Sprawa Poncyljusza i Polskiej Amunicji. To oni byli pretekstem do zawetowania SAFE Poncyljusza i Polskiej Amunicji. To oni byli pretekstem do zawetowania SAFE

Paweł Poncyljusz w swojej karierze żył za 500 zł miesięcznie, chwalił Antoniego Macierewicza, był rzecznikiem Jarosława Kaczyńskiego, którego w końcu zdradził. PiS użył go do odstrzelenia SAFE.

Harmonogram tej tragikomedii politycznej za miliardy wyglądał tak.

12 lutego 2026 r., godz. 16.31  

Wirtualna Polska pisze o posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, zwołanej przez prezydenta Karola Nawrockiego. «Nasi rozmówcy z obozu rządzącego mają wrażenie, że udało się rozwiać większość wątpliwości zgłaszanych wcześniej przez Pałac. Wskazują, że Nawrocki sprawiał wrażenie przyjmującego na spokojnie argumenty strony rządzącej» — relacjonował serwis.

Goręcej miało się dopiero zrobić, kiedy Kancelaria Prezydenta zaczęła dopytywać o niewielką, prywatną spółkę Polska Amunicja, na czele której stoi Paweł Poncyljusz. Z SAFE miało trafić do niej 2 mld euro. Potencjalny kontrakt miał zakładać dostarczenie wojsku 300 tys. nabojów 155 mm i budowę fabryki amunicji.

Podobno sam Donald Tusk był zaskoczony. Tym, że pytają o Poncyljusza. I jego zaangażowaniem w całą sprawę. Publikacja za chwilę miała wywołać burzę.

Na mównicę wchodzi poseł Janusz Kowalski. W swoim stylu mocno gestykuluje ręką.

— Możemy mieć do czynienia z jedną z największych afer korupcyjnych ostatnich lat. Składam wniosek do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. (…) Czy prawdą jest to, co ujawniła przed chwilą Wirtualna Polska? Że wiele miliardów złotych może trafić – ile, dwa, pięć, dziesięć – do spółki, na której czele stoi kolega Cezarego Tomczyka? Ile razy spotykał się z nim Cezary Tomczyk? – pyta oburzony Kowalski. — Pan Paweł Poncyljusz, mała spółeczka Polska Amunicja. Skąd my, szanowni państwo, nie wiemy, że oni naprawdę chcą przekazać miliardy złotych, żeby zapewnić sobie SAFE, bezpieczeństwo dla własnych działaczy i pieniądze na kampanię wyborczą? Lista musi być jawna. Nie ma zgody na to, żeby to wasze spółki dostawały pieniądze – grzmi poseł PiS.

Tomczyk to wiceminister obrony narodowej.

— Panie Cezary Tomczyk, ile razy spotkał się pan z Pawłem Poncyljuszem? Ile razy spotkał się pan z człowiekiem Donalda Tuska, Pawłem Poncyljuszem? Czy prawdą jest, że przekazujecie Pawłowi Poncyljuszowi i jego spółce, prywatnej spółce, miliardy złotych? Składam wniosek do Centralnego Biura Antykorupcyjnego – kończy Kowalski. (Głos z sali: Putin klaszcze.)

Sprawa Poncyljusza stała się nagle jednym z koronnych argumentów PiS i Kancelarii Prezydenta przeciwko SAFE. To za jej pomocą udowadniano, że program to nic innego jak przekręt i kolesiostwo. 

Kim jest Paweł Poncyljusz?

Rocznik 1969. Studiował historię, ale jej nie skończył. Na początku lat 90. pracował jako księgowy. Był aktywny w ZHP, do większej polityki przyszedł z samorządu warszawskiego. Od początku z sercem po prawej stronie.

