Wygrać się nie udało, ale uśmiech nie schodzi z twarzy Mai Chwalińskiej po finałowym spotkaniu Rollanda Garrosa z Mirrą Andriejewą. Polka podkreśliła klasę rywalki, kilkakrotnie doprowadzając ja do śmiechu, a także podziękowała najbliższym kibicom. Najważniejsze jednak, ze dała do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec pięknej tenisowej historii z jej udziałem.
Chwalińska w sobotnim finale nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Rosjanka zagrała świetnie, była opanowana i bardzo skuteczna, co przełożyło się na jej wygraną 6:3, 6:2.
Polka nie była jednak załamana porażką. Doceniła klasę rywalki.
— Przede wszystkim wielkie gratulacje dla Mirry, jesteś niesamowitą tenisistką. Jesteś taka młoda i tak utalentowana, co jest tak wkurzające — powiedziała Chwalińska, czym rozbawiła triumfatorkę.
— Gratulacje dla ciebie i twojego teamu za wykonaną świetną pracę i życzę ci wszystkiego najlepszego w przyszłości — dodała.
«Uszczypnijcie mnie»
Następnie podziękowała organizatorom, w tym Amelie Mauresmo, do której po chwili nawiązała.
— Mówiłam jej kilka dni temu, że oglądałam klipy sprzed lat, kiedy tutaj grałyście (wraz z Mary Pierce — red.), więc jest to dla mnie moment z gatunku: «Uszczypnijcie mnie, czy to się naprawdę dzieje?». Jestem bardzo wdzięczna za to, że tu jestem — wyznała i kontynuowała podziękowania m.in. dla sędziów, teamu i rodziny.
— Dziękuję za to, że jesteście ze mną. Wiem, że czasami niełatwo ze mną wytrzymać, ale dziękuję, że jesteście każdego dnia. I tak, będę próbowała robić cały czas to, co umiem najlepiej — podkreśliła niezrażona sobotnim niepowodzeniem.
— Czułam waszą miłość i jestem bardzo wdzięczna. Szkoda, że nie zobaczyliście lepszego meczu, ale Mirra była dla mnie za dobra, więc to jej wina. Ja dałam z siebie wszystko, przepraszam — zwróciła się do kibiców.
— Dziękuję bardzo, na pewno nie zapomnę tych trzech tygodni. Paryż na zawsze zostanie w moim sercu — zakończyła.
Eurosport
