Muzeum nie powinno mówić zwiedzającemu, kto ma w sporach historycznych rację. Ideałem byłoby, gdyby wychodził z niego, nie znając na to odpowiedzi.
Dyskusja profesorów Richarda Butterwicka,Roberta Traby i Marcina Napiórkowskiego o kształcie wystawy w Muzeum Historii Polski ukazała różne perspektywy, chyba mniej sprzeczne, niż się wydaje.
Oczywiste, że muzeum powinno odrzucić skrajności, zarówno apologię, jak i samobiczowanie — mówi prof. Butterwick. Ale jest równie oczywiste, że muzeum powinno pokazywać obraz pluralistyczny — jak mówi prof. Traba. Myślę, że jest to do pogodzenia.
Natomiast zastanowiły mnie słowa dyrektora muzeum: „Mamy z tą dumą jakiś problem. Jakakolwiek wzmianka o niej uruchamia systemy alarmowe u pewnej części społeczeństwa. […] W zdrowym społeczeństwie jest miejsce na dumę».
Uświadomiłem sobie, że we mnie słowo „duma» rzeczywiście uruchamia system alarmowy i jako historyk wiem dobrze dlaczego. Duma, czy to narodowa, czy indywidualna, czy rodzinna, jest zjawiskiem – jak mi się wydaje – raczej niemądrym. Nie da się go uniknąć; każdemu zdarza się być czasem dumnym, kiedy pokona jakąś trudność. W słabym natężeniu duma jest nieszkodliwa, w mocnym – niezwykle groźna.
Analogia ze spożyciem alkoholu sama się narzuca. Trzeba ją tolerować, ludzie mają do niej prawo, ale nie należy jej rozniecać.
Jeśli nie duma, to co?
Tożsamość narodowa nie opiera się na dumie, tylko na wspólnocie symboli; pisała o tym wybitna polska socjolożka Antonina Kłoskowska: w inny sposób reaguję na wiersze Mickiewicza czy Norwida niż na równie wielkich poetów zagranicznych, bo Mickiewicz czy Norwid współtworzą symboliczną otoczkę, która nadaje znaczenie mojemu światu. Takie poczucie wspólnoty symbolicznej nie wymaga żadnej dumy.
Jeśli nie duma, to co? Moja odpowiedź: radość. Bardzo się cieszyłem, kiedy Karol Wojtyła został papieżem, Lech Wałęsa dostał Nagrodę Nobla, gdy powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, kiedy Andrzej Wajda dostał Oscara. Całe moje pokolenie przeżywało to wraz ze mną.
To prawda, że cieszyłem się z tego wszystkiego o wiele bardziej, niż kiedy sukcesy odnosili równie wybitni cudzoziemcy. Jednak różnica między radością a dumą polega chyba na tym, że kiedy cieszę się z sukcesów odniesionych przez swoich rodaków, to nie znaczy, że wywyższam je ponad sukcesy cudzoziemców.
W poczucie dumy jest zaś wpisane poczucie wyższości. Duma inaczej niż radość ma w sobie coś agresywnego – udało się mi, nam, swoim, lepiej niż innym. I druga różnica jest taka, że radość może dotyczyć osiągnięć ludzi spoza „mojej» grupy; bardzo się cieszę z istnienia różnych dzieł literatury, muzyki, sztuk plastycznych stworzonych przez ludzi z całego świata.
Muzeum nie ma mówić, kto ma rację
Ale jest jeszcze jedna kwestia. Niezależnie od tego, czy duma z przeszłości jest pożądana, czy nie, jej budzenie nie jest zadaniem żadnego muzeum. Muzeum geologiczne czy ogród botaniczny powinny przystępnie zaznajamiać laików z podstawami geologii czy botaniki. Tak samo muzeum historyczne ma dawać nam w atrakcyjnej formie jakąś porcję wiedzy historycznej i budzić pewną wrażliwość historyczną – podobnie jak galeria malarstwa ma w nas budzić wrażliwość artystyczną.
Jeśli poznanie historii Polski sprawi, że w pogłębiony sposób przeżyjemy swoją przynależność narodową, to dobrze, ale przecież to nie może być cel muzeum! A jeśli muzeum ma zaprezentować dzieje Polski według obecnego stanu wiedzy, to musi być pluralistyczne, bo w wielu kwestiach historycy nie osiągnęli ani nigdy nie osiągną wspólnego stanowiska.
Muzeum Historii Polski na warszawskiej cytadeli Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Muzeum nie ma mówić, kto ma rację: czy na przykład dawna Rzeczpospolita upadła głównie przez swe wewnętrzne słabości, czy przez działania państw zaborczych; czy powstania miały sens, czy nie miały. Musi natomiast pokazać, że wśród historyków są to tematy sporne i jakie racje przemawiają za każdym ze stanowisk. Jak to zrobić – nie wiem, ale to pytanie do muzealników.
AD
Ideałem byłoby, gdyby turysta odwiedzający muzeum wychodził z niego, nadal nie znając odpowiedzi na te pytania, lecz wiedząc, że takie dyskusje istnieją i wzbogacają nas samym swoim istnieniem.
Ostatecznie całe piękno pracy historyka polega na tym, że rozważamy kwestie nierozwiązywalne, a w toku tych rozważań robimy się mądrzejsi, chociaż same pytania pozostają nierozwiązane.
Jeśli Muzeum Historii Polski będzie umiało w ten sposób ukazać przeszłość, odegra ważną rolę społeczną. Jeśli ześlizgnie się ku dumie narodowej, będzie podniecać nastroje, których jego twórcy z pewnością obawiają się w nie mniejszym stopniu niż ja.
Maciej Janowski Historyk. Zajmuje się dziejami Polski i Europy w XIX w.
