W finale wielkoszlemowego turnieju Roland Garros Maja Chwalińska przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Ale to i tak największy sukces w karierze Polki, która nigdy wcześniej nie była w top 100 rankingu WTA.
Nikt się nie spodziewał, że po odpadnięciu Igi Świątek w czwartej rundzie Roland Garros w sobotnim finale turnieju i tak wystąpi polska tenisistka. Maja Chwalińska zaskoczyła cały świat, pokonując kolejne wyższej sklasyfikowane przeciwniczki. Wciąż 114. na świecie Polka w meczu o tytuł w stolicy Francji rywalizowała z ósmą w rankingu WTA Mirrą Andriejewą. Eksperci podkreślali, że to 19-letnia Rosjanka jest faworytką ich starcia.
Zobacz wideo14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach
Początek sobotniego finału to seria przełamań z obu stron. Polka po siedmiu minutach przegrała swojego pierwsze gema. Była w stanie zaskakiwać skrótami Rosjankę, ale po chwili ta odpowiedziała mocnym atakiem z góry na dół. — Piłki Mai muszą być dłuższe, żeby nie dochodziło do takich sytuacji — mówił Lech Sidor, komentator Eurosportu.
Za moment Andrejewa zaczęła się mylić przy własnym podaniu. Wyrzuciła prosty forhend, wcześniej została kapitalnie minięta przez Chwalińską, gdy stała przy siatce. Na koniec po długiej wymianie pełnej wysokich, rotowanych piłek, faworytka popsuła i nasza tenisistka szybko odrobiła straty.
Polka cały czas starała się zmieniać rytm gry, zaskakiwać Andriejewą. Niestety, zbyt często myliła się, a najlepszy dowód to ostatnia akcja w trzecim gemie. Piłka w górze, Chwalińska pozwoliła, aż ta opadnie, nie chciała smeczować, ale następnie uderzyła daleko w aut ramą rakiety i przegrywała 1:2. Za moment było jednak kolejne wyrównanie, bo Rosjanka początkowo nie serwowała tak stabilnie, jak w poprzednich spotkaniach. Też popełniała błędy. To była prawdziwa wojna nerwów, co nie dziwiło, biorąc pod uwagę stawkę meczu.
Końcówka seta dla Rosjanki
Chwalińska jako pierwsza w tym spotkaniu utrzymała podanie. W końcu zagrała technicznie, ale i celnie, skutecznie. W jednej z akcji kapitalnie przelobowała Andriejewą. — Szybki lob tuż nad głową, za kołnierz. Doskonałe zagranie — podsumował Sidor przy wyniku 3:2.
Po chwili Polka jeszcze raz została jednak przełamana. Rosjanka odważnie zaatakowała i pozostała w tym cierpliwa. W innej wymianie Chwalińska wpadła na piłkę, mocniej zawiało w jej plecy i wyrzuciła zagranie w aut. Następnie piłka odbiła się od taśmy po jej stronie i 3:4.
Od tego momentu Andriejewa grała coraz pewniej, zarysowała się jej przewaga w pierwszym secie. Mocne zagrania Rosjanki nie znajdowały odpowiedzi od Polki. Dodatkowo 19-latka miała szczęście w kolejnym gemie, gdy uderzyła prosto w linię, piłka przyspieszyła i Maja nie zdążyła podstawić rakiety. Za moment chciała zaszachować Andriejewą skrótem, ale ta odpowiedziała jeszcze lepiej. W dziewiątym gemie faworytka zagrała popisowo, nie pozwalała się odepchnąć Chwalińskiej od linii końcowej, przełamała ją do zera i wygrała partię po 42 minutach.
— To ważny moment w historii tenisa. To, co robi Maja Chwalińska, daje nadzieję wielu dziewczynom, które nie są najwyższe i nie uderzają najmocniej — mówił przed finałem Alex Corretja, były hiszpański zawodnik, dziś ekspert Eurosportu. Polka robiła to, co w poprzednich meczach, ale rywalka tym razem była dokładniejsza, nie łapała się też tak często na sztuczki techniczne naszej zawodniczki.
Tytuł nie dla Chwalińskiej
W drugim secie Chwalińska przegrywała szybko 0:3. Chciała grać bardziej agresywnie, bo widziała, że dotychczasowy sposób budowania akcji nie dawał jej efektu na dłuższą metę, ale popełniała zbyt wiele błędów. Miała prawo też czuć się zmęczona — w turnieju głównym w Paryżu spędziła na korcie o dwie godziny więcej niż Andriejewa (10-8), a jeszcze wcześniej Polka rozegrała trzy mecze eliminacyjne.
W trzecim gemie drugiej partii nasza zawodniczka doczekała się kilku break pointów. To wtedy mógł nastąpić zwrot, mogła przerwać niekorzystną serię. Niestety, zaczęły minimalne błędy, a jednocześnie potężne ataki Rosjanki, która jednocześnie dobrze odczytywała topspiny Chwalińskiej. — Widać, że jest na to przygotowana przez trenerkę Conchitę Martinez — wskazała komentatorka Justyna Kostyra. Za chwilę 4:0, bo Andriejewa kolejny raz przełamała Chwalińską.
Rosjanka zaprezentowała się znakomicie. Przy dość ryzykownym sposobie konstruowania wymian, rzadko się myliła, a dodatkowo odczytywała to, w jaki sposób Polka próbowała ją zaskoczyć. Zmiany rytmu nie robiły na niej wrażenia. Gdy Chwalińska próbowała atakować, Andriejewa świetnie się broniła. To dlatego od 3:2 w pierwszym secie wygrała dziewięć gemów z rzędu.
Pod koniec Rosjanka zaczęła uderzać znów bardziej nerwowo, nagle sama straciła serwis i w drugiej partii było już tylko 5:2 dla niej. Pogoń Polki okazała się jednak nieskuteczna. Zbyt dobrze w tym finale zagrała Andriejewa, pokazała swój wielki potencjał.
Mimo przegranej Chwalińską i tak osiągnęła gigantyczny sukces w tegorocznym Roland Garros. Przeszła do historii polskiego, jak i światowego tenisa. Polskiego, bo została drugą tenisistką z naszego kraju, która w singlu dotarła do finału w Paryżu po Idze Świątek. Jednocześnie Chwalińska jest pierwszą zawodniczką, która została finalistką French Open, startując od eliminacji. Od 18 maja wygrała, łącznie z kwalifikacjami, dziewięć spotkań.
Teraz Chwalińska awansuje na 21. miejsce w rankingu WTA, najwyższe w karierze. To jest i będzie przełomowy turniej w jej życiu. Wyjątkowy styl gry, konieczność przebijania się z niższej pozycji rankingowej oraz fakt, że pokonała faworyzowane rywalki w stolicy Francji sprawiają, że jej sukces — mimo porażki w finale — smakuje wyjątkowo.
Fot. REUTERS/Stephane Mahe