To były poseł PiS (od 2001 roku). Chwilę później stał się słynny z powodu eksperymentu robionego przez Super Ekspres. On i Paweł Graś dostali 500 zł na jedzenie, środki czystości i inne codzienne wydatki — mieli żyć za to przez cały luty. Poncyljuszowi starczyło wtedy na styk, Graś musiał pożyczyć 50 zł. «Dzięki tej akcji zdaliśmy sobie sprawę w jakich warunkach żyje duża część polskiego społeczeństwa» – mówili.

Za rządów Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego był wiceministrem gospodarki. W resorcie był odpowiedzialny, m.in. za przemysł zbrojeniowy i offset. Został rzecznikiem sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego kandydującego na urząd prezydenta RP. Z PiS uciekł do kanapowej partii Polska Jest Najważniejsza, o której mało kto już pamięta, a miała być tą która złamie duopol PiS/PO.

W 2011 r., kiedy partia ta już skrzypiała i za chwilę miała się wywrócić, opowiadał w RMF jak jest nagabywany w Sejmie, żeby zmienił ugrupowanie.

— Jestem politycznie molestowany akurat w tej sferze od wielu lat — opowiadał. I dodawał: — Nie wiem, czy ktoś, kto ze mną rozmawia nie robi tego na zlecenie któregoś z liderów Platformy Obywatelskiej. Nie chcę oczywiście tutaj budować jakiejś swojej pozycji wielkiej atrakcyjności, ale mówię jeszcze raz, idziemy sami do wyborów, nie ma żadnego kupczenia.

Projekt padł, Poncyljusz wziął się za zarabianie pieniędzy. W 2012 został wiceprezesem Avio Polska (producent części lotniczych).

Do polityki wrócił w 2019 roku już z ramienia Platformy Obywatelskiej. Ściągnął go Grzegorz Schetyna. Dał jedynkę na liście w Rzeszowie.

— Prawda jest taka, że moja sytuacja rodzinna się zmienia: starsze dzieci idą na swoje, poziom zarobków, jaki potrzebuję żeby utrzymać rodzinę staje się mniejszy, a też czas w biznesie był na tyle owocny, że pewne zasoby zostają. Kilka lat temu nie mógłbym sobie pozwolić na powrót do polityki, dziś mogę to zrobić, ale zacytuję klasyka: do polityki nie idzie się dla pieniędzy — mówił Poncyljusz serwisowi i.pl

Było to zaskoczenie, bo wcześniej kibicował rządowi Zjednoczonej Prawicy. A teraz, już jako kandydat PO do Sejmu, chwalił Antoniego Macierewicza.

Antoni Macierewicz i, paradoksalnie, Bronisław Komorowski to jedyni dwaj ministrowie obrony narodowej w Polsce, którzy naprawdę byli przygotowani do pełnienia swojej funkcji

— stwierdził polityk.

Macierewicz był jego zdaniem człowiekiem, który doskonale wiedział co chce. — Możemy się politycznie zgadzać lub nie, do tego dochodzą «misiewicze» i inne rzeczy, ale w kategoriach rozeznania tego, że jest problem wojsk lądowych i on znalazł na to panaceum w postaci Wojsk Obrony Terytorialnej, to się tak naprawdę nikomu wcześniej nie udało — twierdził w Polsat News.

Poncyljusz miał odtwarzać skrzydło konserwatywne w Platformie i — jak z przekąsem dodawał — na marsze równości się nie wybierał.

Dostał się do Sejmu , ale w wyborach w 2023 roku już mu się to nie udało. Poszedł pracować do zbrojeniówki, a prezesem spółki Polska Amunicja jest od czerwca 2024 roku.

Nie jest to pierwszy ani ostatni przykład polityka, który został zaangażowany przez prywatny biznes.

Pomiędzy KO a PiS

Zaletą Poncyljusza są świetne kontakty. Również z częścią PiS. W 2019 roku w rozmowie z Faktem krygował się: — Zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiaj kontakt ze mną byłby dla nich dużym problemem i na pewno ich konkurenci w okręgu chętnie pobiegliby do prezesa Kaczyńskiego i zaczęli podnosić kwestie, że ktoś jest nieprawilny, bo rozmawia z Poncyljuszem.

Poncyljusz zna jednak również sporo osób w KO, jak i w PSL na czele z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.

Atak ze strony Kowalskiego mógł być dla niego zaskoczeniem. Zresztą sam Kowalski dobrze wiedział, kim Poncyljusz jest i dla kogo pracuje. Uderzył, bo takie było bieżące zapotrzebowanie polityczne. Poncyljusz od razu odpowiedział, że Kowalskiego zna i to od 1997 roku, kiedy ten działał w Unii Demokratycznej i przyjechał na szkolenie do fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie do Gliwic.

«Jak potrzeba dalszych informacji to Janusz znasz mój telefon i zawsze można zapytać jak jest!» — napisał w serwisie X.

Zaś Tomczyka poznał, jak ten w 2004 jak był studentem UW i organizował klub PiS. To krąg osób, które krążą między partiami.

Prawda tymczasem brzmi prosto: firmy zbrojeniowe lubią zatrudniać byłych wiceministrów (jakie są tego powody, to już inna historia). I tak na przykład Polska Grupa Zbrojeniowa ma w zarządzie Arkadiusza Bąka (wiceprezes, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki 2014-2015, związany z PSL) czy Marcina Idzika (wiceprezes, były wiceminister obrony za PO-PSL).

Poncyljusz jest w tej układance również pracownikiem najemnym. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Nagły atak prawicowych mediów

Tymczasem w serwisach społecznościowych lały się już strumieniami kpiny z Polskiej Amunicji. Bo jak to brzmi? Spółka zatrudnia raptem siedem osób, w 2024 roku miała koszty 5,4 mln zł a przychody niespełna 20 tysięcy.

Oburzał się Jacek Sasin, twierdząc że to «gruby skandal». Nic tylko nepotyzm i

Media sympatyzujące z prawicą zaczęły Poncyljusza traktować jak worek bokserski. Przykładem tej narracji po prawej stronie był materiał wPolsce24 zatytułowany: «Miliardy dla spółki widmo w opuszczonej ruderze! Tak wygląda siedziba «Polskiej Amunicji».»

A dalej to już był barwny opis, jak to «Reporter Piotr Czyżewski udał się pod adres przy Placu Konstytucji w Warszawie, który widnieje w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS) jako siedziba spółki Polska Amunicja. Na miejscu okazało się, że odnalezienie firmy graniczy z cudem. W budynku nie ma żadnej tabliczki informacyjnej, a w samym KRS nie podano nawet numeru lokalu, który spółka rzekomo zajmuje. Zresztą sam budynek, nie wygląda jak siedziba poważnej firmy — to zwykła rudera.»

Całość kończyła się frapującą informacją, że «Reporter, po sprawdzeniu wszystkich klatek schodowych i braku jakichkolwiek oznaczeń, określił sytuację jako „podejrzaną». Rodzi to zasadnicze pytanie: czy podmiot, którego fizycznej siedziby nie sposób ustalić, jest wiarygodnym partnerem do produkcji strategicznego uzbrojenia?».

Trudno nie zadać sobie kilku pytań. Czy politycy i dziennikarze w tej sprawie udawali naiwnych? Pogrążyli się w przerażającej niewiedzy?  Czy po prostu wyszli z założenia, że ich odbiorcy i wyborcy i tak nie mają pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi? Bo właścicieli Polskiej Amunicji zna każdy, kto ma choć elementarną wiedze o sektorze obronnym w Polsce.

Kto stoi za Polską Amunicją?

Właścicielem Polskiej Amunicji zgodnie ze wspomnianymi danymi rejestrowymi KRS jest WB Electronics -największy, polski producent oferujący technologie łączności i dowodzenia (m.in systemy kierowania ogniem), jeden z największych w Europie producentów dronów i Ponar Wadowice, czyli największy polski producent elementów i układów hydraulicznych. Ostatnio bardzo rozpycha się z sektorze zbrojeniowym.

Przy placu Konstytucji 3 w Warszawie, gdzie udał się reporter wPolsce24, jest siedziba jednej ze spółek grupy WB. Dlatego pod tym adresem jest też Polska Amunicja.

Żeby było jeszcze zabawniej, udziałowcem WB Electronics w ponad 26 proc. jest kontrolowany przez Skarb Państwa poprzez Polski Fundusz Rozwoju. Spółka w 2024 roku miała przychody w wysokości 2,4 mld zł i bardzo duże zyski — 427,6 mln zł. Planuje prawdopodobnie w 2027 debiut na GPW.  Podobnie jak Ponar.

Grupę WB kontroluje Piotr Wojciechowski, absolwent Wydziału Elektroniki (1984) i Wydziału Elektrycznego (1986) Politechniki Warszawskiej.

Po studiach został asystentem na uczelni, gdzie zarabiał równowartość 12 dolarów miesięcznie (16 dolarów kosztowały jeansy w Peweksie). Zamiast kariery naukowej wybrał więc bycie rzemieślnikiem. Zaczynał od warsztatu elektronicznego (robił m.in oparty słuchowe). W 1997 roku razem ze swoim wspólnikiem Adamem Bartosiewiczem wszedł do zbrojeniówki

Zrobił to właściwie przez przypadek. Zaoferował armii kalkulator, który wykonywał obliczenia balistyczne (wcześniej robiło to trzech rachmistrzów, którzy liczyli nastawy działa, część z wyprodukowanych wtedy kalkulatorów dalej jest zresztą w wojsku). Wojciechowski zrozumiał że właśnie trafił na żyłę złota. Polskie wojsko pod względem technologicznym była pariasem.

WB Electronics to gwiazda, która mocno rozbłysła gdy wybuchła wojna z Ukrainą. Ponar jest z kolei  zaangażowany w  produkcję elementów do haubic Krab, czy elementów do bojowego wozu piechoty Borsuk. Spółka jest kierowana przez polskiego inżyniera Marka Warzechę również chce debiutować na giełdzie.

Polska armia jest imperium artyleryjskim. Ale bez pocisków

Wojna w Ukrainie pokazała, że aby bronić się przed Rosją, trzeba mieć artylerię dalekiego zasięgu.

I Polska ją sobie sprawia. Już teraz wyróżnia się w NATO jedną z największych flot haubic 155 mm (to Kraby i K9).  Krabów polska armia ma mieć 212 — na razie na stanie jest ich 60. Świetnie się sprawdzają w Ukrainie. Uchodzą za wszystkoodporne.

Kraby są produkowane w Hucie Stalowa Wola. To miks koreańskiego podwozia K9 i brytyjskiej wieży systemu AS-90 Braveheart, po dość mocnych polskich modyfikacjach. WB Electronics odpowiada za kluczowe w Krabie systemy dowodzenia ogniem, łączność i sterowanie.

Armia ma mieć również 364 armatohaubice z rodziny K9. Zostały zamówione w Korei Południowej. Ponad 200 z nich jest już w kraju. Pomijając drobnostkę, kto to będzie te wszystkie haubice obsługiwał (brakuje żołnierzy) pozostaje o wiele ważniejszy problem: czym strzelać? Według nieoficjalnych informacji zapasy amunicji 155 mm wystarczyłyby na jakieś… dwa tygodnie walki i to w najlepszym przypadku.

Ukraina zużywa takich pocisków ok. 40 tysięcy miesięcznie, przy czym polska armia potrzebowałaby ich więcej. Eksperci MON bąkają, że tak naprawdę w magazynach powinniśmy mieć ok. 3 mln sztuk amunicji 155 mm (w 2023 powstawało w kraju kilka tysięcy takich pocisków rocznie). Te 3 miliony wydaję się być jednak wartością przesadzoną.

PiS miał pomysł na pociski

Aby było czym strzelać, rząd Zjednoczonej Prawicy wymyślił program Narodowa Rezerwa Amunicyjna.

26 maja 2023 prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys na posiedzeniu Komitetu Sterującego rządu poinformował, że z 14 firm wybrano dwie. Sprawę jako pierwszy opisał Onet. Amunicję kalibru 155 mm miały dostarczać dwa podmioty: Polska Grupa Zbrojeniowa (należąca do państwa), oraz Polska Amunicja (wtedy bez żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, rządowej agencji to nie przeszkadzało).

W tym czasie Polska Amunicja była kontrolowana przez państwo. 51 proc. udziałów miała spółka Aranda z grupy Agencji Rozwoju Przemysłu, WB Electronics ponad 19 proc., zaś Ponar Wadowice 15 proc. Część z firm, które nie zostały wybrane do „partnerstwa» była wściekła i węszyła spisek (delikatnie mówiąc).

Mateusz Morawiecki dwa tygodnie przed wyborami wydaje polecenie zakupu od Polskiej Amunicji pocisków 155 mm w latach 2023-2026. W trakcie rządu przejściowego, czyli w dwutygodniowego urzędowania poprzedzającego rządy Donalda Tuska, wydłużył ten termin do 2029 roku.

Wówczas nikomu z PiS nie przeszkadzał jej brak doświadczenia, jeśli chodzi o pociski.

Spółka miała wybudować fabrykę w Ząbkowicach Śląskich koło Kłodzka na Dolnym Śląsku.

Za rządów Donalda Tuska, zaczęto się na Polską Amunicję krzywić. Z analizy dokumentów wyszło, że ogon macha psem. Aranda mająca większościowe udziały, powoływała tylko dwóch z pięciu członków zarządu.

We wrześniu 2024 roku Agencja Rozwoju Przemysłu wyszła z Polskiej Amunicji (dostała zwrot poniesionych nakładów, czyli ok 2 mln zł). Obie strony tłumaczyły dość mętnie, że nie mogły się porozumieć co do budowy fabryki. Tym samym spółka znalazła się całkowicie w prywatnych rękach.

I w nieoczekiwany sposób powróciła przy dyskusji o programie SAFE.

Co się dzieje z produkcją pocisków 155 mm

Według premiera Donalda Tuska mamy produkować wkrótce 200 tysięcy pocisków rocznie. Docelowo nawet milion.

Ministerstwo Aktywów Państwowych dopompowało kwotą 2,4 mld zł PGZ (a właściwie cztery spółki tej grupy). Dostawcą technologii do produkcji pocisków 155 mm został wybrany brytyjski koncern BAE Systems.

W 2028 PGZ ma dostarczać 150-180 tysięcy pocisków rocznie. Biorąc pod uwagę dotychczasowe opóźnienia w realizacji projektów przez grupę, można w to delikatnie powątpiewać. PGZ nie jest w stanie samodzielnie zaspokoić wszystkich potrzeb w tym zakresie. Pytanie kto będzie dostarczał pociski 155 mm oprócz nich.

Amerykański koncern Northrop Grumman we współpracy z Grupą Niewiadów zapowiedział, że planuje wytwarzać ponad 180 tysięcy sztuk amunicji rocznie.

Listę polskich zakupów z SAFE tworzył ponoć przede wszystkim Sztab Generalny Wojska Polskiego  (Agencja Uzbrojenia i MON miały tu mniejszy wpływ). Kto na niej jest?

Pod koniec lutego, po aferze z Poncyljuszem, rząd opublikował enigmatyczną listę zatytułowaną: Nowe zdolności Wojska Polskiego dzięki programowi SAFE — lista zadań.

O amunicji było tyle: «Program SAFE obejmuje m.in.: amunicję i pociski rakietowe – 14 proc. — 23,8 mld zł.» I to ten kontrakt w sporej części miała/ma dostać Polska Amunicja (przypomnijmy, równowartość 2 mld euro).

Czy Polska Amunicja jest w stanie w ogóle ją wyprodukować?

Produkcja amunicji 155 mm jest realizowana głównie przez podmioty zależne od WB Electronics, a nie samodzielnie przez Polską Amunicję jako taką. Ta ostatnia pełni tutaj rolę techniczną (podpisywanie kontraktów). W tej branży nie jest to szczególnie dziwne.

W grudniu ubiegłego roku na spotkaniu z dziennikarzami Piotr Wojciechowski opowiadał, że grupa już ma w zachodniej Polsce zakłady o powierzchni ok. 14,5 ha, gdzie powstają prototypy amunicji 155 mm. Dokładny adres fabryki ze względów bezpieczeństwa nie jest ujawniany, ale to jest to samo miejsce gdzie produkowane są głowice bojowe do bezzałogowców.

Zakład jest obecnie rozbudowywany. Pocisk jest zaprojektowany przez grupę WB. Po części jest produkowany, a po części składany. Grupa zamawia skorupy i kluczowe części, składa w Polsce, ale nadal zależy od zagranicy w newralgicznych komponentach (ładunki miotające i zapalniki). Odbyły się już próby strzelań.

W tym roku ma powstać ponoć pierwsza partia pocisków (5 -10 tysięcy), grupa celuje w wytwarzanie 50 do 100 tysięcy pocisków rocznie z myślą o polskiej armii i klientach zagranicznych.  .pl

Pocisków brakowało, zaraz w Europie będzie ich za dużo

Problem w tym, że o ile teraz są one niezbędne, za jakiś czas będzie ich zwyczajnie za dużo. Europa już za chwilę będzie w stanie produkować ok. 2 mln pocisków artyleryjskich 155 mm.

Największym tutaj graczem będzie niemiecki Rheinmetall, jego zdolności produkcyjne sięgną ok. 1,5 mln sztuk rocznie już w 2027 r. Perłą w koronie ma być otworzona w ubiegłym roku kosztem pół miliarda euro fabryka w Unterlüß (Dolna Saksonia, Niemcy). To największy zakład amunicji 155 mm w Europie. Produkcja w 2027 ma osiągnąć poziom 350 tysięcy pocisków, które będą dużo nowocześniejsze od tych, które powstaną w Polsce. Nasze szanse eksportowe wtedy mocno się zmniejszą. A produkowane pociski będą zalegać w kosztownych magazynach.

Chyba, że wybuchnie wojna. Pociski w tej układance pełnią więc rolę polisy ubezpieczeniowej. Której warunki ustalają politycy. Gdzie decyzje podejmowane są pod stołem, a wszyscy zainteresowani zasłaniają się chętnie tajemnicą państwową.

Ta polisa jest przy tym wyjątkowo droga.

Grupa WB nie odpowiedziała na większość naszych pytań – „gdyż naruszałoby to tajemnicę przedsiębiorstwa. Mogłyby też wpłynąć na bezpieczeństwo podmiotów i osób zajmujących się produkcją obronną w Polsce».

Resztę pytań zbyła ogólnikami w stylu: „Polska Amunicja jest podmiotem projektowym, który korzysta z zasobów należących do GRUPY WB i Ponaru Wadowice (to identyczny sposób działania, jak w przypadku PGZ S.A., która – jako podmiot – także korzysta z zasobów swojej grupy).»

Piotr Miączyński gazeta.pl Haubice KRAB Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Поделиться новостью в социальных сетях:

One thought on “Sprawa Poncyljusza i Polskiej Amunicji. To oni byli pretekstem do zawetowania SAFE Poncyljusza i Polskiej Amunicji. To oni byli pretekstem do zawetowania SAFE

  • 17/03/2026 at 2:47 пп
    Permalink

    Wszędzie to samo!?

    Reply

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *