Średnio mowa o kilkuset metrach w linii prostej na tydzień, jeśli dobrze im pójdzie. To walki o lokalnym znaczeniu, które nie są istotne w szerszej perspektywie. Jedno z wielu miejsc, gdzie obie strony upuszczają sobie krwi w imię upuszczania krwi i żółwiego poprawiania przebiegu linii frontu na swoją korzyść. Co ciekawe w przypadku akurat tego miejsca, ukraińscy żołnierze narzekają na brak odpowiednich umocnień. Choć to rejon, który jeszcze w okresie walk o Bachmut rok temu określano jako dobrze przygotowany i dogodny do obrony ze względu na ciągnące się tam wzgórza. Najwyraźniej tak jak w innych miejscach, Ukraińcy nie przeznaczyli istotnych środków na jego ufortyfikowanie zawczasu.

Podobne lokalne walki trwają na północy w rejonie Kupiańsk-Swatowe-Kreminna-Siewiersk. Po serii zauważalnych sukcesów w styczniu, w lutym skuteczność Rosjan spadła. Na początku tego miesiąca posunęli się jeszcze około dwóch kilometrów na zachód od Kreminnej w pobliżu trzymanych przez Ukraińców wsi Jampoliwka i Terny, ale od dwóch tygodni stoją w miejscu. Podobnie sytuacja wygląda kilkadziesiąt kilometrów dalej na południe w pobliżu wsi Biłohoriwka na drugim brzegu rzeki Doniec. W styczniu i na początku lutego Rosjanie posunęli się tam naprzód o około kilometra w linii prostej, ale do dzisiaj zamarli.

Patrząc w drugą stronę od Awdijiwki, na południe wzdłuż linii frontu, nieciekawa dla Ukraińców sytuacja rozwija się na odcinku Marinka-Nowomychajliwka-Wuhłedar. Rosjanom udało się w ostatnich dniach zająć niewielką osadę Pobieda pomiędzy tymi dwoma pierwszymi. Dwa tygodnie temu uchwycili też wschodni kraniec Nowomychajliwki, a na polach na południe od niej w ciągu ostatniego tygodnia posunęli się naprzód miejscami o nawet dwa kilometry. Do Wuhłedaru skutecznie bronionego przez Ukraińców od ponad roku przed atakami z południa, mają teraz około 15 kilometrów, idąc z nowego wschodniego kierunku.

Dodatkowo Rosjanie znacząco zwiększyli presję na ukraińskie włamanie w rejonie Robotyne, czyli na pozostałość po nieudanej kontrofensywie letniej. W ciągu ostatniego tygodnia doszło tam do serii ataków i kontrataków o znacznie większej skali niż we wcześniejszych miesiącach. Rosjanie na chwilę mieli zagrozić ukraińskiej kontroli Robotyne, ale potem zostali odrzuceni. Utrzymali jednak kilka kilometrów kwadratowych zdobyczy na południe i wschód od wsi. Daleko na zachód nad Dnieprem ukraiński przyczółek na jego wschodnim brzegu we wsi Krynki nadal trwa. Sytuacja nie zmieniła się istotnie w ciągu dwóch tygodni.

Krucha równowga sił

Właściwie od końca lata raport za raportem jest w podobnym tonie. Jeden punkt zapalny, gdzie toczą się względnie intensywne walki, oraz wiele mniejszych lokalnych starć, a do tego nieustanne nękanie się na całej długości frontu. Wszystko to nie prowadzi do istotnych zmian na mapie, choć miejscami oznacza nawet poważne straty. Właściwie od ukraińskiej kontrofensywy charkowskiej we wrześniu 2022 roku wszystkie działania są mało dynamiczne. Nawet odbicie prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego nie miało charakteru przełamania obrony Rosjan, ale wkroczenia na teren, który ci dość sprawnie opuścili z powodu zduszenia ich linii zaopatrzeniowych przez Ukraińców.

Niezmienne jest to, że potencjał obu stron jest względnie zrównoważony i z szeregu powodów prowadzenie działań ofensywnych wojskami zmechanizowanymi, zgodnie z zimnowojennymi wyobrażeniami co do przebiegu intensywnego konfliktu w Europie, nie jest możliwe. Wszelkie dotychczasowe próby kończyły się ciężkimi stratami i brakiem przełamania obrony przeciwnika. Wszechobecne drony zapewniają bardzo dobre rozpoznanie w rejonie linii frontu, utrudniając wszelki ruch i czyniąc niemal pewnym, że każdy dostrzeżony atak lub przygotowania do niego spotkają się z odpowiedzią w postaci ognia artylerii oraz dronów samobójczych. Dodatkowo zaplecze na kilkadziesiąt kilometrów w głąb jest na kluczowych odcinkach pod stałą obserwacją. Jednocześnie obie strony nie posiadają możliwości do tak zwanej izolacji pola walki, czyli skutecznego uniemożliwienia przeciwnikowi zaopatrywania i wspierania wybranych odcinków frontu. Sprowadza się to głównie do braku kontroli powietrza, bo izolacja pola walki jest najskuteczniej realizowana przez lotnictwo.

W tej kwestii może jednak niepokoić systematyczne zwiększanie się intensywności rosyjskich nalotów przy użyciu bomb szybujących. Od kilku-kilkunastu sztuk dziennie rok temu do kilkudziesięciu dziennie na priorytetowym odcinku frontu aktualnie. Na Awdijiwkę miało spadać w końcowej fazie walk nawet 70 na dobę. Ukraińcy nie są w stanie bronić się przed tym w sposób systematyczny. Póki co jedynie kierują czasowo na wybrane odcinki frontu nowoczesny zachodni system przeciwlotniczy, najpewniej część baterii Patriot, która przez góra kilka dni poluje na niespodziewające się zagrożenia rosyjskie samoloty. Ostatnia taka akcja miała miejsce najprawdopodobniej w ostatnim tygodniu w rejonie od Doniecka aż po Morze Azowskie. W krytycznym okresie wycofywania się z Awdijiwki. Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili łącznie 7 bombowców Su-34 i myśliwców Su-35. Dowód zdjęciowy jest na prawdopodobnie jedną maszynę. Wzrost skuteczności rosyjskiego lotnictwa może wpłynąć na zachwianie aktualnej równowagi. Choć może zostać skontrowany planowanym na ten rok pojawieniem się ukraińskich myśliwców F-16.

Na dłuższą metę kluczowi będą ludzie

Niezależnie od tego większe znaczenie w kwestii utrzymania równowagi będzie miało gospodarowanie Ukraińców zasobami ludzkimi. Pomimo apeli i sugestii wojskowych, z powodów politycznych nie jest przeprowadzana kolejna fala mobilizacji, która miałaby wynosić do pół miliona ludzi. Ukraińskie oddziały zmagają się z brakami kadrowymi, które będą tylko narastać. Wielu żołnierzy jest zmęczonych dwuletnią walką. Powszechnym problemem jest ich wiek, w wielu oddziałach przekraczający średnio 40 lat. Ukraińcy początkowo nie chcieli mobilizować młodych, traktując ich jako cennych dla przetrwania narodu w długim okresie. Teraz stają przed koniecznością zmiany tej polityki, ale to niepopularny pomysł. Produkcja amunicji i jej dostawy z zachodu zgodnie z deklaracjami powinny w tym roku osiągnąć względnie zadowalający poziom. Ukraińska obrona przeciwlotnicza powinna się przestawić na zachodni sprzęt w ramach programu FrankenSAM. Straty w ciężkiej broni w postaci czołgów i wozów opancerzonych nie są duże, więc to też nie powinno być krytycznym problemem. Jednak brak ludzi, zwłaszcza piechoty do trzymania punktów oporu na linii frontu, może się takim problemem stać.

To jednak na razie dłuższa perspektywa i problem, który będzie narastał stopniowo. W krótszej perspektywie można się spodziewać więcej tego samego. Z tą różnicą, że być może Ukraińcy będą realizować swój deklarowany zamiar strategicznej obrony w oparciu o rozbudowane pasy umocnień, do których będą się teraz stopniowo cofać tam, gdzie Rosjanie mocniej nacisną. Budowa tychże fortyfikacji, zapowiadana od listopada na poziomie centralnym, według incydentalnie pokazywanych zdjęć, ma trwać w wielu miejscach. Realna skala prac nie jest jednak jasna. Dla Ukraińców kluczowe jest zadawanie Rosjanom strat kilka razy wyższych niż własne, ponieważ inaczej nie mają szans na utrzymanie stanu równowagi w długiej perspektywie. Rosja ze względu na swój większy potencjał ludnościowy i gospodarczy oraz autorytarny system rządów może stracić więcej, aby osiągnąć swoje cele polityczne.

Do czego to prowadzi? Jest bardzo możliwe, że zobaczymy kolejny rok podobnej statycznej wojny na wyniszczenie. Kremlowi taka póki co odpowiada. Jednocześnie będzie czekał z nadzieją na listopadowe wybory w USA i możliwy chaos wewnętrzny, ograniczający amerykańskie zainteresowanie sytuacją w Europie. Osłabiona, zdemoralizowana i pozbawiona istotnego wsparcia Ukraina może być wówczas bardziej skłonna do uległości. To jednak scenariusz optymistyczny dla Kremla. Wojna ma natomiast to do siebie, że jest trudno przewidywalna, a Ukraińcy już wiele razy w jej trakcie zaskakiwali. Pozostaje mieć przede wszystkim nadzieję, że Rosjanie dalej będą odnosili tak «błyskotliwe» zwycięstwa jak to w Awdijiwce, tracąc dziesiątki tysięcy ludzi i setki ciężkich pojazdów dla marginalnych zdobyczy terenowych oraz kilka razy niższych strat osobowych Ukraińców.

Jeśli Ukraina zdoła zdobyć się na mobilizację, będzie miała ciągłe wsparcie Zachodu na odpowiednim poziomie i uda się jej ciągle zadawać znacznie większe straty Rosjanom, to nawet przy kontynuacji stagnacji z lekkim wskazaniem na Rosję, być może Kreml finalnie straci nadzieje na zwycięstwo. Tak jak w Korei 70 lat temu, będzie to jednak wymagało czasu i osiągnięcia obu stron poczucia beznadziei oraz wyczerpania. Nawet gdyby do tego doszło, to pytanie czy udałoby się powtórzyć sytuację z Półwyspu Koreańskiego, gdzie zawieszenie broni utrzymuje się tak długo, pomimo nieprzemijającej wrogości obu stron.

Maciek Kucharczyk gazeta.pl

Поделиться новостью в социальных сетях:

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *